Gorąco i parno - czuć, że gdzieś tam, za horyzontem grasują burze.
Przeczytałem najnowszego Pratchetta, w sumie fajne, choć jakoś bez fajerwerków. Mam wrażenie, że w ostatnich książkach postacie Vetinariego i Vimesa są opisywane ciut inaczej niż w starszych; nie potrafię tego sprecyzować, ale dotyczy to ich zachowania - są bogatsze? bardziej zróżnicowane? Sam nie wiem. Ale myślę, że to dobrze świadczy o autorze, że potrafi zróżnicować opisy zależnie od od tego, z którego punktu widzenia opisuje postać; widać to szczególnie wyraźnie w książkach, których bohaterem jest Moist von Lipwig. Różnicę talentu (nie tylko pisarza, ale i tłumacza - wybitny Piotr W. Cholewa!) widać kiedy porównamy sir Terry'ego z Glenem Cookiem (cykl o przygodach Czarnej Kompanii), który wypowiedzi wszystkich postaci pisze tym samym stylem (wszyscy w zasadzie mówią tak samo), co nuży i na dłuższą metę zniechęca.
Przeczytałem najnowszego Pratchetta, w sumie fajne, choć jakoś bez fajerwerków. Mam wrażenie, że w ostatnich książkach postacie Vetinariego i Vimesa są opisywane ciut inaczej niż w starszych; nie potrafię tego sprecyzować, ale dotyczy to ich zachowania - są bogatsze? bardziej zróżnicowane? Sam nie wiem. Ale myślę, że to dobrze świadczy o autorze, że potrafi zróżnicować opisy zależnie od od tego, z którego punktu widzenia opisuje postać; widać to szczególnie wyraźnie w książkach, których bohaterem jest Moist von Lipwig. Różnicę talentu (nie tylko pisarza, ale i tłumacza - wybitny Piotr W. Cholewa!) widać kiedy porównamy sir Terry'ego z Glenem Cookiem (cykl o przygodach Czarnej Kompanii), który wypowiedzi wszystkich postaci pisze tym samym stylem (wszyscy w zasadzie mówią tak samo), co nuży i na dłuższą metę zniechęca.
Jak przyjemnie byłoby wyciągnąć się na leżance w ogrodzie, w cieniu,
z łagodnym wiaterkiem,
otoczonym zielenią i kwiatami...
Hélas!







) kompa do serwisu dowiedziałem się, że to tylko zasilacz zdechł, reszta jest, jakby powiedział Saruman unspoiled, robotę panowie zrobili od ręki, koszt raptem stokilkadziesiąt złotych (bałem się, że jak szlag trafił płytę główną, to się całość może oprzeć o tysiączka). Do tego nabyłem sobie ups-a, żeby zabezpieczyć na przyszłość przed powtórką takiego zdarzenia (zasilacz wykończyło na bank falowanie napięcia w starej instalacji domowej). Wszystko ładnie popodłączałem i działa i jest cacy. A teraz, niewątpliwie ww. przygodą zainspirowany, zastanawiam się, co by mi się bardziej przydało i spodobało - laptop czy tablet. Osiołkowi w żłobie dano... Właściwie to nie dano, bo sam musiałby sobie to siano, albo owies sfinansować, ale zagwozdka jest.


