Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

czwartek, 20 września 2018

867.Trebusz

To jest trebusz. 
Trebusz to machina służąca do miotania kamieni, beczek ze smołą i wszystkiego co da się miotnąć (z trupami włącznie) we wrogą warownię.


Coś bardzo podobnego sprawił sobie pewien tatuś, rozsierdzony tym, że nie poznaliśmy się na jego latorośli, i teraz napie... khehm... to jest... eee... chciałem powiedzieć: prowadzi intensywny i skoncentrowany ostrzał naszej "tratwy Meduzy". Po prawdzie, żeby oddać styl i dynamikę z jaką to robi, to bardziej by pasowało użyć jędrnego suwerennego "nakurwia, i to po całości". 

Papa postępuje niewątpliwie bardzo brzydko szkodząc ogólnie całej szkole, trudno jednak uciec od natrętnego pytania: jak z nim były prowadzone rozmowy na wiadomym szczeblu, skoro i ja i M. zapamiętaliśmy go z kontaktów na zebraniach, jako całkiem spokojnego, rozsądnego i otwartego na rzeczowe argumenty człowieka; teraz zaś mamy do czynienia z kipiącą furią.

A mnie wezwano do sekretariatu, żebym pokwitował zawiadomienie o kolejnym obcięciu motywacyjnego. Radujmy się. Hip-hip-chuja!

poniedziałek, 17 września 2018

866.Maczuga

Jak w piątek i sobotę odchorowywałem, tak w niedzielę udało mi się zrobić coś fajnego - pomalowałem figurkę i to całą - od sklejenia po wykończenie i odstawienie na półkę. Krasnoludzki kawalerzysta prezentuje się nader efektownie. Nie pamiętam, kiedy poprzednim razem udało mi się coś takiego (znaczy wszystko w jeden dzień). 

Niestety myśl o zbliżającym się poniedziałku i "nowych przygodach" dawała o sobie znać o wiele zbyt częstymi wizytami w kuchni; jestem zły na siebie, lecz nie panuję nad tym. 

Być może mój organizm cudowną mocą tajnego jasnowidzenia wyczuł co mnie czeka dziś. W pracy było bez ekscesów, za to naiwne rachuby, że popołudnie będzie takie troszkę luźniejsze i bez spinki & napinki, wzięły w łeb i to tak fest! - jak maczugą Łamignata. Funkcję maczugi spełniło gniewne ogłoszenie dyra, które kompletnie wyprowadziło mnie z równowagi. W efekcie do wieczora - telefony, grzebanie w necie, ustalanie strategii na jutrzejszą rozmowę w celu wyperswadowania mu tego nonsensu. Trudność polega na tym, że na niemal nikogo nie mogę liczyć. W tym oportunistycznym gronie naczelną myślą jest jak się dostosować na tę chwilę, bez myślenia o skutkach jutro czy pojutrze. A rozmowa będzie ciężka, bo jak się do czegoś przyczepi... A jeśli postawi na swoim, to czeka mnie rok na polu minowym. A uciec nie mam dokąd. 😟

sobota, 15 września 2018

865.Płacenie rachunków

Po pracy padłem - w przenośni i dosłownie, przysypiając na biurku, nim powlokłem się do kanapki, żeby na niej zwinąć się jak kol. Hanys P. w swoim namiocie i spróbować zregenerować się choć trochę. Regeneracja wyszła jak reforma oświaty. Jak po północy poszedłem spać do łóżka, tak w pół do czwartej było już po spaniu. Ból pleców, ból głowy - organizm postanowił wystawić mi rachunek za mijający tydzień w pracy. Doczekałem do rana, po czym zakupy, rodzice, zakupy, rodzice, odbiór zamówienia z Allegro, obiad i właśnie siadłem, próbując niezbyt skutecznie zapomnieć o dolegliwościach. Szkoda, że zwykle zapominamy o tym co chcielibyśmy pamiętać, a pamiętamy to o czym wolelibyśmy zapomnieć.

Jakby kogoś z grona Czcigodnych Czytelników tego bloga interesowały obrazy życia codziennego w średniowieczu, to polecam książkę, którą właśnie kończę: "Życie w średniowiecznym zamku" Frances i Josepha Giesów. Zgrabnie i przystępnie napisana, zawierająca sporo różnych ciekawostek o życiu panów i  sług w średniowiecznej Anglii. Zamierzam kupić sobie kolejne ich pozycje: o wsi i o mieście.