Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

piątek, 18 sierpnia 2017

659.Bezsilna złość


Właśnie odkryłem, że IKEA wycofała z produkcji drzwi Oxberg w okleinie dębowej, które zamierzałem kupić, aby dokończyć przemeblowania pokoju. W rezultacie zostałem ze zmontowanymi i zapełnionymi regałami i z 8 drzwiczkami na 20 potrzebnych. Tak się cieszyłem, że będę mieć wreszcie prawie wszystkie książki "za szybą" - to była jedna z dwóch przyczyn przemeblowania, a tu taki zawód. Noszkurważeszmać!



czwartek, 17 sierpnia 2017

658.Kopalnia paliwa

Po parokrotnych rozważaniach i przymiarkach wreszcie założyłem sobie konto na Netflixie. Jaka frajda! Wreszcie mogłem zobaczyć serial "Teenwolf", na który miałem ochotę od baaardzo dawna. Na razie obejrzałem pierwsze dwa odcinki i podoba mi się. I chłopcy tacy fajni. ^_^  No, bo wampiry i wilkołaki to me gusta.
Znalazłem trzy seriale Star Trek, które, pamiętam, oglądałem naście lat temu na Polsacie czy innym TVN - fajnie będzie sobie wrócić do tamtego świata. Coś czuję, że mój eskapizm odkrył kopalnię paliwa. 
Znalazłem też krótki i zabawny serialik rysunkowy z przygodami misia Bernarda, o którym z kolei zdążyłem już zapomnieć że w ogóle był emitowany i bawił mnie. W trakcie oglądania pierwszego odcinka przyszło mi na myśl, że Bernard właściwie powinien nazywać się Janusz - toż to wypisz wymaluj nasze cebulaste "potomki husarii" w akcji.
Cholera... znowu mi wyszła jakaś kryptoreklama... :-( 

Zdaję sobie sprawę z olśnienia pierwszym wrażeniem i z tego, że w praktyce dość szybko zasób filmów, które mam ochotę bardzo chętnie obejrzeć szybko się wyczerpie, ale na razie wygląda to obiecująco. Jest szansa, że troszkę łatwiej będzie mi znieść tę jesień i zimę.

wtorek, 15 sierpnia 2017

657.Spacery w końcu lata

Zdaje się, że mój organizm już na dobre oswoił się z myślą o nowym roku szkolnym - spięcie pleców i ból głowy trzyma. O przespaniu całej nocy bez przerwy - po 3 tygodniach takiego luksusu - mogę już zapomnieć.
Wczoraj machnąłem sobie swobodny spacer, jak się później okazało - na 9,5 kilometra. Przeszedłem się podwarszawskimi uliczkami (na Pradze ;-) ), na których jeszcze nigdy w życiu nie byłem, choć w linii prostej nie dalej one jak kilka kilometrów od mojego domu. Dziś z kolei przejechałem się na daleką północ - do Tarchomina, zobaczyć jak tam się pozmieniało w ostatnich latach. No sporo, lecz miałem chwile maleńkiej satysfakcji rozpoznając miejsca nie widziane od ładnych kilku(nastu?) lat. A mimo że się zasadniczo wiozłem komunikacją miejską, to i tak w sumie 6,5 kilometra przeszedłem szybkim krokiem.
Dzień coraz krótszy, wieczorem widać jak bardzo się skrócił, gdy słońce znika za budynkami. Wkrótce znikną i zgrabni chłopcy w swoich seksownych korsarkach i sportowych butkach, zwiastując nadejście jesieni i zimy, z ich krótkimi i ponurymi dniami, zachęcającymi do rozstania się z tym rozczarowującym światem.


Natrafiłem na zabawny fragment w książce Jerzego Waldorffa "Harfy leciały na północ". Dzieląc się wrażeniami z wycieczki do Moskwy w 1956 r. i tamtejszego spektaklu "Hrabiny Maricy" Kalmana napisał:
"Z nie najlepszej obsady Maricy wybijał się na prawach tak częstych tu kontrastów amant Jurij Dinow. Pamiętam operetkę wiedeńską, paryską i naszą z jej dobrych czasów, a przecież równie wspaniałego amanta nie spotkałem. Chłopak dwudziestoparoletni, wzrostu chyba metr osiemdziesiąt, o pysznej gruzińskiej urodzie i głosie barytonowym, którego nie powstydziłaby się żadna z Oper. W dodatku tańczył jak anioł i tylko na kobiety patrzeć nie chciał, gdy go oklaskiwały zachwycone."

Ostatnie zdanie - wyborne!