Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

środa, 27 lutego 2019

934.I nie będziemy

W kuchni wciąż jakieś drobne rzeczy do zrobienia, lecz coraz trudniej mi to ogarniać, zwłaszcza że praca skrzeczy. Sprawdzanie prac idzie mi jak po grudzie. Jeden z uczniów spontanicznie podzielił się ze mną refleksją, że "panu to chyba musi być ciężko czytać te głupoty, które wypisujemy?". Nawet mu przez myśl nie przeszłoby - jak ciężko. 

Historia i społeczeństwo w klasach trzecich to porażka - odbijam się od ściany. Musiałem ostatnio odbić się od niej szczególnie malowniczo, bo dwie uczennice z tą mieszanką współczucia i politowania, jaką rezerwujemy dla cokolwiek tępych i nieco upośledzonych lecz ogólnie dość sympatycznych bliźnich, tłumaczyły mi, dlaczego klasa ma tak totalnie w dupie to co ja mówię i robię na ich lekcjach: "Proszę pana, bo my tym nie jesteśmy zainteresowani. I nie będziemy, bez względu na to co pan zrobi."

Myśli kąsają, lecz karawan jedzie dalej.

niedziela, 24 lutego 2019

933.Ulga i szósta

Powolne zapełnianie kuchni gratami i cieszące oko znikanie części kartonów z pokoju. Wieeelka ulga w kwestii ostatecznego rozliczenia - robocizna w bliskości wstępnego szacunku. Uczę się podgrzewania i gotowania na nowej kuchni; na indukcji stare poczciwe garnki pracują trochę inaczej niż na gazie. 

Mamy umysł zaczyna wyraźnie szwankować - Schwester się podłamała.

W tym całym młynie nie miałem jeszcze czasu zastanowić się jak się czuje człowiek w szóstej dekadzie. To jakaś abstrakcja.

czwartek, 21 lutego 2019

932.Kowal zawinił, krawca powiesili

Z wolna zaczynam długi proces dochodzenia do siebie po remoncie. Nie znaczy to, broń Boże, że tenże się skończył - jeszcze jutro pan majster zjawi się wykonać ostatnie (?) czynności. W każdym razie zacząłem już sprzątać i przenosić się do nowej kuchni. Czuję się w niej jeszcze obco, choć doceniam stworzony potencjał.

Po południ telefon - dzwoni kolega z pracy wstrząśnięty zetknięciem ze zjawiskiem piro-tektonicznym. Miał nieroztropność wtoczyć się do gabinetu dyra w momencie, w którym tenże odkrył, że ktoś czegoś ważnego nie zrobił, dedlajn nieprzywracalny minął i zamienił się we wściekły wybuchający wulkan. Tak się złożyło, że dyro powiązał kolegę z tą ewidentną wpadką i na nim skupił całą swoją furię. Furię prawdziwie koncertową - Ogień i wrzask! Piana i dym! No po prostu Smaug po odkryciu, że mu bocznym wejściem furę złota zajumali.

Ponieważ tak się złożyło, że właściwie to ja nawaliłem (nic podobnego mi się nigdy nie zdarzyło), choć z przyczyn dla siebie samego dość zrozumiałych, wypadało pójść dnia następnego do dyra i przeprosić za wtopę. Ponieważ był nieuchwytny, miałem dużo czasu na kalkulowanie następstw. Pojazd po motywacyjnym - to  pewniak i minimum. Może przywalić karę porządkową, ale to można olać. Gorzej - może urządzić scenę na radzie, że ten oto Aberfeldy, owca czarna, zmarnował wysiłek, zasabotował, przeszkodził i ogólnie katastrofę wszystkim sprokurował. Jeszcze gorzej - może oceną pracy mnie na amen załatwić. Każda opcja możliwa. Trudno, raz kozie śmierć, co się stało, to już nie odstanę, będzie co będzie. Stoicko pogodzony z losem wbijam w końcu do gabinetu i wygłaszam kulturalnie zwięzłe przeprosiny. Dyro patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem:

D: - A za co?
Mr A: - No za to i to.
D: - A co się z tym stało?
Mr A: - No że tego nie zrobiłem.

[z miną świeżo nasardynkowanego kota]
D: - Eee tam! To później pan zrobi, panie Aberku.

I zabraliśmy się za omawianie innych ważnych zadań na nadchodzącą przyszłość.

poniedziałek, 18 lutego 2019

931.Tornado.Dzień chyba przedostatni

Remont na finiszu, przynajmniej jeśli chodzi o zasadniczy zakres prac. Druga (szafa) i trzecia (wykończeniówka & dekoratorka)  faza będą już nieporównanie mniej absorbujące, lecz za to rozciągnięte w czasie - z przyczyn finansowych i zaabsorbowania bieżącymi obowiązkami zawodowymi. Przyjemnie być tak zamożnym, żeby mieć swobodę w takich sprawach. 😔 Czuję podenerwowanie tym, że nie wiem ile mnie będzie ta kończąca się właśnie faza kosztowała, czy mi wystarczy pieniędzy i czy nie będę musiał prosić o pożyczkę. 😟 Nie znoszę pożyczać - traktuję to jako uszczuplenie niezależności.

Z tratwy. Koleżanka zespołowa (nic mi o tym nie mówiąc) napadła na wice domagając się wyjaśnień, dlaczego co i rusz dostaje zastępstwa.
- Bo wy zrobicie lekcję.
- Słucham?!
- No bo jak wam dam zastępstwo, to wy na tym zastępstwie zrobicie normalną lekcję jak należy. A inni...
To "wy" to niby ona i mła - Aberfeldy. Tak troszkę zadziwia mnie w takich przypadkach, jak ktoś nie słyszy, że mówi coś, czego jako szef, choćby nawet wiceszef, mówić nie powinien.

niedziela, 17 lutego 2019

930.Trzymać się z dala

Montaż szafek rozpoczęty. Ostatni sprzęt AGD zamówiony, mam nadzieję, że głupia organizacja dostawy da się sfinalizować pomyślnie. Jeszcze jakieś dwa lub trzy dni zejdą na pracach.

Popchnięty wyrzutami sumienia pojechałem do Schwester wykonać jej parę drobnych robótek wykończeniowych w kuchni. Zeszło 2,5 godziny. Wyrzuty wzięły się stąd, że prosiła mnie o to już dawno, a teraz mi pomaga przy remoncie, zastępując, kiedy jestem w pracy. Zwlekałem tak długo chyba głównie z podświadomej obawy, że jak się spotkamy, to zaiskrzy; a potrzebowałem też dojść do siebie po rzymskich wakacjach. Obawa okazała się niestety niebezpodstawna - ledwie wszedłem już mnie szlag trafił. Poszło o pierdułę, ale czułą strunę szarpnęło. 

A tu takie różne wkurwy były, ale się ukryły.😕

czwartek, 14 lutego 2019

929.Tornado. Dzień dziewiąty

Robienie remontu w okresie, w którym się normalnie pracuje jest bardzo, bardzo złym pomysłem. Po długich rozkminach szafki rozplanowane. Pojechaliśmy do IKEI i zaczęło się... Czekanie do działu kuchennego, żeby zrobić listę zakupową, czekanie w magazynie, aż skompletują zamówienie (ponad 80 paczek i paczuszek), czekanie w korkach, bo władzy się zachciało lansić konferencją międzynarodową paraliżując środek miasta. Po mieszkaniu już zawalonym w związku z ewakuacją kuchni, teraz przeciskam się wciągając brzuch i czepiając rękami wszelkich punktów zaczepienia, żeby nie stracić równowagi. Jestem padnięty. Zewsząd słyszę ochy i achy, jak to ja się teraz będę cieszyć i mieć megasatysfakcję z nowej kuchni, tymczasem ja... jakoś nie czuję entuzjazmu.

poniedziałek, 11 lutego 2019

928.Tornado. Dzień szósty

Na front (robót) przybył sam szef firmy. W efekcie na każdy metr mojej kuchni przypada jeden autentycznie krzątający się wykonawca. 

Kiedy pracownicy poszli, szef  podzielił się paroma refleksjami na temat młodych pracowników. Jak mają pusto na koncie to zasuwają jak małe messerszmitki, ale kiedy poczują parę złotych na koncie to już strzelają oczami na boki, jakby tu z roboty wyjść jak najwcześniej. Na początku chcieli wypłaty dniówkowe, które przepuszczali natychmiast. Szef nakłonił ich z trudem do tygodniówek i jest przekonany, że gdyby im płacił co dwa tygodnie, to by po kilku dniach głodni chodzili, bo nie umieliby w ogóle zarządzać pieniędzmi w tak długich perspektywach czasowych.

Powrót z pracy po powrocie do pracy jak zwykle z obolałym gardłem - potrzeba paru dni, żeby znów  przyzwyczaiło się do forsownego wysiłku.

niedziela, 10 lutego 2019

927.Na pokład!

Hej, ho! 
Hej ho!
Do pracy by się szło!
Hej ho!
Hej ho!
Do pracy...
Kurwa.

To jak dotąd chyba najnędzniejszy urlop jaki miałem. Żadnego luzu, żadnego wypoczynku, żadnego podładowania akumulatorów. A jutro z powrotem na tę nieszczęsną tratwę Meduzy. Z wiszącą nad głową oceną pracy, jakby mało było stresów. Wciąż znajduję siłę, żeby jakoś ogarniać obowiązki zawodowe i życiowe, lecz pojęcia nie mam na jak długo starczy. Czasem czuję się jak żołnierz, który w bitwie ładuje i strzela, nie wiedząc jednak na jak długo mu jeszcze amunicji wystarczy, nie wiedząc kiedy przyjdzie ta chwila, kiedy ona się skończy. Co gorsza, od dawna już nie widzę sensu tej walki. Jest tylko automat.

A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność;
Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność,
Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci,
Żołnierz, jako młyn palny, nabija, grzmi, kręci
Broń od oka do nogi, od nogi na oko:
Aż ręka w ładownicy długo i głęboko
Szukała, nie znalazła...

A.M. "Reduta Ordona"

piątek, 8 lutego 2019

926.Tornado. Dzień piąty

Dłubanina nieco spowalnia pracę - modelowanie przestrzeni z profili i płyt g-k. Pojawiają się nieśmiałe wątpliwości, czy aby na pewno remont skończy się w przyszłym tygodniu. Tym bardziej, że powrót do pracy 😭poważnie ograniczy moje możliwości (a tu trzeba duże wyposażenie nabyć). Kolejna osoba z bólem dupy - sprzątacz (bo nie jest pełnowymiarowym dozorcą), z pretensją że mokra szmata przed drzwiami nie leży i się ślady noszą na korytarz. Ciekawe, że niesprzątnięte śmieci potrafią i dwa tygodnie na schodach leżeć i mu nie przeszkadzać, 
Mokra szmata może by i pomogła, ale jako okład na niektóre głowy. Ekipa się kręci jak w ukropie, z powodu ciasnoty część materiałów mamy chwilowo składowane na korytarzu i schodach, a więc i co chwila po nie wychodzą i oczekiwanie, że każdy będzie robił pauzę na staranne wytarcie nóg w luźno leżącą szmatę jest nierealistyczne - mówię to jako człowiek, któremu zdarzało się takie prace w określonym tempie realizować. Nawiasem mówiąc specjalistą od takich wydumanych i nierealistycznych mądrości był ojciec nim przyklapnął na stare lata. Ciekawe kto będzie następny po maść...? 😠


czwartek, 7 lutego 2019

925.Tornado. Dzień czwarty

Ściany i sufit wyprawione. Przyszedł sąsiad z dołu - pierwszy raz go na oczy ujrzałem, zdaje się, że wynajmuje to mieszkanie. Młody, ładny i z kosmosu. Grzecznie i kulturalnie zapytał czy moglibyśmy nie hałasować, bo on pracuje w domu. Sprawiał wrażenie, że pytanie to traktuje jak stuprocentowo skuteczne zaklęcie, po którym zaprzestaniemy emitowania jakichkolwiek dźwięków, bo nasze wyrazy ubolewania i grzeczna odmowa kompletnie go zdezorientowały - widać było, że w ogóle nie brał takiej opcji pod uwagę i nie ma zielonego pojęcia co powiedzieć. Biedak poszedł oszołomiony.

Rozumiem jego dyskomfort, bo sam pracuję w domu i wiem jak to bywa uciążliwe, kiedy niosą się odgłosy kucia, wiercenia i mieszania, a tu pilna robota do wykonania, lecz jest to niestety cena za mieszkanie w bloku w zamożnej dzielnicy, w której właścicieli mieszkań stać na remonty. Kiedy nade mną robili remont z rozmachem takim, że wyburzyli wszystkie ściany działowe, to mogłem tylko zacisnąć zęby i przetrwać, klnąc pod nosem na niemożność skupienia się na pracy; no bo jak inaczej ci ludzie mieli zamienić potwornie zapuszczone mieszkanie w ludzką siedzibę? Technologia bezszmerowego remontowania mieszkań jeszcze do nas nie dotarła... może kiedyś...

środa, 6 lutego 2019

924.Tornado. Dzień trzeci.

Położone okablowanie i zrobiona wylewka. Porównanie nowej elektryki ze starą ukazuje niejaką przepaść. Duże energochłonne urządzenia na osobnych przewodach, przemyślana ilość gniazdek (trzy, a właściwie licząc przewody to sześć razy większa od dotychczasowej), uziemienie, staranne poprowadzenie przewodów - budzi to poczucie nabycia pewnego komfortu użytkowania i bezpieczeństwa. 

Ustalone przeze mnie ostateczne rozplanowanie kuchni wzbudziło u Schwester i u szefa firmy podziw z nutą niedowierzania i zazdrości.😎

Niezidentyfikowani sąsiedzi polecieli na skargę do administracji, że ekipa nabrudziła. Małe ludziki z bólem dupy - cała ekipa po skończeniu pracy bardzo starannie umyła piętro, parter i windę, a po ich pójściu ja się przeszedłem po całym pionie oraz zlustrowałem windę, usuwając wszelkie (nieliczne) pozostałe po myciu i wyschnięciu drobne smużki. Całość wyglądała czyściej niż na co dzień.😒

wtorek, 5 lutego 2019

923.Tornado. Dzień drugi

Padam z nóg. Pył wszędzie. Chyba koniec wyburzeń i skuwań. Napyli się jeszcze przy szlifowaniu wyprawy ścian i sufitu. Mściwy Murarz, jak się okazuje, nie działał sam, lecz miał wspólnika - Mściwego Szlichciarza, który zrobił wylewkę taką, jakby miała wytrzymać codzienne ćwiczenia batalionu pancernego i ostrzał ciężkiej artylerii. Pan majster z pomagierami uwijali się żwawo, lecz z rosnącą desperacją w oczach - takiej mordęgi się nie spodziewali. Wylewkę skuwali kawałkami wielkości tak do pudełka zapałek.

poniedziałek, 4 lutego 2019

922.Tornado. Dzień pierwszy

Remont rozpoczęty. Jak zwykle kalkulacje dotyczące zabezpieczenia przed pyłem okazały się być niedostateczne i skurwysyn powciskał się gdzie się dało. Ważny wniosek na przyszłość - wybierać folię do opakowywania mebli grubą (droższą), a nie cienką (tańszą) - mniej faluje. Opakowywać szczelnie i ciasno, a nie jako luźno spływającą zasłonę. Pamiętać o tym, że fizyka fizyką, a magia gremlinów działa i nie być zdziwionym, że folia na drzwiach wydyma się wskazując na nieustający napływ powietrza do pokoju z zamkniętymi oknami i brakiem kratek wentylacyjnych.

Niewygłoszone, ale podejrzewane plany pana majstra uwinięcia się ze skuwaniem i wyburzeniami w jeden dzień poległy z kretesem, kiedy spotkał się z Zemstą Murarza - niewielką (1/5 powierzchni  ściany) ścianką z cegły dziurawki grubą raptem na półtorej główki, domurowaną jako pogrubienie betonowej ściany. To cholerstwo pełniące funkcję w istocie rzeczy maskownicy gałązek instalacji wodnej (poziome rurki łączące armaturę z pionem) zostało wymurowane tak, jakby miało wytrzymać trzecią wojnę światową i cios bezpośredni natowską rakietą. Wyburzenie tego zajęło tyle czasu, że jutro wyburzania ciąg dalszy. I syfienia pyłem takoż.

sobota, 2 lutego 2019

921.The 100

To zdziwienie ludzi, że nie mogę sobie wziąć urlopu na żądanie, ani paru dni zwykłego urlopu w lutym (po feriach, bo pan majster nie wyrobi się)... Będę wobec tego zażywał frajdy łączenia pracy z remontem.

Kończę serial "The 100". Wciągnął mnie. Scenarzyści się natrudzili, żeby spiętrzyć dylematy moralne w obszarze "władza & wojna" w taki sposób, żeby możliwie utrudnić łatwą segregację bohaterów na złych (których uczynki są złe) i dobrych (którzy złych uczynków nie popełnili). Do tego pomieszali jeszcze w kwestiach lojalności. Momentami budziło to u mnie skojarzenia z gmatwaniem fabuł w tasiemcowych operach mydlanych; jakby deczko na siłę te zwroty akcji krojone. Jest trochę ładnych względnie przystojnych chłopców do pooglądania. Jest i tęczowy wątek, nie nachalnie wpleciony. Rzucają się w oczy silnie zarysowane postacie kobiece (np. ewolucja Octavii 😁). Irytuje mnie Clarke.

Szkoda, że na ciąg dalszy to sobie poczekam jeszcze długo - pierwszy odcinek szóstego sezonu będzie miał premierę za trzy miesiące, więc na Netfliksie ten sezon pojawi się dopiero w przyszłym roku.

Serial mnie wciągnął, ale generalna refleksja jest jakaś taka mało krzepiąca - jakby ludzkość zniknęła, to mam poważne wątpliwości, czy byłoby czego tak naprawdę żałować.