Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

środa, 5 kwietnia 2017

598.Ich bin der Zombie?

Według artykułu z Newsweeka
"Aby przeżyć, potrzebujemy czterech uścisków dziennie. Aby zachować zdrowie – ośmiu, ale żeby się doskonalić – dwunastu – twierdziła przed laty Virginia Satir, słynna amerykańska psychoterapeutka zajmująca się terapią rodzin."
Jeśli rozumieć pod tymi uściskami przytulenie to wychodzą mi dwa. Na trzydzieści parę lat. To by tłumaczyło, dlaczego właściwie nie żyję.

Godzina lamentów i złorzeczeń Emusia. Zionie ogniem na "dobrą zmianę", lecz źle się czuję wysłuchując jego syczenie: "Macie swoją dobrą zmianę w liceach! Macie! Tak wam dobrze było! Myśleliście że tylko na tym dobrze wyjdziecie, to macie! Nie mówię o tobie, ale sam wiesz jacy jesteście! No to teraz macie!" Żal mi go było, ale coraz bliższy byłem wybuchu irytacji - dlaczego ja mam być odbiorcą jego złych frustracji wobec licealnego belferstwa? Przecież nie od dziś wiadomo, że nauczyciele jako grupa zawodowa są podzieleni i nie chcą działać wspólnie, ani solidarnie. A poza tym, to nasza szkoła strajkowała, a jego nie.

Odliczam dni do świąt - nędzna przerwa i z uwagi na rodzinne spotkanie nie zasługująca na miano odpoczynku. Tym bardziej, że zaraz po nich gorący czas podliczania i żegnania klas maturalnych. Jeszcze 5 roboczych.

niedziela, 2 kwietnia 2017

597.Łukiem po Kole

Jaka śliczna pogoda w ten weekend! Ciepło, pełnosłonecznie, do tego przyjemny wietrzyk. Jakby przyroda chciała nam zakomunikować, że zima już sobie na pewno poszła. Trzeba będzie zacząć się rozglądać za kwiatkami na balkon. 
Zrobiłem sobie mały spacer po Woli, taka dwukilometrowa rundka po Kole. Żeby tam się znaleźć potrzebowałem pretekstu - bez niego pewnie nie ruszyłbym się z domu, ale jak już przybyłem, to naturalne było żeby wrócić łukiem i zrazu pieszo. Tak, wiem, że stuknięty jestem.

Rozbawił mnie fragment wywiadu (na gazeta.pl) z warszawskim położnym:
Teraz, na etacie i z dodatkami, zarabia się około trzech i pół tysiąca na rękę. Nie wyobrażam sobie, żebym w Warszawie mógł za to utrzymać rodzinę.
No chyba że żona nie pracująca. Bo poza tym, to fajnie byłoby mieć taką pensję "na etacie i z dodatkami". W tejże samej Warszawie. :-)

sobota, 1 kwietnia 2017

596.Po strajku

Epizod styropianowy za mną. Następny strajk w oświacie zapewne nie wcześniej niż za 10 lat. Moja profesja nie przyciąga, ani nie zachowuje w swych szeregach buntowników - absolutnie dominuje konformizm okraszony oportunizmem, udrapowany szalem (czy raczej chustą, na szal jej pewnie nie stać było) Siłaczki. W istocie nauczyciel nie wyszedł ze schematu - inteligent ubogi i pan właściciel/"mecenas" szkoły. Może sobie sarkać po kątach i słać jaśnie wielmożnych do odległego miejsca bolesnych przypadłości, ale otwarcie się sprzeciwić, jeszcze, nie daj Boże, solidarnie i grupowo! to gwałturetyojnie! A że przyznać się do konformizmu jakoś tak nie komfortowo, to sobie to racjonalizuje i uwzniośla odpowiedzialnością za dzieci. 

Sęk w tym, że władza doskonale wie o tym i protestami nauczycieli się nie przejmuje, wiedząc że ci nigdy nie sięgną po naprawdę skuteczny oręż, organizując strajk np. w czasie matur, albo w końcu zajęć, kiedy trzeba klasyfikować i wystawiać świadectwa. A strajk w piątek w końcu marca? A kogo to obchodzi? Drobnochłopskie społeczeństwo poważa majątek i jego posiadacza, a nie jakąś tam wiedzę.