Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

sobota, 6 lipca 2013

190.Z rodzinnych pogawędek

Pogawędki rodzinno-jubileuszowe.

Latorośl 
Dziadku, jest cola?

Nestor rodu
Nie pij tego, to trucizna.

Syn marnotrawny
Tato, ale ty wiesz że Bierut już umarł?

* * *

Córka szalona
Tato, ale może byś dał się jednak przekonać do kupna odpowiednich butów, skoro tak cię nogi bolą?

Nestor rodu
Córeńko, kochanie, Tatusiowi już nic nie potrzeba. To co mam to mi do śmierci wystarczy. Nic nie będę kupował. Szkoda pieniedzy, a ja to już przecież pewnie Gwiazdki nie dożyję.

Syn marnotrawny
O ile pamiętam, to od kilkudziesięciu lat nie dożywasz kolejnych Gwiazdek.

Nestor rodu
A co ty uważasz?! Ja jestem chory człowiek! To cud od Boga, że jeszcze żyję.
kilka oddechów później
Bardzo ładne masz buty. Zgrabne takie. I gatunkowo dobre. Gdzie kupiłeś? Dasz przymierzyć?



piątek, 5 lipca 2013

189.Czego pragniemy, co dostajemy

Господи, дай же Ты каждому, чего у него нет

                                                     Bułat Szałwowicz Okudżawa "Modlitwa"


Coś sobie w życiu planujemy, o czymś marzymy, czegoś pragniemy, a dostajemy z tego różnie.

Dziewczyna pragnęła posiadać liczną rodzinę: kochającego męża i wiele dzieci, którymi mogłaby się zajmować. Nie miała jakiejś specjalnej potrzeby pójścia do pracy - jej ideałem było zajmowanie się domem i rodziną, trochę w takim tradycyjnym, dziewiętnastowiecznym klimacie. Dziś nie ma  już (na szczęście!) męża, z nikim też się w końcu nie związała, ma tylko jedno dziecko, które świetnie wychowuje. Musi pracować, ale nauczycielska pensja z dużym trudnem wystarcza na ich dwoje, więc każdego końca miesiąca ratuje się małym zadłużeniem na karcie. Jest świetną nauczycielką i wychowawczynią.
Z boku patrząc ludzie uważają, że świetnie sobie radzi: znakomita zawodowo, wzorowy kontakt z dzieckiem (nastolatką), wygląda na 15 lat mniej niż ma - no sukces! Narzekać?! Na mózg chyba jej padło - ile kobiet w Polsce by marzyło o tym?!
Ale ona sama ma poczucie, że nie spełniły się jej marzenia, że dostała od życia/Boga nie to co chciała. Że ona tylko wie, jak wielkim wysiłkiem okupuje świetną sylwetkę. Że nie ma żadnej stabilizacji życiowej, żadnego oparcia (nie tylko finansowego), żyje z miesiąca na miesiąc. I co - sukces czy nie? Czy sukcesy przewyższają deficyty? Kto ma prawo wyrokować?

Chłopak marzył o normalnej rodzinie, w której ludzie są sobie bliscy, odnoszą się do siebie z szacunkiem, są sobie życzliwi i otwarci, którzy się nawzajem wspierają. O domu, który byłby domem ich wszystkich, a nie tylko głowy rodziny.
Kiedy dorósł zdał sobie sprawę z tego, że jego inność przekreśla te marzenia. Próby ich realizacji w choćby okrojonej wersji spełzły na niczym.
Ma dom, własny, ale pusty. Z nikim się nie związał. Stare znajomości pogasły, nowych nie przybyło. Ma stałą pracę - z dziećmi, ale cudzymi. Jest w niej niezły, ale pochłania ona całą jego energię. Regularna pensja, ale na żadne ekstra forszusa poza bieżącymi wydatkami, nie pozwalająca. Żadnych ciężkich ani poważnych chorób. Mieszka w największym mieście, dającym rozliczne udogodnienia i obojętną anonimowość.
Dla wielu ludzi - sukces, a przynajmniej powodzenie życiowe. "Wielu w Polsce marzyłoby o tym, że mieć to co ty!". Pewnie tak - wielu...  I co - sukces czy nie? Czy sukcesy przewyższają deficyty? Kto ma prawo wyrokować? Ma się czuć szczęśliwy? Czy może - jeśli się czuje nieszczęśliwy to ma przewrócone w głowie i nie docenia co ma? 


wtorek, 2 lipca 2013

188.Sójka marsjańska

Dokumentacja w pracy oddana i rozliczona. Dobry uczynek uczyniony (pomoc koleżance w wypełnianiu papierzysk). Przyjemne zdarzenie zaszłe (przyszły zamówione modele). Drewniana skrzyneczka na środki do konserwacji obuwia wreszcie ślicznie polakierowana. Hosanna! Radujmy się urlopem!...
Powinno tak brzmieć.
A mnie troszkę brzmi,
a troszkę tak mniej...

Rozmaite, dość powiedzmy sobie - rozpaczliwe, plany zajęcia się czymś na urlopie zostaną poddane bezlitosnej konfrontacji z rzeczywistością. Jak z niej wyjdą - zobaczymy. Doświadczenie podpowiada największą ich słabość - okazują się być jakoś tak zupełnie nieadekwatne do pragnień, które mają zagłuszyć.
Ostatnio pewną frajdę znajduję w kleceniu limeryków, jako komentarza do różnych zdarzeń. Dobre i to. 
Chodzi mi trochę po głowie (jak co roku) pomysł zrobienia sobie jakiejś jednodniowej wycieczki do miasta, w którym nie byłem. Zważywszy na moją aktywność - wybór mam imponująco rozległy. Szkoda tylko, że słyszę już znajomy szyderczy rechot w głebi umysłu: "Wyjazd? Ty? Buehehehe! Do Pacanowa! Albo na Marsa - równie prawdopodobne! Przecież ty i tak nigdzie się nie ruszysz przez cały urlop." Warto by dać za takie gadanie skurwysynowi w mordę, ale niestety muszę przyznać, że drań dobrze mnie zna, więc troszkę głupio. :-(