Znalazłem w końcu ładne buty. Krytyczny przegląd garderoby ujawnił potrzebę nabycia nowej pary gładkich czarnych derby z licowej skóry. Dotychczas występująca w tej roli para jest już w wieku bardzo zaawansowanym, a poza tym nigdy nie zachwycała. Była tylko nie gwałcącym zbyt brutalnie estetyki budżetowym rozwiązaniem sprzed lat (epoka głodowej pensji).
Dołek dołkiem, ale skoro jeszcze ze sobą nie skończyłem, to w czymś muszę chodzić. I wolałbym, aby but był ładny.
Mój ulubiony Wojas, robiący ładne buty z (ich) segmentów urban i casual, niestety butów bardziej formalnych dla mnie nie robi. Oglądałem, macałem i żaden nie wzbudził we mnie cieplejszych uczuć estetycznych choć tyle, bym chciał je w ręce potrzymać dłużej niż kilka sekund. Z butami mam łatwość błyskawicznej oceny czy but mi się podoba czy nie. Niestety z żadną inną częścią garderoby podobnej umiejętności nie mam.
Szwendałem się po sklepach oglądając różne marki, ale wciąż nic mi się nie podobało. Szukałem prostych derby, bez udziwnień w postaci różnych nakładek i cięć maskujących niedoskonałości fasonu. Gładka, jednolita przyszwa bezlitośnie obnaża wszelkie błędy i niezgrabności.
W końcu znalazłem buty, które mi się spodobały - czarne Atlanty firmy Ecco. Mają piękny obrys w rzucie z góry - żadnych szpiczastych czubów, nosek zaokrąglony, ale nie przesadnie (to nie mają być martensy!), zgrabna krzywizna zewnętrzna. Nie nazwałbym ich może idealnymi, ale są właśnie zgrabne i ładne. Gdybym miał robić buty na stalunek, posłużyłyby mi za wzór dla szewca - w którym kierunku szukać optymalnego kształtu.
W sumie but tworzący wrażenie solidnego, godnego zaufania obuwia, pozwalającego właścicielowi pewnie przemierzać miejskie przestrzenie w codziennych obowiązkach.
(z boku w rzeczywistości wyglądają lepiej niż na powyższym zdjęciu)
Buty z fotografii przedstawiają duży numer, moje 42 wyglądają zgrabniej.