Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

środa, 12 grudnia 2012

93.Zmory za mną

Dwie grudniowo-zawodowe zmory za mną; obie jednego dnia opędzone. Teraz jeszcze tylko przekopanie się przez stosik(i) prac do sprawdzenia, przestawienie mózgu zapierdalającego chomika z trybu "praca, praca, praca!" na tryb "kup te prezenty cymbale!" i będzie można odsapnąć trochę.
O ile zdrowiem dzisiejszego dnia, w tumanach wirujących wirusów i innych zarazków się zaczynającego, nie przypłacę.

Refleksja (moja, rzecz jasna) ze "szkolenia": Prawo oświatowe piszą szkodliwi głupcy, zaś my wszyscy wychowujemy pokolenie maminsynków i ciamajd, intensywnie NIE uczonych brania za siebie odpowiedzialności.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

92.***

Zimno na dworze, zimno w pracy. Trzeba jednak wyciągnąć cieplejszą, zimową kurtałkę, bo w dotychczasowej to mi tak rześkuchno było jak wracałem z roboty, że aż się zabałem że się przeziębię. 
W domu świetnie się sprawdzają moje specjalne papucie z owczej wełenki. Wyglądam w nich dość groteskowo, ale niech się wstydzi ten kto widzi - grunt to ciepło.
Zresztą... nikt nie widzi.

Zmartwiła mnie rysująca się perspektywa ponownej utraty anonimowości na blogu. Trochę szkoda byłoby mi go zamykać, bo nowego już bym chyba nie otwierał. Nie byłoby warto.

Poczytałem sobie różne dobre rady "jak znaleźć faceta". Sam mógłbym takie napisać od ręki. 

Stos prac do sprawdzania a dochodzą kolejne. Wkrótce kolejne "szkolenie".


sobota, 8 grudnia 2012

91.O zagrożeniach jeszcze

Kiedy u nas jest zebranie, zawsze jest i rada. Bardzo pouczające doświadczenie. Można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy. Na przykład tego, na którym miejscu listy spraw ważnych są zagrożenia. Nie należy sugerować się tym, że posiedzenie rady jest anonsowane jako "zagrożeniowe". Zagrożenia (oceną niedostateczną) były na końcu.

O wiele ważniejsze  okazały się wnioski z matur próbnych (że mamy je przedstawiać dowiedzieliśmy się po rozpoczęciu rady). Po cóż wcześniej? Przecież wystarczy, że dyrekcja pomyśli że o tym będzie mowa i już to się stanie, tzn. wszyscy powinni wiedzieć.
Naturalnie w praktyce wnioski te niczemu nie służą i mogą być spokojnie powielane z roku na rok, bo nie chodzi o wspólne zastanowienie się nad tym jak i co usprawnić dla poprawy skuteczności nauczania, lecz o to tylko by w protokole znalazł się zapis, żeśmy wnioski wyciągnęli i od teraz dzięki temu będzie lepiej.
Analiza miałaby sens w małym gronie szefów zespołów przedmiotowych plus dyrekcja. Niestety nabycie umiejętności współpracy z podwładnymi i twórcze ich wykorzystywanie jest wciąż w planach.

Ważniejsze od zagrożeń był także instruktaż wypełniania druczków takich i owakich, absolutnie kluczowych z racji tego, że kiedy przychodzi kontrola od władz wyższych to je właśnie sprawdza. Więc cała reszta może (co znaczy "może"?! MUSI!)  poczekać, gdyż nic nie może być ważniejsze od tego, aby w oczach wysokich i pełnomocnych władz wypaść należycie. Bo i te władze - trudno takiego wrażenia się pozbyć - przede wszystkim papiery interesują.

No i na koniec zostało nam trochę czasu, aby się i zagrożeniami zająć. Czasu było akurat tyle, żeby galopkiem po klasach przelecieć, co się błyskawicznie zamieniło w dyktowanie nazwisk zagrożonych. Na dyskusję o poszczególnych przypadkach po paru początkowo robionych klasach - czasu zabrakło.

Moim zdaniem mówienie o "zagrożeniach" jest głupie. Bo to tworzenie atmosfery lękowej: dziecku coś GROZI! Jedynka na półrocze! Gwałtu rety! Co robić?! Co teraz?! Co ludzie powiedzą?!

Gówno grozi.

To tylko informacja, że dzieciak ma z którymś przedmiotem lub jego nauczycielką jakiś problem. Trzeba się temu spokojnie przyjrzeć, zdiagnozować przyczynę i ustalić działania zaradcze. I tyle. Na trzeźwo i spokojnie, a nie na lękowo i rozdmuchująco. Rozsądek i współpraca, zamiast histerii i konfrontacji (szkoła-rodzic, rodzic-dziecko).

Krokiem w dobrym kierunku jest podawanie wszystkich ocen przewidywanych, zamiast skupiania się wyłącznie na możliwych jedynkach. Myśmy ten krok, w niezmierzonej głębi mądrości lokalnej, uczynili wstecz. W sumie nie dziwi, kiedy sobie uświadomić, że cała sprawa "ocen przewidywanych" została zredukowana i jest rozumiana jako wymóg biurokratyczny do odfajkowania że "spełniony" i jako dupochron nauczyciela, żeby mógł jedynkę w klasyfikacji postawić, bo bez uprzedniego zagrożenia mu nie wolno.
Jak zwykle tryumf biurokratów nad pedagogami.