Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

wtorek, 15 maja 2018

810.Hulajnoga

Podróż na daleką prowincję dawała możliwość rozmyślań na tematy różne. Na przykład, dlaczego najnowsza aktualizacja Firefoxa nie jest spolszczona i całe menu wyświetla mi się po angielsku, a moduł sprawdzania pisowni obsrywa mi cały polski tekst czerwienią. Co ciekawe słowa "cały" nie podświetlił, jakby było takie w języku angielskim - akurat!

No i wśród różnych przemyśleń miałem i komunikacyjne, napędzane widokami za oknem. Widziałbym użyteczność hulajnogi nie jako alternatywy roweru, lecz jako rodzaj przyśpieszacza marszu na krótkich odcinkach, zwłaszcza kiedy podróż odbywa się przy użyciu pojazdów komunikacji miejskiej, do których złożoną hulajnogę wnieść o niebo łatwiej niż rower. Hulajnoga rowerowi nie zagrozi, gdy ten występuje jako zasadniczy środek transportu na większych odległościach niż - zgaduję z sufitu - jakieś 2, może 3 kilometry. W moich warunkach rower ma następujące mankamenty: 
  • brakuje mi miejsca na jego przechowywanie w domu, a na podwórku pod chmurką to mi się nie widzi, [jakimś rozwiązaniem mógłby być składak, ale problem miejsca byłby tylko trochę mniej dotkliwy],
  • jest kłopot, kiedy trzeba podjechać autobusem czy tramwajem - bo teoretycznie można, ale pod kondycjami, które sprawiają, że używanie staje się niekomfortowe,
  • rower prowokuje do szybkiej jazdy, a ja wciąż mam przed oczami tę dziewczynkę, która mi wyprysnęła pod koła z drzwi na Koszykowej,
  • złożoną hulajnogę można wnieść w o wiele więcej miejsc niż rower.
Ale to tylko takie teoretyczne rozważania gościa, który nigdy hulajnogą nie jechał...

15 komentarzy:

  1. gdybyż się jeszcze dało z hulajnogi schudnąć to nie byłoby się w zasadzie nad czym zastanawiać ;DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego miałoby się nie dać?

      Usuń
    2. z samego odpychania nogą to raczej chyba ciężko będzie :D

      Usuń
  2. ja swój rower chowam za szopką od kur. Co go wyjmuję to muszę czyścić z pyłu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno przez te kury. Wredne są.

      Usuń
  3. No, srają wszędzie pod siebie. Jak konie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie strach pomyśleć jaka musiałaby być krzyżówka kury z koniem! A ludziom się wydaje, że pegaz to takie fajne zwierzątko.

      Usuń
    2. Czasami się zdarza że ptak nas trafi, a co by było jakby to był pegaz:D. Śmierć na miejscu. Przyczyna zgonu "zasranie":D

      Usuń
    3. O matko! O tym nie pomyślałem! Straszne! :-x

      Usuń
  4. Może deskorolka? Jeszcze mniej miejsca. I wygląda dobrze. I pomyśl jak bardzo byś mentalnie odmłodniał! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To absolutnie nie dla mnie. Złapanie równowagi na tym plaskatym uciekającym gówienku wydaje się przekraczać moje możliwości. Wiem, bo spróbowałem. Na rowerze można się zabić, na deskorolce - trzeba.

      Usuń
  5. Hulajnoga w mieście to super sprawa i pewnie bym sam jeździł, gdyby nie niesprzyjające okoliczności. Po pierwsze, w moim mieście trudno o równy chodnik, a po wystających lub zapadających się płytach jeździć trudno. Po drugie, miłośnicy psów jeszcze nie nauczyli się sprzątać po swoich pupilach, a slalom na hulajnodze to już sport ekstremalny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że problem psich kup na chodnikach został poważnie ograniczony, przynajmniej w cywilizowanych dzielnicach Syreniego Grodu.
      Na nierówną nawierzchnię częściowo poradzić mogą większe kółka, zwłaszcza pneumatyki; ja bym wybierał taką na 8-calówkach, zamiast tych mikrorolek 4-calowych.

      Usuń
  6. Ja bym wolał po prostu chodzić... Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będziesz chodził, już niedługo! Rachu-ciachu-operacja i wszędzie będzie Cię pełno. :-D

      Usuń