Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

wtorek, 5 maja 2020

1097.Dziennik czasów zarazy XVIII

Nie jestem człowiekiem orkiestrą.

Równocześnie szykować lekcje, sprawdzać prace, prowadzić korespondencję z dyrekcją, belferstwem, uczniami, obsyłać materiałami... Trochę za dużo na raz. Wczoraj z ulgą i satysfakcją wylogowałem się z pracy o 19:58. Powinienem zwrócić uwagę na to co się kryje w słowie satysFAKcja... O 20:30 musiałem zalogować się ponownie. 

Teraz musiałem zrobić sobie przerwę. Kwadrans luksusu. Nie wychodziłem od soboty; dziś wyjdę po zamówione książki i płyty.

Ładowarka już nie ta.

EDIT.
16:10
Krótka przerwa na odebranie zamówień z punktu i z paczkomatu, podrzucenie zakupów rodzicom i zrobienie minizakupów sobie. Szybki posiłek obiadopodobny i właśnie siedzę nad sprawdzaniem prac.
Wzbogaciłem się o dwa tomy przygód ziomków Hebiusa i o "Nędzników", musical znaczy się, nie opracowanie-analizę obozu rządzącego.

niedziela, 3 maja 2020

1096.Billy Elliot musical

Kilka dni temu wśród nowości w ulubionej księgarni wpadł mi w oko musical z 2014 r. "Billy Elliot Live" - sceniczno-muzyczna adaptacja filmu Stephena Daldry'ego z 2000 roku. Choć nie jestem fanem musicali, to przez sentyment do pierwowzoru kupiłem sobie płytę, tym bardziej że cena raczej budżetowa  - niewiele ponad dwadzieścia złotych. Kto oglądał film, ten wie, że przeniesienie tej historii na scenę nie jest łatwe. Wymagania wobec wykonawcy głównej roli - 11-12-letniego dzieciaka, mnie - kompletnemu amatorowi i ignorantowi wydawały się mocno wywindowane, a potwierdzili to twórcy w materiałach dodatkowych.

Ogólnie - fajne przedstawienie, momentami nawet bardzo ładne. Występujący w roli tytułowej Elliot Hanna - świetny, imponuje sprawnością, wytrzymałością i wdziękiem, aktorsko też bez zarzutu. Ojciec i brat - w filmie jednak znacznie lepsi, miałem wrażenie że w musicalu ich postaci ociosano na dużo prymitywniejsze. Pani Wilkinson - świetna. Michael - bardzo fajny, z dużą swadą aktorską. Taniec - ta sztuka niezbyt mnie porywa, raczej słabo odbieram wyrażane poprzez niego emocje. Tutaj było naprawdę nieźle, partie "Billy'ego" robiły wrażenie, "Swan Lake" zatańczone z Liamem Mowerem, który swego czasu był pierwszym odtwórcą roli Billy'ego w historii tego musicalu - przepiękne i wzruszające.

Fajnym akcentem był występ taneczny na samym końcu, w charakterze bisów, 26 wykonawców roli Billy'ego z różnych inscenizacji. Widok tego daje do myślenia, jak popularny okazał się ten musical. 

Obejrzałem na Youtube zapowiedź polskiej inscenizacji z 2015 r., która była wystawiana w Chorzowie. No... eee... tak... nie sądzę, żebym na podstawie w niej pokazanych fragmentów skusił się na obejrzenie musicalu w ogóle.

Niestety muzyka Eltona Johna. Przyjmuję do wiadomości, że to artysta, którego ogólna twórczość wielu ludziom ogromnie się podoba, ale dla mnie to muzyka niesłyszalna. Właśnie tak - nie to że się nie podoba, tylko jest dla mnie tak nijaka i pozbawiona choć trochę ciekawej melodii, że wręcz niesłyszalna, jakby jej w ogóle nie było, tylko przypadkowo poukładane dźwięki.

Ogólnie musical zdecydowanie polecam.

sobota, 2 maja 2020

1095.Dziennik czasów zarazy XVII

Środa wczesna noc - zastanawiam się czy kłaść się spać, z uwagi na to ile muszę na czwartek ogarnąć w pracy. Kładę się na krótko.
Czwartek - wstaję po szóstej i zapieprzam z ponaddźwiękową na włączonym dopalaczu. To może znośne jak się jest przed trzydziestką, ale nie w moim wieku. Ogarniam co trzeba i wylogowuję się z dziennika już po zmroku. Zasypiam o drugiej.
Piątek - pukanie z tyłu i z góry, to kurier od organizmu z rachunkiem za wczorajsze. Korespondencje telefoniczne i mailowe w sprawach zawodowych nie pozwalają na wytchnienie. Postanowienie, żeby się wyspać jakoś bierze w łeb i zasypiam z nietypowym trudem druga piętnaście. Coś mnie budzi - jakieś drapanie w głębi gardła, kaszelek lekki. Pierwsza myśl półprzytomnego - Chryste Panie, zaraziłem się! Co z rodzicami?! Przecież u nich dopiero co byłem, a okres namnażania tego koronagnojka... itd. itp. Na budziku trzecia dwadzieścia - no, to się naspałem. Zasypiam z trudem, przepychając się do poduszki przez kłęby czarnych myśli. 
Sobota - ósma zero-zero wstaję, przed budzikiem. Kaszlu nie ma, trochę tylko w gardle sucho. Twarz w lustrze - zombie, 125. dzień po pacjencie Zero. Patrzę ile mam do roboty. Kurwa.

A to tylko wybrane.