No proszę! Ledwie praca (w szkole) się skończyła, a już słoneczko wyszło zza chmur. Szkoda, że praca w domu szczerzy zębiska z tuzina paszcz, a jutro cały dzień popsuty rodzinną imprezą. No a niedziela, to już będzie myślenie o poniedziałku i o tym jak fajnie jest, kiedy w jednym tygodniu kumulują się różne "atrakcje".
Poprzednia notka pozostawiła, jak się okazuje niedomówienie pewne. Otóż jakoś parę lat temu zaopatrzyłem się w przenośny dysk i zacząłem robić kopie bezpieczeństwa zasobów kompa. Ponieważ paru PT Czytelników ujawniło z jaką szokującą częstotliwością robi swoje backupy, to ja może nie będę szokował w drugą stronę i nie napiszę co ile swoje kopie generowałem. W każdym razie, po przejrzeniu folderów okazało się, że straty są znacznie mniejsze niż w pierwszej chwili szacowałem. W zasobach wykorzystywanych na co dzień do pracy to nic nie przepadło. W muzyce i grafice - ostatni miesiąc, ale to raptem może kilkanaście plików. Reszta folderów to straty około roku, więc w niektórych przypadkach może troszkę przykre, ale w sumie do przeżycia - tym bardziej, że pamiętam jak to jest stracić całkowicie całe wielkie i bardzo ważne foldery.
W sumie ze wszystkich strat teraz (poza finansowymi, rzecz jasna; szkoda że to wszystko się dzieje na początku, a nie w końcu miesiąca - bliżej następnej wypłaty) najbardziej doskwiera utrata adresów zakładek. Miałem jakieś stare zarchiwizowane, ale one są sprzed jakichś 4-5 lat, więc straszliwie naftaliną jadą, a w utraconych miałem mnóstwo adresów stron modelarskich, historycznych i fantasy / fanowskich, których teraz już nie odtworzę.