Sprawdziłem miejsce - warto pojechać. Sprawdziłem hotel - da się zabukować w połowie lata. Sprawdziłem transport - da się tanio dojechać. Sprawdziłem towarzystwo - nie ma z kim.
Suweniry z wycieczki dla rodziców, o dziwo, zyskały akceptację. Ojciec we właściwym dla siebie stylu skomentował (do mnie) flaszkę: "Ho-ho! Jaka elegancka! Jakie opakowanie! Nie to co mi córka przywozi - barachło jakieś!". Rzecz jasna, on nie różnicuje dzieci i traktuje oba tak samo, z jednakim szacunkiem.
W charakterze suwenirów przywiozłem Emusiowi trochę słodyczy. Wybierałem jak się dało pod jego smak. W sumie głupio, bo on ma przecież tego swojego pierdolca z odchudzaniem, ale z drugiej strony, ma i fazy takie, że potrafi od razu wpieprzyć całą tabliczkę czekolady. Chciałem mu coś przywieźć. Na jakieś zwyczajowe suweniry to by się wykrzywił i powiedział, że mu się nie podoba i nie trzyma takich rzeczy w domu. Zadzwoniłem, ale z rozmowy jakoś nie bardzo spotkanie wynikło. Zaganiany jest.
Impregnat do kurtek w sprayu to świetna rzecz. Troszkę może łatwopalny i toksyczny. Zastanawiam się tylko, skąd się wzięły te różowe hipopotamy biegające po ścianach. Musiałem nie zamknąć okna.