Uznałem, że akuratną dla aktualnego nastroju filmową lekturą będzie coś o zombi. Pierwszy wybór okazał się strzałem kulą w płot - "Black summer" to gniot i chała. Jeśli Netflix jest filmowym McDonald'sem, to ten serial jest czekadełkiem w McDonald'sie😒. Fabularne nonsensy i sprawiająca wrażenie mało wyrafinowanej maniera filmowania odebrały całą przyjemność.
Teraz oglądam "The Walking Dead" i na razie wrażenia mam pozytywne; może z wyjątkiem oddziaływania na apetyt - autorzy wyraźnie lubują się w nader realistycznym oddaniu tego co z ciałem człowieka (aktualnego i byłego) robi pocisk, koło samochodu i ząbki zombi.
Ostatni akt remontu miał się wreszcie skończyć, ale utknął, bo pan majster źle pomierzył i musi parę rzeczy zrobić od nowa, co oznacza konieczność umówienia się na nowy termin. A na dotychczasowy czekałem 5 tygodni.
Wymieniłem dość nieoczekiwanie parę wiadomości ze starym e-znajomym z umarłego forum. Nie zrobiło mi się od tego wesoło.