Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

czwartek, 31 maja 2018

818.Hulajnoga

W dzieciństwie mnie ominęła, więc może trzeba było się pośpieszyć, żeby jeszcze zdążyć z nauką jazdy przed pięćdziesiątką, bo potem to już może jakoś dziwniej. Albo i nie. W zeszłym tygodniu nabyłem, ale dopiero dziś mogłem odbyć pierwszą jazdę. 
Hulajnoga. 
Na ośmiocalowych masywach, z amortyzacją sprężynową, składana, lekka - na schodach bez problemu w wyciągniętej ręce wnosiłem. Łudząco podobna do decathlonowskiej Oxelo Town 7 XL; zapewne z tej samej chinlandzkiej fabryki pochodząca.

Jazda była fajna, choć wysoka temperatura nie bardzo sprzyja wysiłkowi fizycznemu. A wysiłek jest, zupełnie inny niż na rowerze; mam wrażenie, że większy, a przynajmniej więcej mięśni pracuje. Chyba niedoceniałem wysiłku jaki trzeba w jazdę włożyć, więc roję sobie tu pewne nadzieje na większy niż się spodziewałem, wymiar kondycyjno-odchudzający. 

Ku pewnemu zaskoczeniu okazuje się, że przeturlałem się dziś prawie 5 kilometrów (całość 5,3 km, z tego przeszedłem sumując odcinki może do 400 metrów). Zważywszy, że spotkałem się w sieci w poradnikach z sugestią, że hulajnoga w mieście jest w zasadzie najlepsza na dystanse do 2 kilometrów, to wychodziłoby  na to, że dziś zdeptałem spory dystans.

Niech wrzód na dupie wyskoczy i się długo jątrzy tym, co na chodniki ordynują granitową kostkę! I to nie jeden, a kilka - chodzi się po tym niewygodnie, a jeździ nawet na tak dużych  kołach - absolutnie koszmarnie. Tuzin zaś pasów na gołą dupę tym, co wybierają kostkę fazowaną - dyskomfort z hałasu i wstrząsów przy jeździe po tym czymś jest dokuczliwy.

Ciekawym jak się na takich gównianych stołecznych nawierzchniach sprawuje hulajnoga na pneumatykach. Natomiast nawet nie chcę próbować sobie wyobrazić, jak się jeździ bez amortyzacji i na małych kółkach.

Żadnego poczucia obciachu (Ludzie, patrzcie! Stary chłop zdurniał, na hulajnodze jak dziecko jedzie!) nie zarejestrowałem. Bardziej się przejmuję brakiem płynności jazdy wynikającym z dzikiej (piiip!!!) mozaiki nawierzchni, która jest czynnikiem najbardziej redukującym przyjemność z jazdy.

Reasumując, drogie Czytelniczki i nie mniej wartościowi Czytelnicy, pierwsze moje wrażenie z jazdy na hulajnodze jest pozytywne. Zobaczymy jak dalej.

wtorek, 29 maja 2018

817.Rozmazany obraz

Siedzę nad ostatnim planowanym sprawdzianem i... powiedzmy, że go sprawdzam. Jak to skończę, to w nadchodzących tygodniach czekają mnie już tylko poprawy (pierdylion! z dywizji "Last Minute"); i może ewentualnie jakieś ćwiczonka, żeby rozszerzenie nie odtrąbiało fajrantu za wcześnie. Na tratwie po kątach poszeptywanie z przejęciem o składanych dymisjach.

Byłem już blisko decyzji, że mogę zakupy obuwnicze uznać za zakończone, właściwie nawet już to sobie powiedziałem, ale widzę z niepokojem, że nie mam żadnej pary butów krytych, które mógłbym wziąć na urlop z niezachwianą pewnością, że nadają sie do długotrwałego, intensywnego chodzenia.

Diabełek-kusiciel w mojej głowie zwija się jak w ukropie, żeby namówić mnie na zakup aparatu fotograficznego. Opieram się, ale sam nie wiem czy zdołam. Trochę irytuje mnie zachwianie perspektyw sprawiajace, że nie wiem jaką strategię (finansową) wybrać. Oczywiście nikt z nas nie zgadnie, kiedy nań kres wypadnie, ale po pominięciu wypadków, nazwijmy to, losowych, zostaje jakaś mniej lub bardziej odległa uchwytna perspektywa, którą trzeba uwzględniać w swoich planach i decyzjach życiowych. No i na tym właśnie polu obraz mi się rozmazał. 😠

niedziela, 27 maja 2018

816.Spostrzegawczość

Jeszcze tylko trzy tygodnie zajęć! Potem produkowanie sprawozdań i rada podsumowująca. A potem szykowanie się do urlopu. Na samą myśl o tej radzie już mi się robi niedobrze. Zanosi się na to, że klimat zakończenia zajęć w tym roku będzie różnił się znacząco od tych z lat ubiegłych. Na mostku naszej tratwy coś dziwnego się dzieje, co dobrze raczej nie wróży.

Dzionek spędzony w centrum medycznym daje poczucie, że zrobiłem co mogłem, a teraz pozostaje czekać na efekty zabiegu. 
Obawy, że rodzice zauważą raczej trudne do przeoczenia ślady, okazały się wyolbrzymione. Tylko mama pod koniec wizyty zauważyła: "Gdzie sobie guza nabiłeś?" "W pracy" "Aha." Nieźle jak na 4 rany na głowie. No, ale trudno mieć do niej pretensję, skoro większość energii i uwagi zużyło jej przegadanie (i pognębienie przewagą wiedzy) Schwester w temacie życiorysu sąsiadki - jedna znała go z opowieści bohaterki, druga z filmu biograficznego o bohaterce. Momentami były o decybel, może dwa, od przekrzykiwania siebie.
"-...i wtedy ona coś tam, coś tam.."
"-Nie! Tak nie było."
"-A skąd, oczywiście, że tak było."
"-Nie mogło tak być, bo w filmie nic o tym nie mówili!"
Ja: "Ale przecież to, że w filmie o tym nie wspomniano, nie oznacza, że tego w ogóle nie było. Reżyser mógł to po prostu  pominąć."
"-Nie!"

W takich chwilach przypominam sobie, dlaczego błogosławiłem samotność.

Zmiana perspektyw życiowych sprawiła, że wskazówka kompasu finansowego przesunęła się z pola "Oszczędzanie na starość" na pobrzeża pól "Zakupy potrzebne" i "Zakupy przyjemne". Szkoda tylko, że pensja za tą wskazówką nie nadąża.