I pyk! Klasy trzecie sobie poszły. A przecież ledwie co przyszły. Z mozołem tłukę oceny, żeby wyglądało, że pracuję. Tłukę, tłukę, a i tak mam jakieś 2/3 tej ilości, co miałbym w normalnych warunkach o tej porze roku. Z podziwem i może nawet jakąś zazdrością patrzę na tych, którzy nasprawdzali prac, że ho-ho!
Głupia pogoda - to ciepło, to zimno, to słonecznie, to deszczowo... Zwariować można. Wychodzę troszkę częściej niż zimą, ale i tak za mało. Praktycznie pół tygodnia ciągiem nie ruszam się z domu. Chore.
Po raz pierwszy od kilkunastu lat ogarniam nową grę. W odróżnieniu od wszystkich dotychczasowych nie z płyty, tylko ze strony Microsoftu. Miasto sobie buduję. Fajna zabawa, lecz trochę irytują rosnące ceny gruntu koniecznego do rozszerzania miasta - bardzo spowalniają grę.
Kupiłem sobie pierwszą figurkę wydrukowaną (a nie odlaną jak wszystkie dotychczasowe). Szok, jaka jakość! Nie spodziewałem się aż tak dobrej. Głupie Games Workshop dawno temu zarzuciło Bretonnię (armię królestwa Bretonnii z gry Warhammer Fantasy Battle), a tu rzutcy ludzie wyczuli niszę i można sobie zbudować piękną armię Bretki na samych figurkach 3D. To samo z krasnoludami Chaosu. Cudo.
Każda wizyta u rodziców to utyskiwania Mamy na Dziedzicową, która tam ustawicznie przesiaduje. Ostatnie rewelacje powinny zaniepokoić, bo to, jak to się mówi "nie jest normalne". Tylko nie bardzo jest z kim mówić.