Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

niedziela, 14 czerwca 2020

1113.Upały i odpały

No i jakoś tak nagle, z zaskoczenia nadszedł upał. Gdybym nie spojrzał na kilkudniową prognozę pogody, to by mnie zaskoczył pod zimową kołdrą.

Parę kursów na bazar i zapelargoniowałem rodziców. Każdy kurs to 7 kilometrów - niezły spacer.

Powinienem się cieszyć, że stosik prac do sprawdzenia maleje i ledwie kilka zostało, ale mam już obrzydzenie na samą myśl o sprawdzaniu. A jeszcze kilka kolejnych w drodze będących, powinno się pojawić w ciągu paru najbliższych dni. 

Już dwa (kolejne) zamówienia Bonito opóźnione. Zaczyna to być irytujące.

Podłe łajdactwo w PISie rozkręca się z zionięciem nienawiścią. Okropność, że tacy ludzie mają się doskonale, przez tysiące tzw. porządnych obywateli i wiernych niewzruszenie popierani i na urzędach podtrzymywani. A biskup publicznie pierdoli bez krztyny choćby przyzwoitości (o rozumie już nawet nie wspominając) o ewangelistach i charyzmatach w premierze i ministrze zdrowia. 

czwartek, 11 czerwca 2020

1112.Windą

Poranne i popołudniowe matury to zło. Tym większe, kiedy muszę siedzieć jednego dnia na obu egzaminach. Może to dobre dla kogoś z mniejszą dynamiką w pracy, ale dla mnie to tortura. Taka aktywna nieaktywność to sprzeczność fatalnie wpływająca na mój sypiący się organizm. Dowlokłem się zahaczając jeszcze o spożywczak, aptekę i paczkomat - niestety nie były na jednej linii, co oznaczało nadłożenie równo kilometra drogi. Z bąblem na spodzie stopy wielkim jak dwuzłotówka to średnia frajda. Byłem już tak zmęczony i zrezygnowany, że machnąłem ręką i pojechałem windą, nawet nie rozważając standardowych ostatnio schodów.

Zamówienia z Bonito, które miało być na zeszły piątek wciąż nie ma. Mam wrażenie, że firma jakoś troszkę gorzej funkcjonuje. Stos prac wyciągaczy leży - trzeba by się za niego wziąć, a i nowe wysłać. Bleueee.

poniedziałek, 8 czerwca 2020

1111.W dzień deszczowy i ponury poszłem sobie na matury

Wejście na matury po tylu tygodniach "zdalności" chyba okazało się trudne dla mojego steranego organizmu. Jak wróciłem do domu, to padłem. Drzemka - nic, kąpiel - nic i dopiero PAK postawił mnie jako tako na nogi. PAK - PanzerAbwehrKaffee. 
Maski, zasłony, rękawiczki, taśmy na podłodze, magiczna ochrona proceduralna. I przeciek na Podlasiu. Co za cymbały, swoją drogą, żeby wpisywać do przeglądarki cały temat (oba zdania) wypracowania zamiast rdzenia zawierającego istotę problemu. Znowu się pewnie pojawią memy o Podlasiu. 
Dobrze, że chociaż do szkoły i z powrotem poszedłem sobie na piechotę, zachodząc łukiem po poradnik modelarski jako nagrodę pocieszenia. W sumie ponad siedem kilometrów przeszedłem, całkiem żwawym krokiem.
Zamówienie z Bonito, które miało być na zeszły tydzień, nadal nie dotarło.

Nieprawidłowa forma w tytule notatki świadomie użyta - "poszedłem" burzyłoby rytm, a tu melodia ważniejsza niż ortodoksja gramatyczna. No i to taka forma solidaryzowania się z maturzystami z polskiego. 😜