Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

niedziela, 7 czerwca 2020

1110.Za zasługi

Szerokim łukiem obchodzę robotę, za którą powinienem się wziąć. Chyba łóżeczko w którym spędziłem pierwsze kluczowe miesiące swego życia wyprodukowały zakłady "Spółdzielni Pracy 'Prokrastynacja'". 
Jutro matury po nowemu, więc trzeba by się wziąć za lekturę procedur, żeby jakiejś większej wtopy nie zaliczyć. Koleżanka na moje utyskiwania, że znowu zostałem najhojniej obdarzony przydziałami maturalnymi: "To pokazuje po prostu, że większość naszego grona to idioci, którym nie można dać przewodniczącego zespołu, bo coś spieprzą. A dając tobie dyrekcja może być spokojna, że ogarniesz jak należy." To się chyba powinno nazywać odsiadywanie zasług.😒
W przerwach oglądam "Breaking Bad" i zacząłem czytać do podusi drugi tom trylogii Hobb "Królewski skrytobójca". Chyba sobie sprawię jej pozostałe dwie trylogie,

środa, 3 czerwca 2020

1109.Zwykłe jęki - czytać nie warto

Kolejny dzień na pełnych obrotach. Właśnie przed chwilą skończyłem sprawdzać partię prac. Dziś i jutro mam około czterdziestu kolejnych do rozesłania. Wszystkie robione od nowa. Teksty źródłowe musiałem wpisywać ręcznie, bo z tych co mam żaden się nie nadawał, a znaleźć coś potrzebnego w zasobach sieci to... niedomówienie takie. W tak zwanym międzyczasie zdążyłem wyskoczyć do Biedrony i zanieść zakupy rodzicom. Frustruje mnie, że nie wyrobiłem się z paroma zadaniami. Nie bardzo widzę jak miałbym to nadrobić jutro. A teraz jestem zmęczony, ale takim zmęczeniem, że organizm spięty obowiązkami nie przyjmuje do wiadomości, że jedzie na oparach, a woda w chłodnicy już wyparowała; wehikuł jeszcze jedzie, bo jeszcze nie przyjmuje do wiadomości, że się popsuł. A, i jeszcze się dowiedziałem że do połowy lipca będę siedział na rekrutacji. Hip-hip-chuja!

wtorek, 2 czerwca 2020

1108.Przydałaby się dubeltówka

W pół do ósmej rano siadłem do pracy i jeszcze nie skończyłem. Rachuby, że wyskoczę do sklepu bo się parę pozycji spożywki kończy, okazały się naiwnymi rojeniami. Najdłuższa przerwa to zjedzenie obiadu, bo już zrobienie go odbywało się w doskokach między jedną a drugą pracą. Prace minione i przyszłe, materiały - szukanie, tworzenie, maile, uczniowie, rodzice, nauczyciele, dyrekcja. Za dużo. Z niedowierzaniem patrzę jak zmierzcha. Zrobiłem listę wszystkich kulawych kaczek i ambitnych, których trzeba będzie poobsyłać pracami do wykonania, które pozwolą im przerzucić zadki nad klasyfikacyjnym płotem bądź zaspokoić ambicje. Ponad 40 sztuk drobiu. Zacząłem szykować dla nich te prace. Dzieci tak rozbrajające, że ma się ochotę strzelać nim człowieka rozbroją. Przysyłają prace identyczne i bądź tłumaczą się dramatycznie idiotycznie, bądź w ogóle nie odpowiadają na pytanie: kto od kogo przepisał? Jedynkę mogą dostać obaj, albo tylko ten, który przedstawił pracę kolegi jako swoją. I głucha cisza. I rodzice... Dostrzegający swą rolę w przepychaniu za wszelką cenę dziecka do następnej klasy, ale nie w tym, by skłonić je do nauki w trakcie roku szkolnego. Koleżanki tak przewrażliwione, że delikatna i dyplomatyczna próba ustalenia przez wychowawcę jak się ma wersja ucznia do wersji nauczyciela okazuje się "bronieniem bachora jak lew".