Robienie matury tak, że zdający piszą ją rano (9.00, podstawa) i po południu (14.00, rozszerzenie) to głupi pomysł. Nie pisałem, a tylko siedziałem i jestem jak wymłócony (a jutro na siódmą😞).
Nasi mówią, ze podstawy były banalnie łatwe, a rozszerzenia trudne. Polski był dziwny - zdezorientował ich temat wypracowania, pardon - rozprawki - "Czym dla człowieka może być wolność? Rozważ problem i uzasadnij zdanie, odwołując się do fragmentu Dziadów cz. III, całego dramatu Adama Mickiewicza oraz wybranego tekstu kultury." Mam wrażenie że dla mnie / mojego pokolenia to byłby samograj & potrzymaj mi piwo, ale dla młodych - zagwozdka i abstrakcja, której nie wiadomo jak ugryźć.
Z podstawy angielskiego wychodzili już w połowie czasu, a na rozszerzeniu siedzieli en masse prawie do samego końca.
InPost mnie przegonił pod pretekstem, że "Twój paczkomat może być przepełniony" - zamiast czterystu metrów musiałem się telepać przeszło dwa kilometry (zmiana paczkomatu). Z dwojga złego lepsze to, niż jak przy poprzedniej paczce - tydzień czekania i wydzwaniania na infolinię, żeby paczkę odebrać - bo się skrytka nie chciała otworzyć, a kurier miał w dupie zlecenia z infolinii.