Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

sobota, 11 maja 2019

965.Pelargonie

Większość matur już za mną. Nic się nie dzieje do momentu aż się coś zadzieje. Jedną potencjalną minę zauważyłem w porę i wyrzuciłem ratując dupę (lub rok) posiadacza. Drugiej nie wykryliśmy na czas i zdający będzie sobie zdawał ponownie w przyszłym roku. Cóż, za bezmyślność czasem się płaci.

Kupiłem pod Halą Mirowską pierwsze pelargonie - poszły do rodziców. Dla siebie mam już kupioną ziemię, więc wkrótce zakwieci mi się balkon.

Kiepsko.

środa, 8 maja 2019

964.Matury i paczkomat

Robienie matury tak, że zdający piszą ją rano (9.00, podstawa) i po południu (14.00, rozszerzenie) to głupi pomysł. Nie pisałem, a tylko siedziałem i jestem jak wymłócony (a jutro na siódmą😞). 

Nasi mówią, ze podstawy były banalnie łatwe, a rozszerzenia trudne. Polski był dziwny - zdezorientował ich temat wypracowania, pardon - rozprawki - "Czym dla człowieka może być wolność? Rozważ problem i uzasadnij zdanie, odwołując się do fragmentu Dziadów cz. III, całego dramatu Adama Mickiewicza oraz wybranego tekstu kultury." Mam wrażenie że dla mnie / mojego pokolenia to byłby samograj & potrzymaj mi piwo, ale dla młodych - zagwozdka i abstrakcja, której nie wiadomo jak ugryźć.

Z podstawy angielskiego wychodzili już w połowie czasu, a na rozszerzeniu siedzieli en masse prawie do samego końca.

InPost mnie przegonił pod pretekstem, że "Twój paczkomat może być przepełniony" - zamiast czterystu metrów musiałem się telepać przeszło dwa kilometry (zmiana paczkomatu). Z dwojga złego lepsze to, niż jak przy poprzedniej paczce - tydzień czekania i wydzwaniania na infolinię, żeby paczkę odebrać - bo się skrytka nie chciała otworzyć, a kurier miał w dupie zlecenia z infolinii. 

wtorek, 7 maja 2019

963.Niewdzięcznicy

Drugi dzień matur. Na razie - odpukać - idą mi gładko i bez żadnych zakłóceń. Największym wyzwaniem jest walka z sennością, tym większym, że mnie jako przewodniczącemu zespołu nadzorującego nie wypada uderzyć w kimono jak to czynią zwykli członkowie moich zespołów. 

Pewnym (zupełnie nieatrakcyjnym) urozmaiceniem było pacyfikowanie przyszłości oświaty, żeby nie przeszkadzała. Troszkę to dziwne, bo to nie pierwszy już rok jej pracy, a wciąż się zachowuje (nie tylko na maturach), jakby nie do końca jeszcze zauważyła i oswoiła się z myślą, po której stronie belferskiego biurka się znajduje. W grupie weteranów powzdychaliśmy z niesmakiem nad współczesnymi obyczajami belferskiej młodzieży, który nie wie jak należy ubrać do pracy w dzień matur. Kiecka kusa i tak obcisła, że pianka surfera jest szatą zwiewną i powłóczystą, nie wydaje się stosownym strojem na wspomnianą okazję; za to do klubu w sobotnią noc - jak najbardziej, branie powinno być fenomenalne.

Moi rodzice to paskudni niewdzięcznicy, w dodatku zupełnie pozbawieni empatii. Mimo otrzymania "Kaczej trzynastki" nic a nic nie poczuwają się do jakiejkolwiek, zwłaszcza wyborczej, wdzięczności dla Prezesa Tysiąclecia i jego hojności. Raczej wprost przeciwnie - ich opinia odnośnie tej persony  i jej akolitów nabrała jeszcze smolistszej barwy, mieniącej się ognistymi blaskami. Za nic sobie mają głęboką potrzebę PISu dalszych rządów i nic a nic nie chcą zrozumieć, że działaczom tej partii następne cztery lata chłeptania przy państwowym korycie po prostu się należą.