Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

środa, 7 listopada 2018

887.Coraz wolniej

Czas momentami przyśpiesza tak, że mam wrażenie, jakby mi się film urwał. Kiedy indziej (w długi weekend, na przykład) płynie tak wolno, że szturcham podejrzliwie zegar, czy mu się nie stanęło przypadkiem. Kolejna koleżanka zagaduje mnie, czy wszystko ze mną w porządku, bo coś marnie wyglądam. (Nie tylko ja) Mam poczucie zarobienia, choć patrząc na ilość wykonanej pracy jednocześnie mam wrażenie, że nie robię aż tak dużo, żeby uzasadniało to takie znużenie i zniechęcenie. Może to nie tylko zdupnięta psychika, ale i starość? Starzy ludzie mają poczucie, że brakuje im czasu, bo wszystko robią wolniej niż młodsi. Chodzą mi po głowie pomysły na różne nowe środki i metody do różnych lekcji, ale brakuje mi siły żeby je przygotowywać, a potem zostaję z frustracją, że nie udało mi się zrobić tego lepiej; a lekcja minęła i następna dopiero za rok.

Podaję na początku lekcji temat, wskazuję ramy czasowe, w których mieszczą się zagadnienia, które będziemy opracowywać. Rozdaję ćwiczenia, które mają wykonywać i jeszcze raz w (ustnej) instrukcji podkreślam ramy czasowe: Polska w przededniu wybuchu II wojny, lata 1938-39. Proszę, żeby nie korzystali z netu, tylko z podręcznika, no i oczywiście ja jestem do dyspozycji. W jednym z zadań mają rozpoznać z podanego tekstu źródłowego wydarzenie historyczne (wymuszenie przez nas na Czechosłowacji Zaolzia). Patrzę w jedną, drugą, trzecią pracę i mało apopleksja mnie nie trafi! Otóż wydarzenie to to... PRASKA WIOSNA 1968!!! Otóż dzieci są tak przywiązane do ułatwiania sobie życia, że naturalnie po kryjomu korzystają z netu i bezkrytycznie wpisują pierwsze co im wyszukiwarka wyrzuci, bez grama refleksji co piszą.

poniedziałek, 5 listopada 2018

886.Ryga i Rohan

No i mamy listopad, przedostatni już miesiąc roku. O kant dupy potłuc tak przelatujące życie.

Noc przespana teoretycznie - ból szyi i głowy daje się we znaki. Obeszło się bez ryskiej zabawy, ale teraz wciąż trzyma... A tu robota czeka. Ten dylemat starego perfekcjonisty jedną nogą w grobie: rzygać z powodu ataku lękowego, czy z powodu pracy do wykonania? Ach, życie i jego trudne wybory!

Żeby PT Czytelnicy mieli jakiś punkt zaczepienia do skomentowania (trudno wszak przeoczyć tę prawidłowość komentarzy  ) nadmienię, że w weekend trochę sobie pomalowałem - machnąłem kilku landsknechtów, którzy już dostatecznie (jakiś rok?) odleżeli się sklejeni i spodkładowani. Kilku plastikowych ludków, którzy po mnie pozostaną, bo przebiegle zakładam, że Dziedzicowi będzie troszkę szkoda ich wyrzucić. Przynajmniej przez jakiś czas.

Dokończyłem (ostatni sezon) oglądać "House of cards" i obejrzałem remake czarownicy Sabriny. Odczułem odrobinkę zawodu, że nie rozstrzygnięto losu Claire Underwood tak, jak niektórych innych bohaterów, ale doskonale rozumiem decyzję twórców i pewnie sam bym postąpił podobnie na ich miejscu. Z "Sabriny" największe wrażenie wywarło na mnie odkrycie, że podstarzałą ciotkę tytułowej bohaterki "gra" Eowina Eomundówna z Rohanu, czyli Miranda Otto.  Mój Boże, jak ten czas leci!

Zazdroszczę ludziom, którzy mają łatwość podróżowania i zwiedzania. Niefajnie być upośledzonym. I niefajnie jak boli głowa.

piątek, 2 listopada 2018

885.Dar

Na Mokotowskiej świecą się już świąteczne dekoracje na latarniach. Może to już coraz bardziej szwankująca pamięć, ale wydawało mi się, że w poprzednich latach zaczynało się "to-to" dyndać i świecić później, jakoś tak na przełomie listopada i grudnia.

Wolny dzień pozwolił wypuścić się do IKEI. Kupiłem parę drobiazgów dla siebie i dla rodziców. W sklepie tłumy i ambiwalentne błogosławieństwo kas samoobsługowych. Ambiwalentne, bo to jednak oznacza likwidowanie miejsc pracy kasjerów, co jest nie fajne.

W takich chwilach łapię się na uczuciu troszkę nieładnej ulgi, że śmierć będzie oznaczała uniknięcie odpowiedzialności za psucie świata, którego dokonujemy; w tym sensie, że może nie ujrzymy już konsekwencji naszych dzisiejszych działań. Cóż, jakiś - niezbyt odległy - czas temu (jak sądzę) zrozumiałem głęboki sens  i mądrość tego, że Tolkien nazwał śmiertelność ludzi - z perspektywy elfów - darem. Dawniej, kiedy miałbym wybierać, użyłbym pewnie prędzej określenia "przekleństwo", lecz dziś widzę to inaczej. Dla smutnego, pustego życia, śmierć to błogosławieństwo ulgi; nieśmiertelność - jakimż byłaby okrucieństwem!