Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

niedziela, 8 kwietnia 2018

788.Słaba wola

Mam słabą wolę. Słabszą od nadziei. Miałem nadzieję, że odpychanie od siebie myśli o pracy do zrobienia sprawi, że robota zniknie, ale nie poskutkowało. Moja wola nic a nic nie zmniejszyła ilości pracy, jaką muszę (powinienem) wykonać. Nie lubię tej swojej ułomności (jednej z wielu) - jakby to było fajnie, gdybym mógł sprawić, żeby robota sama się zrobiła: prace posprawdzały, testy i ćwiczenia ułożyły się. Wiem, to infantylne. Przypomina to myśli, jakie miałem kiedy 150 lat temu chodziłem do podstawówki: dlaczego człowiek nie rodzi się od razu z całą potrzebną wiedzą, tylko musi chodzić latami do tej okropnej szkoły?!

Pomału czytam I tom "Pana Lodowego Ogrodu" i zdecydowanie nie pomału oglądam 2. sezon "Suits". Fajny serial, choć odczucia mam nieco ambiwalentne, gdyż świat w którym obracają się bohaterowie - świat prawników, nie jest zbyt sympatyczny, oględnie rzecz ujmując. Twórcy filmu bardzo starają się, żeby główni bohaterowie (Harvey Specter i Mike Ross) byli sympatyczni i atrakcyjni, ale trudno tak do końca wyzbyć się myśli, że bytują w odpychającym środowisku.

W taniej książce kupiłem dość egzotyczną pozycję: "Powrót króla. Bitwa o Afganistan 1839-42" Williama Dalrymple'a. Historia tego pięknego kraju nie interesuje mnie właściwie prawie w ogóle, ale jakiś nie bardzo odległy czas temu nowości firmy figurkowej skłoniły mnie do pozyskania jakichkolwiek informacji na temat pewnego konfliktu angielsko-afgańskiego w XIX w. I wczoraj będąc w księgarni przypomniałem sobie tamte szperania i włączył mi się komunikat: "Wypadałoby, żebyś się czegoś więcej dowiedział O CZYMŚ O CZYM NIE WIESZ". A że 16 złotych za grubą i ładnie wydaną książkę to nie majątek, to wziąłem.

Próbuję znaleźć sobie jakieś sensowne zajęcie, ale wszystko sprowadza się do siedzenia przed kompem.
.

sobota, 7 kwietnia 2018

787.Udręka wspomnień

Dobrze jest mieć uzbierane przez życie dobre i miłe wspomnienia. Mówi się, że pamięć ułatwia nam to, wzmacniając pozytywne, a osłabiając negatywne. Dlatego historycy wiedzą, że trzeba z dużym dystansem i ostrożnością podchodzić do wspomnień czynionych po wielu latach od wydarzeń, a zwłaszcza w wieku podeszłym.
Są jednak wspomnienia tak przykre, że z oporem poddające się temu tuningowi. Chcielibyśmy o nich zapomnieć, lecz z jakichś powodów w rzeczywistości je konserwujemy. Próbujemy od nich uciec, lecz one podążają za nami jak nasz cień. Towarzyszą nam aż po kres naszych dni. Chyba, że Alzheimer nas ich pozbawi. Sam nie wiem - może i w tym przejawia się dwoista natura świata? Przekleństwo choroby Alzheimera - utrata świadomości swojego postępowania, jest może jednocześnie błogosławieństwem (zapomnienia)? O ile nieszczęśnik nią dotknięty faktycznie zapomina i o bolesnych wspomnieniach.
Interesująca jest również kwestia, jak wspomnienia i ich wartość emocjonalna wpływają na ostatnie chwile. Czy dobre wspomnienia ułatwiają odejście z tego świata - "przeżyłem tyle dobrego, że mogę odejść w spokoju, w pewnym sensie nasycony", czy utrudniają - "szkoda kończyć coś tak fajnego"? A dotkliwe bolesne wspomnienia? Łatwiej czy trudniej? A może to w ogóle nie ma decydującego znaczenia, bo ważniejsze jest tzw. pogodzenie się z losem, a więc zaakceptowanie wszystkich aspektów śmiertelnej człowieczej egzystencji, której częścią nieodłączną jest i zakończenie bytu?


czwartek, 5 kwietnia 2018

786.O motywowaniu

Wreszcie w domu. O odpoczynku nie ma mowy, bo muszę choć trochę prac posprawdzać, żeby jutro rano dosprawdzać resztę i oddać. Powinienem oddać dwóm klasom, ale nie dam rady. Plany poszły się tentegować z powodu wyskoczenia diabełka z pudełka, czyli przypomnienia Sami-Wiecie-Kogo o szkoleniu. Ponieważ nie mogę się dodzwonić do krajalni żeby się zapisać, to zaplanowałem osobistą podróż na ten daleki wschód w celu rejestracji. Chciałem zrobić to dzisiaj, więc wiecie już co się z tymi planami stało. 

Lekcje, potem rada i bardzo ważne sprawy różne. W punkcie bardzo ważne sprawy główne dowiedziałem się, że mam na dodatek Alzheimera, ponieważ kiedy dyrektor oznajmił, że osobiście spotkał się ze wszystkimi nauczycielami, którzy nie będą mieli etatu (tylko jego mniejszy lub większy ogryzek), zdałem sobie sprawę, że zupełnie, ale to zupełnie nie przypominam sobie takiego spotkania, a ponieważ, skoro władza mówi że tak było, to musiało tak być, a więc nie ma innej możliwości, jak niesprawność mej pamięci.

Szkolenie typowe w oświacie, czyli lipa, obliczona głównie na korzyść firmy edukacyjnej. Efekciarskie i mętne zwroty bezskutecznie próbowały zakryć prostą rzeczywistość: szkoła ponadgimnazjalna nie zmotywuje ucznia niezmotywowanego do nauki, bo motywację wynosi się z domu i z siebie. Szkoła sama może wzmocnić motywację, ale nie stworzyć. No, ale gdyby tę prawdę przyjąć, to ani osoba prowadząca szkolenie, ani firma by nie zarobiły. Za to my byśmy nie stracili bezproduktywnie paru godzin.