Tak w ogóle i w szczególe, to załoga naszej tratwy prowadzi się na pokładzie cnotliwie i bogobojnie tak, że wzbudziłaby zapewne westchnienie uznania i podziwu u najbardziej sfiksowanej sekty purytanów. Z tego też względu wszelkie odstępstwa od tego standardu zwracają uwagę. Swego rodzaju potwierdzeniem może być fakt bulwersowania się kiecką koleżanki tak krótką, że przyciągała podejrzenie, iż została wyprodukowana z rocznego przydziału materiału w Korei Północnej, czy stringami kolegi wspominanymi jeszcze wiele lat po jego odejściu.
Niewiośniany już kolega Kowalski wiedzie smętnym wzrokiem za znacznie młodszym panem konserwatorem przechodzącym korytarzem. Widząca to koleżanka Nowak głosem ociekającym wprost troską i współczuciem: "- Oh, ależ Kowalski ma na niego ochotę! Aż mi go żal normalnie."
A tu miał być opis paru soczystych występów, łącznie z dzisiejszym numerem dekady, ale zawstydziłem się przeczytawszy powściągliwą relację, jaką stworzyłem. Nie jestem chyba nadmiernie pruderyjny, ale poczułem zażenowanie zachowaniem niektórych osób jeszcze większe kiedy przeczytałem - dlatego skasowałem tekst. Kłania się tutaj to, kogo zatrudniamy.
Wszystkich zawiedzionych uprzejmie przepraszam.
Wszystkich zawiedzionych uprzejmie przepraszam.
A tytułem wynagrodzenia zawodu i dla odparcia pretensji, że tu tylko smuty, smęty i niezadowolenie z życia, proszę bardzo - oto fotka jakiegoś ładnego chłopca z netu. I włala, ktoś tu jednak jest zadowolony.
