Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

środa, 7 marca 2018

769.Seksualne życie dzikich

Tak w ogóle i w szczególe, to załoga naszej tratwy prowadzi się na pokładzie cnotliwie i bogobojnie tak, że wzbudziłaby zapewne westchnienie uznania i podziwu u najbardziej sfiksowanej sekty purytanów. Z tego też względu wszelkie odstępstwa od tego standardu zwracają uwagę. Swego rodzaju potwierdzeniem może być fakt bulwersowania się kiecką koleżanki tak krótką, że przyciągała podejrzenie, iż została wyprodukowana z rocznego przydziału materiału w Korei Północnej, czy stringami kolegi wspominanymi jeszcze wiele lat po jego odejściu.

Niewiośniany już kolega Kowalski wiedzie smętnym wzrokiem za znacznie młodszym panem konserwatorem przechodzącym korytarzem. Widząca to koleżanka Nowak głosem ociekającym wprost troską i współczuciem: "- Oh, ależ Kowalski ma na niego ochotę! Aż mi go żal normalnie."

A tu miał być opis paru soczystych występów, łącznie z dzisiejszym numerem dekady, ale zawstydziłem się przeczytawszy powściągliwą relację, jaką stworzyłem. Nie jestem chyba nadmiernie pruderyjny, ale poczułem zażenowanie zachowaniem niektórych osób jeszcze większe kiedy przeczytałem - dlatego skasowałem tekst. Kłania się tutaj to, kogo zatrudniamy.
Wszystkich zawiedzionych uprzejmie przepraszam.
A tytułem wynagrodzenia zawodu i dla odparcia pretensji, że tu tylko smuty, smęty i niezadowolenie z życia, proszę bardzo - oto fotka jakiegoś ładnego chłopca z netu. I włala, ktoś tu jednak jest zadowolony.


wtorek, 6 marca 2018

768.Słony rachunek

Jaka ładna dziś była pogoda! Cieplej się zrobiło na tyle, że wracając z roboty zdjąłem rękawiczki. Mrozy sio! Sio!

Wydłubałem i udziegałem sprawdzian dla zakresu rozszerzonego. I chyba od tego mnie głowa rozbolała i niedobrze mi. Zmartwiłem się czy nie za trudny, czy sobie poradzą, czy sprawdzę to co trzeba, czy się przygotują jak należy, czy... Tak, wiem... fiksum-dyrdum. Powinienem umieć się zdystansować, nie brać tego tak osobiście itp.  Ale co począć, kiedy to leci poza mną? Przejmuję się i słono za to płacę. 

Jaką mam mieć satysfakcję z własnej pracy, kiedy czytam, że tekst z historii Rzeczypospolitej szlacheckiej zaczynający się od słów "My, rady stanu, szlachta i rycerstwo Królestwa Polskiego" to jest traktat wersalski? A pod Termopilami Grecy walczyli z Krzyżakami.

poniedziałek, 5 marca 2018

767.Boeing

Notatka jak Boeing, przynajmniej po numerze.

Propozycja Sansia protegowania na posadę, choć to oczywiście prank i trolling, skłoniła mnie do zastanowienia nad wadami i zaletami tratwy Meduzy i chłodnego rozważenia ewakuacji z tego próchniejącego domu wariatów. 
Emocje nie bawią się w niuanse i drą ryja: "Uciekaj stamtąd stary debilu!", ale rozum stawia pytania. Tu nieoficjalnie mam nie mieć wychowawstwa w przyszłym roku - bardzo duży plus. Może jakimś cudem uniknę go w przyszłym roku, ale obawiam się, że to będzie zbyt piękne, bo wtedy będzie podwójny nabór i wychowawstwa będzie się wciskać każdemu, nawet pomnikowi patrona. Tu mam różne zadania, które sprawiają, że jestem potrzebny i może to posłużyć za jakiś argument przeciw wychowawstwu (Malinowski nie robi nic, to jemu dać!). W nowej szkółce mało prawdopodobne żebym uniknął - nie po to się zatrudnia nową szkapę, żeby ją na Królewski Trakt trzymać, a nie na Karową ulicę.
Na nowym pokładzie wszystko nowe i niefart, kiedy się trafi na kapitana-papierologa, który filozofię swych rządów opiera na tzw. sprawozdawczości, będącej upiorną mieszanką biurokratycznej fikcji i pseudoeksperckiego bełkotu. U nas, przynajmniej na razie, dyro ma umiarkowane i sporadyczne wyskoki w tym kierunku, skupiony na fajniejszych dla niego występach. Jakby traktował to na poważnie, to szło by się na kredę rzucić.
Niewygodnie jest uczyć tego samego przedmiotu co dyrektor. Wolę mieć więcej swobody, a mniej wtykania tyleż wścibskiego, co niedowartościowanego i czasem niezbyt kompetentnego nosa w moje podwórko. Przerabiałem to, więc wiem jak męcząco może być.
Jednak opcja zostania na tratwie Meduzy też ma swoje wady - przede wszystkim bałagan, niepewność, brak satysfakcji z własnego wysiłku, brak szacunku ze strony... właściwie to ze wszystkich stron.
Konkluzja jest tak niepokojąca, że nie odważę się wypowiedzieć jej na głos. Więc może ją tylko po cichu napiszę.
Powinienem rzucić tę robotę, która mnie frustruje i zatruwa. Równocześnie wciąż chciałbym być nauczycielem. Nie mam pomysłu na inną pracę, zwłaszcza przy tak wąskowyspecjalizowanym wykształceniu. Wychodzi na to, że z tego pata jest tylko jedno wyjście. Czarny, przesuń się!