Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

środa, 7 lutego 2018

751.Pożarcie

Połknąłem bęben. Albo piłkę lekarską. Nie wiem kiedy i jak to się stało, ale chyba niedawno, bo jeszcze nie strawiłem. Pękło zabezpieczenie ochronne i niestety zobaczyłem siebie przed lustrem. Dżinsy świeżo uprane i bawełna się skurczyła, więc to by uszło za wyjaśnienie, ale lustro nie łże - od zawsze swołocz pokazuje mnie takim jakim jestem. Obcy byłby mniejszy, więc na rozwiązanie problemu przez rychły zgon liczyć nie ma co. Trzeba by się odchudzić, żeby w myśleniu o sobie zejść z poziomu giganiechęci do meganiechęci, lecz w przeddzień Tłustego Czwartku taki zamiar ma wartość śmiecia. Psychika odchudzaniu aktualnie sprzyja... khehm, sugerujemy użycie innego słowa niż sprzyja.

Na szkoleniu weteran walki z ogniem omawia cechy, jakimi powinna charakteryzować się osoba kierująca ewakuacją. Za plecami słyszę scenicznym szeptem głoszony komentarz koleżanki: - No, to już jesteśmy upieczeni! 

Absolwenci z mojej klasy przychodzą pochwalić się zdaną sesją. Miłe, choć byłoby pewnie bardziej, gdyby do mnie.

wtorek, 6 lutego 2018

750.Wyzwania

Kiedy trzeba rano bardzo wcześnie wstać, wtedy trzeba się wcześniej niż zwykle położyć spać, żeby się wyspać. Rozumność życiowa: level 1. Oklaski dla pana!

A życie sobie. Snu była godzinka i po przerwie druga. Bo jak w plecy jakaś franca weszła, tak o śnie można było zapomnieć. Jak korzonki, tylko w okolicach łopatki. Tego wariantu jeszcze nie przerabiałem. Sama frajda po prostu! Głęboki wdech stał się luksusem, pochylenie tułowia o 10-15 stopni - wyzwaniem, zawiązanie sznurowadeł - sorry, teraz będą wulgaryzmy! - żeszkurwapierdolonym wyzwaniem! Drodzy młodzi PT. Czytelnicy! Nie starzejcie się! Nie warto!

Na tratwie kwiatki rosną, 
Choć przecie to nie maj! 

Opisywać poczynań nie wypada, ale co i rusz coś nowego na naszej tratwie się dzieje, bywa że zaskakującego i zarazem zupełnie nie zaskakującego, za to wciąż z repertuaru zespołu "Lepiej już było".

A propos tego co było - śliczna piosenka "Down by the salley gardens" do słów Williama Butlera Yeatsa, w wykonaniu nieodżałowanego Jima McCanna, który kiedyś śpiewał z samymi Dublinersami.



poniedziałek, 5 lutego 2018

749. Nie pamiętam

No i przyszedł mróz, na razie dość ciepły, ale czuć chłodek. Mostek naszej tratwy Meduzy błysnął niejaką kreatywnością. Otóż wiadomość o tuż-poweekendowym szkoleniu rozesłał w piątek po południu, kiedy już raczej mało kto do skrzynki służbowej zagląda.

Kiedy byłem nastolatkiem, Jerzy Połomski wydawał mi się obciachową naftaliną starszego pokolenia. Kilka lat temu doceniłem jego wykonawstwo; kultura muzyczna jego aranżacji jawi się dziś jako niedościgłe szczyty smaku i profesjonalizmu.
Niedawno trafiłem na jutubie na klip fatalnej jakości ze starym szlagierem "Czy pamiętasz tę noc w Zakopanem?". Przedwojenną ramotę Połomski swego czasu zmienił w błyszczące wdziękiem cacko, więc z dystansem podszedłem do aranżacji Jerzego Grzechnika. Po pierwszym wysłuchaniu nie podobała mi się. Po kilku kolejnych stopniowo przekonałem się do niej - ma swój styl, zupełnie inny niż Połomskiego, ale stanowi przemyślaną i fajną alternatywę. Osobną, dość zabawną, kwestią jest to, że Jerzy Grzechnik w tym występie łudząco kojarzy mi się z Robertem Biedroniem.