Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

piątek, 1 lipca 2016

500.Nie ma cholery!

Miło byłoby wreszcie odpocząć, ale na razie dzień w dzień do roboty, a po robocie robota do domu. Miałem cichą nadzieję, że dziś skończę, ale guzik z pętelką! Dobrze będzie jak nie cały przyszły tydzień mi w pracy zejdzie. 
Praca frustruje, życie dołuje - jak nie kijem go, to pałką. A kostuchy jak nie było, tak nie ma. :-(

poniedziałek, 27 czerwca 2016

499.Gimnazja out!

No i narodziła nam się nowa rewolucja. Sądziłem, że PiS odpuścił gimnazjom i wybierze wariant 3x4, a tu się okazało, że jednak brnie twardo w swą idée fixe, czyli powrót do starego systemu 8+4. Mam wrażenie, jakby rządzili nami ludzie umysłowo zatrzymani na czasach swojej młodości przypadającej na dekady za nieboszczki komuny i podświadomie pragnący przywrócenia tamtego swojskiego świata. Jak Prezes mówi Gomułką, tak jego akolici myślą tamtymi czasami.

Nie jestem wielbicielem gimnazjów, ale przez te kilkanaście lat ich istnienia zainwestowano w nie morze pieniędzy i ocean wysiłku i czystym marnotrawstwem wydaje się rozwalenie tego z powodu widzimisię arogantów u władzy. Podejrzewam u tych ludzi myślenie magiczne - jeśli przywrócimy dawny model szkolnictwa, sprzed reformy Handkego, to automatycznie niejako osiągniemy wysoki poziom edukacji. Bardzo to sarmackie.

Ciekawe także skąd wezmą na to wszystko pieniądze? No i tyleż niepokojące, co kuriozalne są zapowiedzi przymusowego wolontariatu. Toż to jakaś karykatura kształtowania postaw prospołecznych!

Biedny Emuś jest załamany - tak piękne plany jego kariery i stabilizacji życiowej właśnie rozwalił strzał z Alei Szucha via Toruń. Pocieszałem jak umiałem.

Za to z M. nie poruszam już takich tematów, mamy wyraźnie różne spojrzenie, na tę i szereg innych kwestii.

Po długachnej radzie mieliśmy pójść do knajpy na belferskie pogaduchy poroczne. Okazało się, że zanim wyjdę muszę pozałatwiać trochę organizacyjnych, nazwijmy to, spraw, powiedziałem więc reszcie, że do nich dołączę, szacując że zejdą mi ze trzy kwadranse. Robota się przeciągnęła do czterech. Kiedy doszedłem do knajpy, już po M. i reszcie śladu nie było. Cóż, widać coś im wypadło i musieli skończyć wcześniej.

niedziela, 26 czerwca 2016

498.Okna

Koszmarnie w tej mojej izdebce w upały. Kocham to mieszkanko (bo je mam), lecz na lato to ono jest do umierania a nie do życia. Teraz wprawdzie lunęła wreszcie ulewa, lecz wnętrze całe nagrzane tak, że mimo ożywczego chłodu za oknem, w środku ciepło bije od wszystkiego: murów, podłogi, mebli.

Wczoraj wpadł Emuś oddać (wreszcie!!!) lapka. Tajemnica "tak rychłego" zjawienia się szybko wyszła na jaw - ma problem i potrzebuje rady. Cóż, Emuś dzwoni i wpada na ogół jak czegoś potrzebuje.
Po udzieleniu porady wysłuchałem relacji z (dylematów) jego życia uczuciowego dość swobodnie wyrażanych. Siedzieliśmy przy szeroko otwartych oknach i tak się zastanawiałem mimochodem, jak wielu moich sąsiadów słyszy emusiową kwiecistą perorę pozbywając się resztek wątpliwości co do mnie. Zwłaszcza ten katotaliban nade mną. Ale pomyślałem, że trochę jakoś tak głupio w trakcie rozmowy wstać i pozamykać okna - jakbym się bał czy coś. No to nie pozamykałem.

Zacząłem porządki po roku - sterty nagromadzonych papierzysk przechodzą selekcję i sukcesywnie lądują w koszu. Może uda mi się troszkę odgruzować pokój. Obawiam się jednak, że nadzieje na odnowienie i przemeblowanie są takie jak na rychłe przejście Prezesa na polityczną emeryturę.