Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

sobota, 7 maja 2016

487.Time Walker

Piękna pogoda - 20 stopni, słonecznie, lekki wiaterek. Taka pogoda mogłaby być dla mnie przez większość roku.

Większość matur już za mną. Ostatnia będzie uciążliwa niestety, ale trudno - przeżyje się i to, jak tyle przed nią. Ciekawe typy z importu (tzn. z innej szkoły) tego roku mi się trafiły. Dziarski Skaut odczuwał potrzebę odegrania aktywnej roli w pracy zespołu nadzorującego. Lubię pomoc, ale jak każdy autokrata - dozowaną na moje zlecenie. Podróżnik W Czasie był ciekawszym typem. Ten dla odmiany wycofany był tak bardzo jak tylko się dało. Na odprawę u Dyrekcji nie przyszedł, choć w szkole był, zaś po egzaminie nagle zniknął mi za plecami, nawet nie pożegnawszy się. Najbardziej osobliwy był jego wygląd: od garderoby, przez galanterię (nie w sensie zachowania) po fryzurę. Całość sprawiała doskonałe wrażenie, jakby został żywcem przeniesiony w czasie z francuskiego małego miasteczka z lat 30. XX wieku. Gdyby zjawił się tam jako fryzjer monsieur Alphonse, nikt z mieszkańców nie zauważyłby jakiegokolwiek niedopasowania. 

W sumie jednak moje dotychczasowe matury przebiegły bardzo spokojnie. Nie miałbym absolutnie nic przeciwko temu, żeby pozostałe przeszły równie gładko.

czwartek, 5 maja 2016

486.Lecz się

Tradycyjne coroczne umieranie z nudów - matury. Podstawa, jak słyszę, idzie w kierunku: Po stawie pływa kaczka się nazywa. Napisz co twoim zdaniem może znajdować się na stawie. Za to rozszerzenie w kierunku: chodźcie wybitni do mamusi! To pierwsze to komunikat, który nasza przyszłość narodu odczyta: Nie trzeba się uczyć, nie trzeba czytać! To drugie zaś, oznacza dalsze tonięcie naszej tratwy Meduzy, gdyż młodzież zdolna udźwignąć rozszerzenie, omijać nas będzie jeszcze szerszym łukiem niż obecnie.

Zapisałem się do lekarza i miałem naiwnie nadzieję na uzyskanie diagnozy i ewentualnie rozpoczęcie leczenia. A tu figa z makiem! Jedyne co dostałem to skierowanie do innego lekarza. Ponieważ nie ma mowy o dostaniu się w normalnym trybie (zapisy na za kilka miesięcy!), to mam sterczeć przed jego gabinetem i prosić, czy by mnie nie przyjął, bo sprawa pilna. Już mi się niedobrze robi na samą myśl o tej upokarzającej scenie. Poszedłbym prywatnie, ale obawiam się kosztów ewentualnych lekarstw i zabiegu (gdyby okazał się konieczny). Sama wizyta może być finansowo do zniesienia, ale terapia może zabić. ;-)

No i przytyłem okropnie przez zimę i wiosnę. Niby powinno zwisać i powiewać, ale tak sam dla siebie wolałbym chociaż wagę utrzymać w jakichś żałosnych choć granicach, a nie ulegać michelinizacji.

wtorek, 3 maja 2016

485.LEGO

Sam nie wiem - czy to kwiecień tak dał mi do wiwatu, czy to ewolucja stagnacji (znaczy się mła), ale nabrałem ochoty na nowe zajęcie. Na jacht, wypasiony kabriolet i apetycznego escorta mnie nie stać, więc musiało to być coś innego. Żeby utrzymać się w pewnej ekscentryczności od tubylczego głównego nurtu, wybór padł na klocki. Ten "wybór" należy rozumieć ogólnie - nie potrafię zrekonstruować momentu przyjścia mi do głowy tego pomysłu, to musiał być impuls.  Panie, kto to widział, żeby się stary chłop klockami bawił! Uwielbiam ten nasz nietolerancyjny ciemnogród: skarpetki na nogach i na wyobraźni oraz klapki na nogach i na oczach. :-/

Nigdy nie miałem klocków Lego, więc sami rozumiecie - najwyższy czas nadrobić ten brak życiowy. Tylko jedne mnie zakręciły - seria Technic i przystąpiłem do zapoznawania się z tą terra incognita. Nie mam pojęcia ile mi to potrwa - długo na pewno nie. Okaże się dopiero czy jest to bardziej chwilowym rozpaczliwym poszukiwaniem psychicznego wentyla od znużenia życiem zawodowym i prywatnym [edit: stop, pardon, jakim znowu prywatnym? to tylko wegetacja], czy jednak na ileś tam miesięcy lub lat, odżywającym okresowo, jednym z równolegle egzystujących zainteresowań.

Na razie daje to absorbujące zajęcie: grzebanie w necie i latanie po mieście, w poszukiwaniu co i gdzie warto kupić. Samo składanie wedle instrukcji prostych modeli jakie sobie kupiłem jest łatwiutkie i szybciutkie. Nie wiem na razie co mi się będzie bardziej podobało: samo zbieranie i składanie wedle instrukcji, czy budowanie wedle własnego pomysłu (tzw. MOC - My Own Creature), a także jak zareaguję na automatykę (bardziej skomplikowane modele mają napędy poruszające różnościami). Bardzo mało prawdopodobne, żeby to było bawienie się złożonymi już modelami. :-) Choć muszę przyznać, że ze zdumieniem stwierdziłem, iż miałem chwilę zabawy w jeżdżeniu ciężarówką po biurku między papierami. :-D Z pewnością wielkim problemem już jest miejsce na trzymanie modeli.

A poniżej mój drugi w ogóle, a pierwszy śliczny model, "42035. Ciężarówka górnicza".




Tu zaś widać, komu szczególnie przypadła do gustu - nie rusza się z niej na krok i zadowolony patrzy na mnie siedzącego przy biurku.