Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

poniedziałek, 27 listopada 2017

709.Coś zza biurka

Czuję chyba smog - nie w gardle, czy w płucach, lecz jakby w gęstym powietrzu, które mnie otacza. Mniej światła się przez nie przebija. Jego gęstość sprawia, że wolniej się w nim poruszam i zużywam więcej sił na zwykłe działania.

Uruchamianie przyszłości narodu zresetowanej weekendem też znacznie więcej kosztuje - godzina z nimi bardziej rujnuje gardło niż miesiąc oddychania w Krakowie w końcu roku. Co poniedziałek kinderki przychodzą jakby nigdy do szkoły nie chodziły, siebie nawzajem od miesiąca nie widziały, a co to jest to coś za biurkiem to kojarzą mgliście i niezobowiązująco. Dzwonek na przerwę wyzwala zaś stampede - nie daj Boże stanąć na drodze!

Podłość ludzka chciwością napędzana czyha na człowieka na każdym kroku i niczego nie uszanuje, ani nie oszczędzi - pyszne kruche krówki opatowskie są robione na oleju palmowym. A palma wam w ...! no, wiadomo w co.

Muszę przygotować ćwiczenia na jutro, a tak... Hmmm, odruchowo chciałem napisać "nie chce mi się", ale to jednak nie to. Silniejsze jest smutne poczucie, że to będzie wielki wydatek energetyczny. W pewnym (poważnym) sensie - bezużyteczny.

czwartek, 23 listopada 2017

708.Krówki w dołku

Nawpieprzałem się krówek jak głupi. W parę dni opędzlowałem prawie pół kilo. O paru angielskich batonikach ze sklepu z amerykańskimi słodyczami nie wspominając. Listopad daje się we znaki. Wczoraj prezentację na lekcję skończyłem o pół do pierwszej w nocy. Rozbawiła mnie uczennica dopytując się, gdzie kupiłem czapkę, bo takiej szuka. Na tratwie "Meduzy" bosman Żorż urządziła buncik mały i teraz mamy już nie gównoburzę, a gównado na pokładzie, zaś atmosfera stała się koszmarna. 

wtorek, 21 listopada 2017

707.Jarl

Parę dni temu zacząłem oglądać "Wikingów". Jakoś długo nie miałem ochoty na tę tematykę  - chyba z powodu nadmiaru brudu i okrucieństwa, które (słusznie) spodziewałem się spotkać. Po kilku odcinkach jakoś przywykłem i wciągnąłem się tak, że zapewne będę oglądał dalej. Troszkę humor mi posmętniał (jak widać nie jest z nim tak najgorzej, skoro może jeszcze się obniżyć!), kiedy zobaczyłem siebie w dwóch odcinkach - w fizjonomii jarla Bjarniego.

W pracy jesteśmy coraz bardziej zaganiani i coraz mniej kontaktujący. Dopiero co jakaś ćwierć grona siedziała i czekała na radę gogiczną, sarkając na dyra, że się nie zjawia poprowadzić, ani jej nie odwołuje. Sęk w tym, że anonsowana rada odbyła się dnia poprzedniego, z udziałem sarkających rzecz jasna.