Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

czwartek, 25 czerwca 2015

416.Święta Chawdocja

Papiery, papiery, papiery... Wychowawca w coraz większym stopniu staje się urzędnikiem, bądź sekretarką zbierającą i wytwarzającą kwitki, podpisy, raporty, pokwitowania. Słowo nic nie znaczy, liczy się papier i podpis. Patronką nauczycieli, a zwłaszcza wychowawców, powinna zostać święta Chawdocja.*)

Moja klasa wypadła w klasyfikacji dennie i z ocenami i z frekwencją. Trochę to przykre. Takiej klasy (wychowawczej) to jeszcze nigdy nie miałem.

Koleżanka zagadnęła dziś, czy też jestem zmęczony. Właściwie jestem raczej znużony - życiem, jego pustką i bezcelowością. Silny ból w klatce (i ból serca) sprzed kilku dni natchnął nikłą nadzieją, lecz zdaje się że minął. Skądś muszę czerpać energię, żeby się nią dzielić z innymi, a mam poczucie, że brakuje mi jej dla mnie samego. W tym sensie, że starcza na ogarnianie funkcji życiowych, lecz już nie na jakikolwiek, najmniejszy choćby, ogienek rozświetlający wnętrze.

_______________________
*) Chwd - chroń własną dupę. Tak, wiem - możliwe jest i inne rozwinięcie skrótu, szczególnie przydatne do wyrażenia emocji pod adresem systemu oświaty i różnych jego części składowych, co tylko dowodzi trafności wyboru patronackiego tej świętej.

czwartek, 18 czerwca 2015

415.Poradnik dla rodzica na koniec roku

Zbliża się koniec roku i odkrywasz, że oceny potomka mogą być poniżej twoich oczekiwań. Trzeba więc podjąć jakieś kroki w kierunku zadbania o jakość swojego życia.

Podstawowa sprawa – nauczyciel rozdaje oceny wedle swego uznania. Ma je od władz, pełne zestawy od 1 do 6 i od jego tylko widzimisię zależy, jaką danemu dziecku da. Jeśli nie daje takiej jakiej ty i dziecko sobie życzycie, to znaczy że po prostu nie chce. Z wrednoty lub głupoty. Będzie ci wciskał różne ciemnoty o podstawie programowej, zasadach oceniania i takich tam – nie daj się nabrać, to taka bajka dla naiwnych. Jak zechce da dowolną ocenę, tylko trzeba go odpowiednio podejść. Jak się opiera, to - przycisnąć. Nie ze swoich daje, więc nic go to nie kosztuje, że da wyższą. 

Sęk w tym, że nauczyciele to wredne szuje, odgrywające się na dzieciach za swoje porażki życiowe, w dodatku trzymają ze sobą i kryją się nawzajem. Trzeba więc działać umiejętnie i nie dać się nabrać na różne cwane sztuczki, którymi spławiają ludzi.

Podstawowa sprawa – nie umawiać się na spotkanie, lecz działać z zaskoczenia. Co do pory dnia, to są dwie filozofie – przyjść z rana, żeby mieć czas na ponawianie ataków na kolejnych przerwach, gdyby pierwsza rozmowa nie podziałała, oraz druga – zaskoczyć po południu, kiedy zmęczony belfer już chce wychodzić ze szkoły. Jeszcze lepiej trafić na moment kiedy się gdzieś śpieszy. Ważne, by nie dać się spławić, że nie ma teraz czasu – domagać się, że dla ciebie musi mieć, bo jesteś matką i specjalnie przyszłaś (zwolniłaś się z pracy) i nie ruszysz się stąd, jeśli z tobą nie porozmawia.

Będzie ci mówił o zasadach oceniania, że wychodzi taka ocena a nie inna – nie słuchaj. Przepisy, zasady i procedury to biurokratyczna zasłona za którą się chowają. Trzeba ich zza niej wyciągnąć. Kiedy idzie o twój interes, znaczy - twojego dziecka, to żadne prawo nie może cię ograniczać! Jak będzie trzeba obiecaj wszystko, kiedy już wystawi ocenę na jakiej ci zależało, to go olejecie i będzie mógł ci skoczyć.

Powtarzaj: a co by się stało jakby postawił wyższą ocenę? Co mu szkodzi, jak postawi lepszą? Popatrz za co są oceny i drąż w przeciwnym kierunku. Jak jest dużo z prac pisemnych, to pytaj dlaczego nie pozwala twojemu dziecku wypowiedzieć się ustnie, przecież ono tak pięknie mówi. Jak jest dużo z ustnych, to zażądaj wyjaśnień dlaczego nie rozwija umiejętności twojego dziecka w pisaniu, a przecież ono zawsze było chwalone jak ładnie pisze i egzaminy ma pisać, więc czemu on go do nich nie przygotowuje? Robi kartkówki – dlaczego stresuje twoje dziecko? Nie robi kartkówek – dlaczego sabotuje twoje wysiłki na rzecz wypracowania systematycznego uczenia? Domagaj się wyjaśnień, dlaczego robi tak trudne prace i zadaje tak trudne pytania. Dlaczego na sprawdzianie dziecko nie może korzystać z netu i podręcznika? Dlaczego nie stosuje nowoczesnych metod nauczania, które by pozwoliły twojemu dziecku wykazać się zdolnościami? Dlaczego nie wspiera twojego dziecka pochwałami i nie motywuje do sukcesów? Czemu nie rozumie, że twoje dziecko źle reaguje na niepowodzenia, więc stawianie mu jedynek jest szkodliwe i niepedagogiczne?

Jego odpowiedzi nie mają znaczenia i możesz ich w ogóle nie słuchać – zasypujesz go pytaniami, żeby go zdezorientować i otumanić tak, by zrobił co zechcesz. Doskonałą metodą jest powtarzanie tego samego pytania lub zestawu pytań kilka- kilkanaście razy – w końcu zgłupieje i zmięknie. Jak będzie mówił coś krytycznego o twoim dziecku, to ignoruj, albo odrzucaj jako subiektywne i uprzedzone sądy, bez pokrycia w rzeczywistości. Kiedy spróbuje zaczepki: dlaczego dopiero teraz przed samym końcem roku do niego przychodzisz, a nie wcześniej kiedy był czas na poprawianie ocen, zignoruj, albo sparuj, że nikt cię nie informował, dlaczego on cię o tym nie zawiadomił że jest coś nie tak, na co on czekał itp. Niezłe jest pytanie, jakim cudem cały rok było wszystko w porządku, a dopiero w samej końcówce roku nagle piętrzą się  pretensje do twojego dziecka. Zręczne jest wyrażenie zdziwienia, że przez całą edukację wszyscy nauczyciele wyrażali się o twoim dziecku z najwyższym uznaniem, a temu panu/pani raptem coś nie pasuje. Możesz też mu powiedzieć, żeby cię nie pouczał, bo jesteś matką i dorosłym człowiekiem i sama wiesz najlepiej kiedy przychodzić do szkoły dziecka. Dobrze jest płynnie przejść do tego, że oto właśnie teraz przyszłaś i oczekujesz wyjaśnień, bo to jakiś zupełny skandal, żeby twoje dziecko tak ciężko i owocnie pracujące miało dostać tak absurdalnie niską ocenę. A w ogóle to jesteś osoba pracującą, w poważnej pracy a nie do południa tylko - jak w szkole, i czy on sobie wyobraża, że jesteś na każde jego skinienie i będziesz rzucała wszystko i leciała, bo akurat się komuś coś tam zachciało. Pamiętaj – nie pozwól mu przejąć inicjatywy, bądź stroną atakującą. Nie słuchaj jego wyjaśnień, bo niepostrzeżenie może cię wciągnąć w tłumaczenie się.

Dobrze jest przyjść z partnerem lub partnerką – i ustawić się tak, żeby przyprzeć nauczyciela do ściany lub jeszcze lepiej do kąta, optymalnie tak, żeby nie mógł przerwać rozmowy i uciec.

Dobrym pomysłem jest powiedzieć, że się jest lub było nauczycielem, ewentualnie że babcia dziecka była nauczycielką; i tak przecież tego nie sprawdzi. To tak, żeby sobie cwaniaczek nie myślał, że fachowymi słówkami was zdezorientuje. Poza tym to podwójna korzyść: albo możliwość wzbogacenia ataku argumentami „Jak ja uczyłam, to…”, albo wzięcia na solidarność zawodową, że kruk krukowi pisklaka nie zadziobie.

W odpowiednim momencie z wyczuciem zaaplikowany płacz naturalnie może pomóc, ale generalnie metody na uproszenie nauczyciela działały kiedyś, dziś zalecane są raczej metody siłowe, perswazyjne.

Nie proponuj wprost łapówki, to już nie te czasy - nauczyciele się wycwanili i się boją, więc się czają, ale przecież w Polsce każdy bierze. Zapytaj raczej czy może nauczyciel udziela korepetycji, albo czy umówiłby się na prywatne konsultacje, względnie czy dziecko mogłoby przyjść po lekcjach tak prywatnie. Jak widać - trzeba tak okrężną drogą, aluzyjnie.

Jeśli trafi się wam zawzięta swołocz, oporna na zwykłe oddziaływania, to trzeba przejść do silniejszego nacisku. Podnieść głos, także grozić albo konkretnie – pójściem do dyrektora lub do kuratorium, albo mgliście – pójściem wyżej. Koniecznie podkreślając, że tak tego nie zostawicie. Trzaśnięcie drzwiami i wygrażanie pięścią w odpowiednim momencie zawsze się może przydać.

Trzeba się liczyć z  tym, że beton szkolny trzeba łamać długofalowo – jedna rozmowa nie wystarczy. Atakować na kolejnych przerwach, można rozmowy z nauczycielem przeplatać rozmowami z dyrektorem. Nie gardzić rozmową z sekretarkami – to skarbnice wiedzy i mogą, choćby niechcący, podsunąć jakiś pomysł lub punkt zaczepienia do wykorzystania.

I nade wszystko pamiętać – nie słuchać co nauczyciel mówi, tylko powtarzać swoje. Wszystko przecież jest negocjowalne, więc oceny też. Musisz tylko wyszarpać co ci się należy.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

414.Grunt to zacząć...

Jak się zacznie, tak się skończy. Pewnie w przebogatej skarbnicy tzw. mądrości ludowych znalazłoby się coś w tym guście. A co? A tydzień na przykład.

Z roboty wyszedłem w pół do szóstej. Siedzę sobie teraz nad stosem prac. Ledwie napoczętym stosem. Jak na razie lektura szalenie zajmująca: czytam stronę lub półtorej odpowiedzi na zadanie i jedyny komentarz jaki mogę napisać, to: "Owszem, tylko zupełnie nie na temat". W zasadzie byłoby dobrze, gdybym sprawdził ten stosik na jutro, ale to oznaczałoby, że spałbym ze 3 godziny. No, może 4. I tak zresztą jutro będzie foch i dąs Przebudzonych, że nie sprawdziłem dzisiejszych popraw.

Dla urozmaicenia, o pół do dziesiątej (no nie w dzień, przecież!) telefon rozsierdzonego rodzica. Piętnaście minut wysłuchiwania gniewnej tyrady. W tle pokrzykująca o honorze rozindyczona córa, nakręcający się nią papa i ja, z coraz większym trudem zachowujący spokój uprzejmie wyjaśniając, że rozmowa ze mną w tej sprawie nie ma większego sensu, bo nie jestem stroną konfliktu i powinien udać się na rozmowę bezpośrednią z nauczycielem, którego sprawa dotyczy, a jak poczuje się nieusatysfakcjonowany, to do dyrektora szkoły. No, ale przecież papcio musiał się zwentylować i zademonstrować wolę obrony stada. Szkoda tylko że moim kosztem.