Dziwiłem się, czemu jakiś taki zmęczony jestem, prace sprawdza mi się jak po grudzie, aż pewnego pięknego dnia uświadomiłem sobie, że mam 27 godzin (czyli 1,5 pełnoetatowego wymiaru) zajęć plus 2-3 godziny konsultacji, i wszystko stało się jasne. Nauczanie indywidualne mnoży się jak króliki i co i rusz dochodzą nam kolejne obciążenia. A ja stary i naiwny u progu września cieszyłem się, że zapowiada się znośnie obłożony rok. Jeśli dodać do tego niepełne wyleczenie, to mam chyba prawo padać na pysk. Jedyne co robię dla siebie, to podmalowanie paru figurek. Poza tym zwykły smutek i przygnębienie, przykrywane frustrującą pracą. Nie mam o czym więcej pisać.
Samotny w mej małej celi,
samotny jak ona sama,
samotny idę do świata,
samotny stamtąd powrócę.
samotny jak ona sama,
samotny idę do świata,
samotny stamtąd powrócę.
czwartek, 5 marca 2015
sobota, 28 lutego 2015
402.Stare fotografie
Powrót po urlopie i zwolnieniu do pracy, z perspektywy, znajduję trudnym. Zmora pt. sprawdzanie prac hula w najlepsze. Na mostku podnoszą, i tak już nieźle wywindowaną, poprzeczkę swoich popisów. Koleżanka zderzywszy się na radzie załogi z pewnym iście paradnym występem, miała ochotę miotnąć kurwamaciem i wyjść trzasnąwszy drzwiami, ale się pohamowała, w oryginalny zresztą sposób - otóż zaczęła się modlić. Mam tylko nadzieję, że nie modliła się o oświecenie coponiektórych, bo byłoby to stawianiem pana Boga w niezręcznym położeniu, wymagając odeń niewykonalnego. Z niejaką zazdrością patrzyłem na naszego szypra, z jakąż swobodną i pełną luzu nonszalancją podchodzi do kwestii podziału kompetencji i przebiegu procesu decyzyjnego na tratwie - taka nasza nadwiślańska sprezzatura. Z przykrością uświadomiło mi to, że już z tego tylko powodu nie mógłbym być kierownikiem - no nie nadaję się, nie potrafię, do tego trzeba mieć dryg.
Przeglądam od czasu do czasu (wstyd powiedzieć, ale głównie z prokrastynacji) anonse na gejowie i mam jakieś poczucie obcości. Przelatuję wzrokiem i nie znajduję nic, co mogłoby mnie skłonić, lub zachęcić do napisania. Nic, żadnego punktu zaczepienia, pozwalającego stworzyć choć cień złudzenia, że mogłoby z tego wyjść cokolwiek, jakikolwiek ciąg dalszy inny niż niesmak i rozczarowanie, o ile nie gorzej. Zaglądam na stare forum, na którym kiedyś się udzielałem, i nie widzę sensu powrotu tam, ponownego wejścia, choćby wirtualnego, w tęczowy świat. Są tam moje wypowiedzi, które kiedyś napisałem, ale nie ma tam już mnie. Patrzę na to wszystko jak na przeszłość, minioną, zamkniętą, pełną naiwnych nadziei, z których żadna się nie ziściła. Na odeszły w przeszłość świat, niby zamknięty na starej fotografii, będącej świadectwem i zarazem niemym wypomnieniem kiedyś aktualnej rzeczywistości.
niedziela, 22 lutego 2015
401.Czyń, bo minie
Prognoza pogody anonsuje na jutro nawet +10 stopni - w lutym! Jeszcze tylko tydzień i 1/6 roku będzie za nami. Jak ten czas leci!
Bakterie, które od kilku tygodni uprzykrzają mi życie, wciąż bronią się jak Niemce na Ostfroncie. Nie miałbym nic przeciw temu, żeby łykany antybiotyk poskutkował.
Faza figurkowa nadal trwa, pomału, pomaluśku szeregi mężnych wojowników Starego Świata powiększają się.
Obejrzałem sobie wczoraj film "Ten jedyny" / "The One" - wbrew błędnemu opisowi, to nie żadna komedia, tylko dramat; uważam ponadto że całkiem niezły. Porusza ważne problemy naszego światka. Bohater ma problem z zaakceptowaniem swojej tożsamości (orientacji), próbuje stłumić swe skłonności brnąc w związek z dziewczyną, sądząc, że może słowami i siłą woli zmienić swą naturę. Tym samym poruszony został problem odpowiedzialności za innych, uczciwości w życiowych wyborach oraz szczerości wobec siebie i wobec partnera/-ki. Do krzywdzenia bliźniego zła intencja nie jest niezbędna, da się to z powodzeniem robić bez niej. W fabule pojawił się także problem przepadania szans życiowych. Pantha rei, dlatego szanse, okazje, momenty kiedy możemy coś zdobyć czy uzyskać, nie pochwycone gdy była po temu możłiwość, przepadają na zawsze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)