Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

niedziela, 28 października 2012

70.Ale mi dobrze

Uczniowie na koniec gimnazjum mieli czwórki, piątki, szóstki - sprawdziłem w papierach. A większość nie ma pojęcia jak zrobić prostą charakterystykę zdarzenia historycznego. Nie umieją się trzymać tematu. Polecenie "Przedstaw genezę" - piszą o przebiegu i skutkach. II RP to... "Polska ogrodzona". Zamach majowy to "ten Piłsudskiego", lub "ten w Sarajewie".
Wiem że gimnazjum to ciężki kawalek chleba. I nie piszę tego tytułem zarzutu, tylko czystego, bezpodtekstowego zdumienia: Za co oni mieli te piątki i szóstki?!

* * *
Uwielbiam jak ktoś mi wyjeżdża z tekstem: "Ooo! Ale ci dobrze!". Bo w niektóre dni wychodzę z pracy przed 16.00.  Albo w niedzielę nic nie robiłem. Albo że nie mam rodziny i mogę sobie odpocząć w pustym domu.
Było zostać belfrem, to też byś tak wychodziła. Aaa, prawda - za nic w świecie nie mogłabyś pracować z tymi bachorami. A tak - i jeszcze byś je wszystkie wystrzelała.
Że nic nie robiłem w niedzielę? A kto Ci aniele kazał kompulsywnie sprzątać i czyścić to co i tak się już lśni i błyszczy? Poza nerwicą, rzecz jasna.
Taaak... zajebista sprawa wracać do pustego domu. To niezrównanie stabilizujące uczucie pewności, że zastanie się dom takim jakim się go opuściło - wszystkie rzeczy dokładnie w tym samym miejscu. Ma się całą kanapę dla siebie. Przy jedzeniu można bez skrępowania w okno się gapić a nie w czyjąś twarz naprzeciw. Można się swobodnie do poduszki przytulić. Zawsze jest komu opowiedzieć co się miłego i przykrego przydarzylo - sobie samemu.

Zajebiście.

Na okrasę i pociechę, żeby nie było że same wkurwy i smuty - wspaniała Aneta Teodorczuk-Perchuć i "Tango na głos, orkiestrę i jeszcze jeden głos" znane też jako "Ja to mam szczęście".


piątek, 26 października 2012

69.Smutna liczba postu

Jestem wypompowany, czuję się jakby ten tydzień wyssał ze mnie za dużo energii. Chyba belferka to nie jest najlepsze zajęcie dla introwertyka. Jeszcze nasza typowa rada plus dzień otwarty. I na deser moje nieznośne demotywujące cholery jako zamknięcie tygodniowego pensum.
Gdybym jeszcze robotę mógł skompensować podładowywaniem akumulatorków w życiu prywatnym... Może byłoby łatwiej. 
Złapałem się na tym, że znów zdarza mi się precz odwrócić głowę, kiedy na ulicy widzę jakąś parę. Paroksyzm smutku uderza wtedy jak strzał. Po chwili mija, ale i tak nie jestem zadowolony że choć na tę chwilę garda mi opada.
W zasadzie bez sensu jest tak się smucić, skoro w gruncie rzeczy samotność jest dla mnie stanem normalnym od dzieciństwa i takim pozostanie aż do kresu mych dni. Mówi się, że jak czegoś nie możesz pokonać, to polub to. Niby rada sensowna, ale jakoś nie bardzo mi wychodzi jej wdrożenie.

Bo takie życie bez ciepła drugiej bliskiej osoby jest przykre. Jest puste. Smutne jest nigdy nie kochać i nie czuć się kochanym.


środa, 24 października 2012

68.Formalinę!

Ucieszył mnie prawdziwie uczeń na kole dla maturalsów. Znów się zasiedzieliśmy nad zadaniami i zamiast godziny stuknęły dwie z okładem. A ten oznajmił na odchodnym, że w domu poczyta o zagadnieniu, które zupełnie pobocznie zostało poruszone w trakcie naszej pracy, bo - UWAGA! UWAGA! - chce o tym wiedzieć więcej. Od paru lat od żadnego naszego ucznia nie słyszałem czegoś podobnego. Ci, którzy od kilku lat do nas przychodzą pragną czegoś zupełnie innego - broń Boże nie robić nic, ale to absolutnie nic, przed i po dzwonku. A między dzwonkami (na lekcji) jakoś przetrwać przyswajając tak mało wiedzy jak to tylko możliwe i koniecznie - jak najmniejszym, najlepiej zerowym wysiłkiem.

A tu - unikat prawdziwy, w formalinę go, w formalinę! i do izby pamięci jako eksponat.