Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

sobota, 10 października 2020

1162.Największy sukces

Wczoraj prosto z pracy na zakupy i do rodziców. Ponieważ mają niespodziewaną frajdę w postaci goszczenia (już od iluś dni) Dziedzicowej, musiałem wysłuchać Maminych relacji na temat połowicy wnuka. Właściwie byliśmy zgodni w ocenach. I na tym zakończmy ten wątek. Prosto od rodziców do IKEI po kilka drobiazgów. Wróciłem i nie padłem - byłem zbyt nakręcony tempem, żeby paść.

Dziś pojechałem do hipermarketu na małe zakupy, bo rozwój sytuacji epidemicznej  sugeruje, że wkrótce taka wyprawa może być utrudniona. Jak zacząłem dokładać do koszyka niezbędne produkty, to musiałem wziąć drugi koszyk i zakupy zrobiły się duże. Dobrze, że plecak wziąłem. Uprzedzając szydercę z północnych kresów - żadnego produktu nie wziąłem więcej niż dwie sztuki, z wyjątkiem suszonych: drożdży i zakwasu, których wziąłem zapas na 14 chlebów; te ostatnie to konieczność, bo nigdzie koło mnie ich nie ma (podobnie zresztą jak większości pozostałych produktów).

Wracając z marketu zobaczyłem na ścianie ogromny mural z napisem "Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego". Przyszło mi na myśl, że właściwie ta dyrektywa wskazuje na jedną z głównych przyczyn tego, że jestem sam. O kochaniu nie ma najmniejszej mowy - udało mi się przyzwyczaić się do siebie i to jest chyba maksymalny możliwy na tym polu sukces, na jaki mnie stać.


piątek, 9 października 2020

1161.Grzmoty

Właśnie skończyłem pracę, a zacząłem przed ósmą rano. Nie mam pojęcia czy część nie pójdzie na marne - tratwiane ksero jest tak kiepskiej jakości, że mapy i ilustracje w zadaniach mogą być zupełnie nieczytelne i nie będę miał co uczniom dać do pracy. 

Po drodze było szkolenie pandemico modo, czyli w modnej formie webinarium. Śmiechu warte. Osoba prowadząca przeważnie była schowana za zdjęciem profilowym, z rzadka tylko pokazując się na żywo. Również zza zdjęcia opisywała rzeczy, które należało zademonstrować, żeby zrozumieć jak to się w ogóle robi. Radiowy kurs jogi dla początkujących po prostu. 

Gwałtowne przyśpieszanie pandemii zagęszcza czarne chmury nad edukacją - zdalne nauczanie zdaje się zbliżać jak grzmoty anonsujące zbliżanie się chmur  burzowych. Padam na pysk, i modlę się żebym się nie rozchorował, bo tak złachany organizm wydaje się nadzwyczaj łatwym łupem dla byle świństwa. 


piątek, 2 października 2020

1160.Bez wentyla

Praca w nowych warunkach jest bardzo męcząca. Poziom zagonienia nieporównanie wyższy. Do tego ta koszmarna ilość godzin. Z każdym  zespołem pomocy pedagogiczno-psychologicznej zwalają się kolejne ciężkie informacje na temat kolejnego dziecka. Robi się tego za dużo. Brakuje mi jakiegokolwiek wentylu bezpieczeństwa. Dziś spałem  sumie może półtorej godziny - jak mnie głowa zaczęła boleć w drodze powrotnej z pracy tak trzymała do rana. Dobija wówczas bezradność wobec takiej przypadłości. Robi mi się niedobrze kiedy siadam do sprawdzania prac - to już niestety nie przenośnia, co mnie zaczyna niepokoić z uwagi na przyszłość.