Matko Bosko Sudańsko! Gorąc. Mimo to (dla ruchu) wracam pieszo, tyle, że wybierając cienistą stronę.
Dzieciaków może połowa. Ciężko dysząca połowa. Tratwy Meduzy nie projektowano na takie upały.
M. szczebiocze na przerwie radośnie, moja chłodna powściągliwość zupełnie nie zwraca jej uwagi. Dość to zabawne w kontekście tego, jak wysoko ocenia swoją empatię i otwarcie na ludzi.
Zaniosłem dyrowi wykonaną robotę i wskazałem co musi pilnie zrobić, żeby można było ruszyć z tym dalej (a koniec roku już w połowie przyszłego tygodnia!). Kolega po wyjściu z gabinetu rozbawiony jak upalona norka: "- Chyba nie sądzisz, że on ci to zrobi w tym tygodniu?!".
Co i rusz - rankiem wyglądając z okna, za dnia rzucając okiem na lazurowe niebo, na skąpaną w słońcu kamienicę, mam przebłyskowe wspomnienia Rzymu. Tym częstsze im cieplej i słoneczniej się robiło.