Piękna ciepła pogoda. Na podwórzu drzewo już obsypane zielonym pyłem.
Nowe dolegliwości; i to nawracające, coraz natrętniejsze pytanie: czy to już przedsmak starości?
Forsowne sprawdzanie ostatnich prac w klasach maturalnych, aby zdążyć przed strajkiem. Ciekawe ile on potrwa.
Propozycja rządowa podniesienia pensji i pensum w 2023 roku bardziej mnie rozbawiła niż wkurzyła. Bezczelny tupet prymitywnego ćwierćinteligenta, mającego rozmówców za idiotów pomieszany z brutalizmem chama kompletnie lekceważącego kogoś, kogo uznał za nieprzydatnego. Dyktatura ciemniaków w rozkwicie.
Podniesienie pensum z 18 do 24 godzin, czyli o 1/3, nie oznacza przecież że godzin będzie więcej, czyli tę samą liczbę godzin podzieli się nie przez 18, a przez 24, co oznacza globalnie, że z czterech nauczycieli zwolni się jednego. Lokalnie zaś oznacza, że nauczyciel który teraz ma chudy etat - jak ja na tratwie, będzie miał tylko 3/4 etatu, a więc cóż mu po tym, że pensja wzrośnie, kiedy będzie dostawał jej tylko 75%?
Warto też zauważyć, że zwiększone pensum to więcej uczniów. W moich realiach oznacza to, że przy etacie miałbym nie ok. 250, a 360 uczniów. Czy ktokolwiek sobie wyobraża, że w tych warunkach można realizować jakąkolwiek indywidualizację podejścia? Chyba tylko kompletny głupiec za ministerialnym biurkiem. Spora część takiego tłumu będzie zupełnie anonimowa! Jak ja mam wyłowić w takiej przelewającej się masie uczniów wymagających jakiejkolwiek pomocy?