Jakiś czas temu koleżanka poleciła mi serial "Trzynaście powodów". Troszkę odczekałem, jakby czekając chwili, kiedy poczuję odpowiedni nastrój do tego tematu. Całość ma 13 odcinków (jeden sezon, szykują drugi), ale przy pierwszym, gdzieś tak w połowie, miałem poczucie pewnej irytacji pomysłem spiritus movens całej intrygi. Jednak ani się obejrzałem, jak mnie to wciągnęło tak, że za jednym zamachem obejrzałem 9 odcinków, tęgo zarywając noc.
Serial dotyczy problemu nękania i samobójstw wśród nastolatków. W trakcie oglądania zdałem sobie sprawę, że patrzę na to w dużym stopniu z zawodowego punktu widzenia. Kolegom belfrom mogę zasugerować oglądnięcie, bo być może w jakimś stopniu przyda im się to do wyostrzenia spojrzenia i wyczulenia na pewne zachowania młodzieży.
Nie chcę spoilerować, więc ogólnie wypowiem się, że mam wrażenie, że być może troszeczkę niepotrzebnie połączono dwa zjawiska, zamiast rozbić je na dwa różne przypadki (z uwagi na to, że jak się okazuje, szykują drugi sezon). A tymczasem każde z nich w praktyce może doprowadzić do samobójstwa młodego człowieka.
Niestety, ale nie mogę się powstrzymać przed notatką ze sztambucha Ropucha. Po obejrzeniu (właśc. pochłonięciu) tego serialu przyszła mi na myśl pewna osobista refleksja. Patrząc na całe swoje życie, mam poczucie że na pytanie czy warto było się nie zabijać te circa 30 lat temu, odpowiem jednak - nie było warto. Ale to tylko ja, proszę się tym nie sugerować, bo każdy przypadek jest inny.