Jeśli ktoś miał jakieś jeszcze tlące się nadzieje, że kapitan naszej tratwy ma jakieś plany i zamiary działań na rzecz podniesienia naszych notowań, to rozwiały się one jak sen złoty. Choć to chyba niezbyt trafna metafora, bo spodziewamy się, że sen złoty znikłby z pewnym subtelnym brakiem nadmiernego pośpiechu i z pewnością bez jakiejkolwiek gwałtowności. Tymczasem dynamizm, z jakim na mostku ucięto próbę poruszenia tematu naszego lotu nurkowego ku dnu, zawstydziłby pana Wołodyjowskiego, Flasha Gordona i Hana Solo przyśpieszającego swoim "Sokołem" do nadświetlnej. Przekaz jest absolutnie jasny: problemem spadania w rankingu nie będziemy się zajmować. Koleżanka skwitowała to dobitnie: "Normalne grono powinno na coś takiego zareagować votum nieufności!" Ale cóż - dawno zauważyłem, że nie jesteśmy normalnym gronem, tylko mieszaniną konformistów i oportunistów z domieszką wycofańców. Należałoby się wynieść stamtąd do lepszej szkoły, ale z ulicy nikt mnie nie zatrudni w obecnej sytuacji na rynku, a znajomości nie mam.
W gruncie rzeczy rozumiem i jakoś bliska stała mi się postawa tych pasażerów "Titanica", którzy spokojnie wrócili do swoich kabin i salonów, czekając na nieuchronny koniec.