Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

poniedziałek, 7 marca 2016

472.Przejedź się

Dla odmiany niejakiej, żebyście, czcigodni Czytelnicy i Czytelniczki, nie darli dzioba, że tu tylko same smuty i smęty, filmik z przejazdu po gigantycznej polskiej makiecie kolejowej. 13x28 metrów ma ten mastodont, 900 metrów torów i 14 kilometrów (sic!) kabli. Największe wrażenie na mnie zrobiła jednak fantastycznie zrobiona niska zieleń. 
Fajnie byłoby mieć w domu miejsce, żeby sobie coś podobnego (tylko rzecz jasna duuużo mniejszego) podziergać.


sobota, 5 marca 2016

471.W kabinie

Jeśli ktoś miał jakieś jeszcze tlące się nadzieje, że kapitan naszej tratwy ma jakieś plany i zamiary działań na rzecz podniesienia naszych notowań, to rozwiały się one jak sen złoty. Choć to chyba niezbyt trafna metafora, bo spodziewamy się, że sen złoty znikłby z pewnym subtelnym brakiem nadmiernego pośpiechu i z pewnością bez jakiejkolwiek gwałtowności. Tymczasem dynamizm, z jakim na mostku ucięto próbę poruszenia tematu naszego lotu nurkowego ku dnu, zawstydziłby pana Wołodyjowskiego, Flasha Gordona i Hana Solo przyśpieszającego swoim "Sokołem" do nadświetlnej. Przekaz jest absolutnie jasny: problemem spadania w rankingu nie będziemy się zajmować. Koleżanka skwitowała to dobitnie: "Normalne grono powinno na coś takiego zareagować votum nieufności!" Ale cóż - dawno zauważyłem, że nie jesteśmy normalnym gronem, tylko mieszaniną konformistów i oportunistów z domieszką wycofańców. Należałoby się wynieść stamtąd do lepszej szkoły, ale z ulicy nikt mnie nie zatrudni w obecnej sytuacji na rynku, a znajomości nie mam. 
W gruncie rzeczy rozumiem i jakoś bliska stała mi się postawa tych pasażerów "Titanica", którzy spokojnie wrócili do swoich kabin i salonów, czekając na nieuchronny koniec.

wtorek, 1 marca 2016

470.Sztormowe haiku

Jakaż paskudna pogoda  - przenikliwa wilgoć i ponura szarość. 

Kolejne szkolenie mijające się z rzeczywistymi potrzebami placówki. Zdumiewające jak z mostka kapitańskiego może być źle widać co się dzieje na pokładzie naszej tratwy Meduzy. Rozjazd można by zobrazować jako wiersz haiku na temat zachodzącego (albo wschodzącego, ganz egal) słońca, w sytuacji wymagającej piętrowej wiąchy na wywołanie całej załogi do alarmu sztormowego. 
Nasza tratwa degraduje się na najsłabsze przewozy, a my z powagą dyskutujemy o odpowiednio chwytliwych nazwach poszczególnych klas pasażerskich, kiedy faktycznie i tak wszystkich wpakujemy do bambusowej nadbudówki. Prawdziwie zdumiewające jest, jak niektórzy potrafią wierzyć, że wystarczy wywiesić atrakcyjną nazwę na krzywym patyku na molo, a klientela nawet nie zauważy, że wsiada na tratwę, a nie na porządnego pasażera.