Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

sobota, 11 stycznia 2020

1062.Nowa dyscyplina sportowa

Cztery dni w pracy, a czuję się jakbym był czternaście (bez przerwy). W piątek miałem poczucie, że przydałoby się poprzeplatać każda godzinę drugą dodatkową, żebym mógł się ze wszystkimi sprawami wyrobić. Nowa, psiakrew, dyscyplina sportowa - cwał z przeszkodami na orientację. A nadchodzący tydzień nie zapowiada się dużo lepiej - sama radość klasyfikacji śródrocznej à la Meduse, to aż nadto dość żeby przyprawić o ciężki ból głowy i myśli samobójcze.

Kupuję modele i odkładam na półkę, teoretycznie robiąc wciąż T-34 - z listopada jeszcze. Żenada że to szukanie i kupowanie to jedyne co mi z prywatnego zajęcia pt. zainteresowania zostało*).😣

_________________________________________
*) Czytania tu nie liczę, bo to jak oddychanie.

środa, 8 stycznia 2020

1061.Akompaniament

Za mało snu. Jakaś niepewność, czy należycie ogarniam pracę. Trudno wykrzesać z siebie jakiś większy zapał do lekcji, które mijają jak widoki za oknem telepiącego się pociągu. 
Próby powrotu do modelarstwa wskrzesiły niezniszczalne demony - dylematy np. która farba należycie odda kolor niemieckich pojazdów w II wojnie. To jest ten kolosalny komfort malowania figurek i pojazdów fantasy - wolność kreacji, swoboda wyboru barw i odcieni. 
Wróciłem do "Gotham", które dość dawno temu porzuciłem po trzech czy czterech pierwszych odcinkach. Teraz oglądam szarpanymi porcjami po kilka minut. Właściwie w podobnie optymistycznym klimacie płynie lektura poduszkowa, czyli miniseria przygód Komornika pióra (klawisza?) Michała Gołkowskiego. Nie mam siły czytać dokładnie, więc co i rusz przeskakuję po akapitach. Rozbawił mnie pomysł (być może swoistym nowatorstwem, bo nigdy się z tym nie spotkałem), że Jezus z Nazaretu to był  w rzeczywistości Lucyfer w nieudanej misji dogadania się z Najwyższym. Tak, Gotham & postApo jakoś tak zgrabnie tworzą akompaniament.

poniedziałek, 6 stycznia 2020

1060.***

W nocy (jakby nie mogła sobie przypomnieć wcześniej...) dzwoni Schwester, żebym następnego dnia poszedł do rodziców, bo ojciec znowu się wywalił i trzeba zabrać tremo z jego zasięgu rażenia, nim w nie trafi. Poszedłem, zabrałem i eksplodowałem. Znów spróbowałem tematu bezpieczeństwa, podtrzymania kondycji i przedłużenia sprawności. Nie da się przemówić do rozsądku komuś, kto tego rozsądku nie posiada. Na poważne argumenty szyderczy rechot głupca. Całe życie to samo - rodzina to idioci, którzy o niczym nie mają pojęcia, a LUDZIE to źródło wszelkiej mądrości, z którego tylko on czerpie, bo my jesteśmy na to za głupi. 

Każde takie zderzenie odchorowuję przez kilka dni, coraz częściej - także już perspektywę pójścia tam. Głupie, niepotrzebne i bezużyteczne życie - moje.

Komentarze niemile widziane.