Cztery dni w pracy, a czuję się jakbym był czternaście (bez przerwy). W piątek miałem poczucie, że przydałoby się poprzeplatać każda godzinę drugą dodatkową, żebym mógł się ze wszystkimi sprawami wyrobić. Nowa, psiakrew, dyscyplina sportowa - cwał z przeszkodami na orientację. A nadchodzący tydzień nie zapowiada się dużo lepiej - sama radość klasyfikacji śródrocznej à la Meduse, to aż nadto dość żeby przyprawić o ciężki ból głowy i myśli samobójcze.
Kupuję modele i odkładam na półkę, teoretycznie robiąc wciąż T-34 - z listopada jeszcze. Żenada że to szukanie i kupowanie to jedyne co mi z prywatnego zajęcia pt. zainteresowania zostało*).😣
_________________________________________
*) Czytania tu nie liczę, bo to jak oddychanie.