Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

piątek, 14 kwietnia 2017

601.Pyrganie i targanie

Trzeci dzień w IKEI. Jak się nie ma autka, to trzeba niestety pyrgać i targać po troszku autobusem. Choć przecież powinienem się cieszyć, a nie stękać, bo mam w Syrenim Grodzie luksus łatwej  i dobrze zorganizowanej komunikacji. Naprawdę współczuję mieszkańcom mniej fartownych pod tym względem miejscowości. Pamiętam jak się nam okresowo mieszkało w małej dziurze, to trzeba było starannie planować wyjazdy i zakupy - istna wyprawa!
Mieszkanko robi się jeszcze mniejsze - jak dziupelka. A i tak mam wrażenie, że przestrzeni gablotowej na przyszłe modele zostało niewiele. Ach, wygrać w totka i sprawić sobie mieszkanie w rozmiarze luksusowym - salon, sypialnia i biblioteka. Żeby spadkobiercy mieli więcej do wynoszenia i wyrzucania. Widuję od czasu do czasu  takie sceny - kontener pod domem i robotnicy wyrzucający na kupę rzeczy po zmarłym. A teraz siedzę przy kompie i tak się rozglądam wokół... Pokój z wolna zamienia się w przytulne gniazdko, dopasowane do mnie jak rękawiczka, jak trumna w której kiedyś znajdą trupa.

A żeby różni szydercy nie kpili, że tylko smęty&smuty, to pewną radość przyniosło mi odkrycie piwa ze Zwierzyńca w sklepie, w którym robię zakupy. Wprawdzie nie w klasycznych butelkach zwanych handgranatami, ale też smaczne. Ładnych kilka lat już go nie piłem. A powrót do piwa, jak już wspominałem, to Hanysowi Wędrowniczkowi zawdzięczam, któren mi jakoś o piwie przypomniał.

czwartek, 13 kwietnia 2017

600.Bez jubileuszu.

Jakoś dziwnie szybko te parę ostatnich dni przeleciało.

W pracy już ostatnie przymiarki do oblewania, nie wielkanocnego, tylko klasyfikacyjnego. Parę okazów, mimo moich dobrych chęci i wysiłków, też będę miał na koncie.

Zdradliwa wiosenna pogoda weszła w konszachty z moim zatokami - na razie stosunkowo nie groźnie, ale cieszyć się jeszcze nie mam z czego.

Kończę 4 część cyklu "Opowieści z meekhańskiego pogranicza" Roberta M. Wegnera. Bardzo dobra polska fantasy. Najbardziej podobają mi się  wątki Laskolnyka i Górskiej Straży.

W pracy kolejne osoby zauważają mój marny nastrój. A z czego ma być dobry?

Wczoraj na zakupach zauważyłem ładny drobny element wystroju wnętrza w kolorze pasującym do Emusiowego salonu. Zadzwoniłem czy mu kupić. Kupić. I jeszcze coś tam, też kupić. Dobrze, kłopot żaden. 
Okazało się także, że jednak się nie spotkamy przed świętami, bo "taki zalatany jest". Cóż, nihil novi.

sobota, 8 kwietnia 2017

599.Na mszy

Jeszcze tylko trzy dni robocze do Świąt. Wielkanoc jednak nie ma takiego klimatu jak Boże Narodzenie, choć przecież z religijnego punktu widzenia to znacznie ważniejsze święto. Po raz pierwszy od dłuższego czasu byłem na mszy - można powiedzieć z konieczności, nie z własnej potrzeby. Być może ta przerwa pozwoliła mi patrzeć na to z dystansem, choć złapałem się na tym, że na samym początku chciałem odruchowo, jak reszta się przeżegnać wygłaszając stosowną formułkę - jednak lata szkolenia robią swoje. Potem jednak patrzyłem sobie na to magiczne theatrum z pewnym zainteresowaniem. Bogaty rytuał złożony z różnorakich czynności, pełen urozmaicenia gestem, śpiewem tworzy spektakl mający kreować stan wiary że uczestniczy się w czymś większym, głębszym, nadnaturalnym niż zwykłe życie. W istocie rzeczy ta manipulacja nie różni się od tańca indiańskiego szamana, który z grzechotkami tańczy wokół jakiegoś świętego ognia. Skomplikowana forma ma sugerować kontakt z wyższymi siłami, które sprowadzą na nas pomyślność. Niezrozumiałość należy interpretować jako wyższy stan świadomości. Ci, którzy tę formę akceptują bez zastrzeżeń są nazywani wiernymi, a tych którzy wskazują na pustotę tych rytuałów zbywa się stwierdzeniem, że są w pewien sposób upośledzonymi nieszczęśnikami, którzy nie dostąpili łaski wiary. Wierzący przy tym domagają się dla siebie szczególnej ochrony, z wsadzaniem do więzienia włącznie ("obraza uczuć religijnych"), co i tak jest wielkodusznym ustępstwem z ich strony, bo jeszcze historycznie nie tak dawno temu, w ogóle odmawiali niedowiarkom prawa do dalszego życia. Zabawne jest, że dla "objawień na szybie, murze itp."już ta gorliwość do nietykalności czyjejś wiary wygląda inaczej.

Cóż, zalęknione potęgą natury zwierzątko szukające jakiegokolwiek sposobu choć minimalnego zwiększenia swoich marnych szans, wciąż w nas siedzi i krzyczy ze strachu. Wysila się więc, jak by tu znaleźć dojście do Najwyższego. Bo ktoś przecież nad tym wszystkim musi stać.