Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

wtorek, 19 kwietnia 2016

482.Nocne warzenie zła

Jedenasta na zegarze, już wiele więcej dziś nie posprawdzam, bo raniutko trzeba wstać. Trzeba jeszcze zapisać właśnie ułożony sprawdzian na jutro. Będzie płacz i zgrzytanie zębów. Moje, rzecz jasna - przy czytaniu tego co mi tam powypisują. 
Powtarzam sobie, że muszę się hamować z kupowaniem książek, ale niewiele to daje. Ani się obejrzę, a wracam z miasta z książką w torbie (Za ćwierć ceny takie interesujące opracowanie!), albo odchodzę od kompa złożywszy zamówienie (Oj, niewiele już zostało egzemplarzy, a koniecznie warto to przeczytać!). Główny stos książek do przeczytania właśnie osiągnął 112 cm. Słabym i grzesznym, wiem... Żebym jeszcze w ogóle miał miejsce na te grzechy! :-((

sobota, 16 kwietnia 2016

481.Optymizm wiosenny co trwa rok cały

Krótka wizyta u M. Obrzuciła mnie wzrokiem i skwitowała, że wyglądam na zgaszonego i przewlekle zmęczonego. 
Trudno ukryć - wiosna tegoroczna jakaś ciężka. Zbyt mało śpię, z pracy wracam jak wymłócony, potem strasznie ciężko mi idzie sprawdzanie prac. W weekendy nie mam kiedy odsapnąć, o odpoczynku nie wspominając, bo prace czekają. Do tego końcówka klas trzecich oznacza skumulowanie się ostatnich prac, a przecież pierwsze i drugie też nie mogą czekać. Gdybym robił testy z zadaniami zamkniętymi, to by sprawdzanie szło rach-ciach, ale przy zadaniach otwartych, jakie preferuję, i w ćwiczeniach ze źródłami odpowiedzi są bardziej skomplikowane i czasochłonne w sprawdzaniu. Czuję się przytłoczony pracą, z przyjemności mam tylko czytanie, lecz i to trudno nazwać prawdziwym oderwaniem się, bo czytam opracowania historyczne, więc w zasadzie to literatura zawodowa. Z jednej strony pocieszam się, że już niedługo odejdą klasy trzecie i troszkę godzin i harówki mi ubędzie, lecz z drugiej strony przecież zacznie się młyn maturalny, a zaraz po nim końcoworoczne urwanie głowy. Snułem plany, żeby może na majówkę wyskoczyć sobie do Wilna, ale jak zwykle rozeszło się na niczym. Wycieńczająca, bezproduktywna praca i potem śmierć kończąca małe, bezsensowne życie - tak widzę swoją przyszłość.

środa, 13 kwietnia 2016

480.Rzut syfonem o ścianę

Obserwuję od jakiegoś czasu częste występowanie pewnej cechy w przyszłości narodu: przerost ego w otoczce infantylizmu. 

Zdumiewająco wielu młodych ludzi ma (bezpodstawnie) wysokie mniemanie o sobie w kontekście szans jakie się przed nimi otwierają, względnie - na nich czekają. Sprawiają wrażenie, jakby szczerze wierzyli, że mogą mieć co zechcą, bo im się to należy i właściwie sama ich wola wystarczy do uzyskania. Tego, że w życiu do realizacji celów z reguły oprócz pragnienia potrzebny jest jeszcze znaczny wysiłek, zupełnie nie biorą pod uwagę, czy też wręcz z góry odrzucają. "Chcę" utożsamiają z "mam". Na żądanie włożenia jakiegoś dłuższego, większego wysiłku w pracę dla osiągnięcia zachcianki, reagują frustracją i agresją, traktując jako bezpodstawne szkodnictwo wymierzone w ich fundamentalne prawa ludzkie. Przekonani, że osiągnięcie czegokolwiek jest w zasadzie niemal wyłącznie funkcją ich woli, nie są gotowi ani na trzeźwą ocenę swoich możliwości, ani na porażkę. Zderzając się jednak w młodzieńczym wieku z rzeczywistością często popadają w frustrację prowadzącą do obniżenia samooceny. Oto i paradoksalna pętla - od przerostu ego do niskiej samooceny. 

Mam wrażenie, że część odpowiedzialności za kształtowanie takich postaw ponosi otaczający nas świat z bałamutnym i oszukańczym przekazem: "Możesz być kim chcesz! Nie daj się ograniczać!", a część - rodzice hodujący swe pociechy do wyższych celów. Obserwuję od ładnych kilku lat stały przyrost tych ostatnich - mam podejrzenie, że jest to efektem stołecznego zasysania "nowej klasy średniej". Klasy zachłyśniętej swym sukcesem życiowym, który na ogół bezpodstawnie przypisuje wyłącznie sobie, i traktującej innych z mniej lub bardziej skrywanym poczuciem nuworyszowskiej pogardy.