Ze świata co nas oplata.
Jak wam się podoba praca naukowa pod tytułem: "Przebieg procesu jednoczenia Włoch w latach 1858-1871 na podstawie relacji ówczesnej prasy polskiej"? Student musiałby się nad nią chyba napracować, ale w końcu praca semestralna to jednak wymaga pewnego wysiłku.
A nie, przepraszam. To habilitacja.
Na forum kapitanów jednostek pływających (nie wszystkie wszak są tratwami) jeden z nich szukał u kolegów porady: "Nauczyciel porównał szkołę do folwarku Orwella - czyli
jednoznacznie dyrektora do świni (mam to na piśmie). Można go ukarać za
obrażanie pracodawcy?" Mnie by się tak zaraz nie skojarzyło - żem nierogacizna, ale pewnie dlatego nie nadaję się na kapitana, choćby tratwy.
* * *
Przeczytałem niedawno u kolegi Pyrlandzkiego westchnienia za motylkami w
brzuchu. Cóż, i dla mnie to uczucie nieznane. Ktoś powie, że przecież
mogę go jeszcze zaznać. Owszem - jak sobie w letni dzień na łące nałapię
motylków i je zjem. To tyle z dostępnych opcji. Przykro.