Wszystkim poczciwym ludziom, którzy złożyli mi życzenia świąteczne - serdecznie dziękuję.
Święta były i się zmyły. Kolejne odhaczone, tak jak kolejny rok życia. Wszystko jedno co weźmiemy sobie za punkt odniesienia miary, nie zmieni to faktu, że zasygnalizuje nam zniknięcie kolejnej porcji naszej egzystencji. W tym wypadku - porcji 365 dni.
Wigilia i pierwszy dzień - tradycyjnie, z rodzinką, w mikrogronie. Drugiego dnia zostałem w domu i nie wychodziłem nigdzie aż do dziś (do poniedziałku). Patrzyłem na mroźne, oprószone śniegiem ulice i nie przychodził mi do głowy żaden powód by opuścić ciepłe mieszkanie. Towarzystwa dotrzymywały mi świeczki i po kawałku oglądane pierwsze sezony "Gry o tron". Całkowita cisza i pustka.
Dziś dopiero wyszedłem po zakupy - bardziej jako pretekst do wyjścia niż aprowizacyjna konieczność. Przy okazji musiałem się ogolić, likwidując kilkudniową brodę. Ostatni raz taką miałem chyba ponad 20 lat temu.
Z niechęcią myślę o powrocie do pracy; być może odzywa się mój perfekcjonizm i samokrytycyzm, na pewno zaś - niechęć do tego czym stała się dziś szkoła średnia.
PT Czytelniczki i Czytelnicy mogą w najbliższych dniach zaglądać tu bez obaw - podsumowania roku i postanowień noworocznych nie będzie.