Rozmowa z mamusią przyszłości narodu. Belfer tłumaczy się czemu oceny jej pociechy są takie chudzieńkie i niekorespondujące z oczekiwaniami.
"Tę jedynkę dostał bo na sprawdzianie ściągał ze smartfona, a tę..."
"Jaś nie ma smartfona!"
Nauczyciel podaje cechy charakterystyczne.
"Hmm... No ma."
* * *
Jaś wyparował. Wychowawca pisze do ojca sms:
"Janek był na pierwszych 3 lekcjach, potem zniknął."
Po chwili dostaje sms od papy:
"DLACZEGO SIĘ ZERWAŁEŚ??!!!"
* * *
Przyszłość narodu zainteresowała się oceną zachowania. Jaś dopytuje się:
"A ta praca na rzecz środowiska, to może być opieka nad zwierzętami?"
"Jakimi zwierzętami?"
"Bo ja się siostrą opiekuję. Taka [tu unosi rękę nad ławkę, demonstrując wielkość] małpa."
Ponury głos z boku:
"A ja się użeram z hieną."
Aha, Zosia znowu widziała się z tatusiem.
* * *
Samotny w mej małej celi,
samotny jak ona sama,
samotny idę do świata,
samotny stamtąd powrócę.
samotny jak ona sama,
samotny idę do świata,
samotny stamtąd powrócę.
środa, 30 kwietnia 2014
niedziela, 27 kwietnia 2014
316.Groza wycieczki
Korespondują z tym mądre zalecenia po kolejnej kontroli, która nas nawiedziła. W wycieczce szkolnej jednymi z najważniejszych zadań jest np. zebranie wszystkich podpisów uczestników, że zostali poinformowani i zapoznani z regulaminem wycieczki. Regulamin winien być dopasowany do danej konkretnej wycieczki - nie może być po prostu "regulaminem wycieczek", lecz regulaminem "tej konkretnej".
Konieczne jest pisemne potwierdzenie, że uczestnicy wycieczki zostali zapoznani z planem, założeniami i programem wycieczki - winni potwierdzić to własnoręcznym podpisem. Ciężkim błędem jest niepojmowanie sprawy tak podstawowej i oczywistej, że kierownika wycieczki nie wolno liczyć jako opiekuna. Bo to dwie absolutnie różne osoby. A więc jeśli klasa idzie na wycieczkę z wychowawcą, to znaczy, że nie ma opiekuna, bo wychowawca jest kierownikiem wycieczki, a co za tym idzie podanie, że liczba opiekunów wycieczki wynosi 1 jest poświadczeniem nieprawdy.
Absolutnie niedopuszczalne jest dawanie uczniom na wycieczce jakiegokolwiek czasu wolnego. Bo to oznacza, że uczniowie są pozbawieni opieki. A więc nauczyciel ma obowiązek zajmować się uczniami przez cały dzień wycieczki - od rana do nocy, w taki sposób by mieć ich wszystkich pod swoją kontrolą - czyli w zasięgu wzroku i głosu. Oczywiście, odpowiada także za to co uczniowie robią w nocy. To że też potrzebuje snu, nie jest żadnym wytłumaczeniem, tylko wykrętem od niewłaściwej organizacji wycieczki.
Konieczne jest pisemne potwierdzenie, że uczestnicy wycieczki zostali zapoznani z planem, założeniami i programem wycieczki - winni potwierdzić to własnoręcznym podpisem. Ciężkim błędem jest niepojmowanie sprawy tak podstawowej i oczywistej, że kierownika wycieczki nie wolno liczyć jako opiekuna. Bo to dwie absolutnie różne osoby. A więc jeśli klasa idzie na wycieczkę z wychowawcą, to znaczy, że nie ma opiekuna, bo wychowawca jest kierownikiem wycieczki, a co za tym idzie podanie, że liczba opiekunów wycieczki wynosi 1 jest poświadczeniem nieprawdy.
Absolutnie niedopuszczalne jest dawanie uczniom na wycieczce jakiegokolwiek czasu wolnego. Bo to oznacza, że uczniowie są pozbawieni opieki. A więc nauczyciel ma obowiązek zajmować się uczniami przez cały dzień wycieczki - od rana do nocy, w taki sposób by mieć ich wszystkich pod swoją kontrolą - czyli w zasięgu wzroku i głosu. Oczywiście, odpowiada także za to co uczniowie robią w nocy. To że też potrzebuje snu, nie jest żadnym wytłumaczeniem, tylko wykrętem od niewłaściwej organizacji wycieczki.
W razie by się ktoś nie domyślił - mówimy o młodzieży licealnej. Jak ma wyglądać przygotowywanie ich do życia, skoro próbujemy roztoczyć nad nimi totalną kontrolę i opiekę? Upupiamy ich i tyle.
I teraz zagadka dla Was, drodzy Czytelnicy - ile razy Mr Aberfeldy musi upaść na głowę, żeby przy takich uregulowaniach pojechać z klasą na jakąkolwiek wycieczkę?
I teraz zagadka dla Was, drodzy Czytelnicy - ile razy Mr Aberfeldy musi upaść na głowę, żeby przy takich uregulowaniach pojechać z klasą na jakąkolwiek wycieczkę?
piątek, 25 kwietnia 2014
315. Znów odchodzących żegnam ślad
No i poszły moje diablęta weneckie w świat. Trzyletnia wspólna wędrówka przez życie dobiegła końca. Jestem zbyt zmęczony, żeby to do mnie już dotarło - że nigdy już wszyscy nie spotkamy się, że nie będzie już żadnych wspólnych zajęć. Grupa społeczna o nazwie klasa prof. Aberfeldy'ego przestała istnieć - dziś przeszła do historii. 30 młodych ludzi poszło każdy w swoją stronę. Zostały mi po nich tylko blaknące wspomnienia i zdjęcia w pożegnalnym albumie, który mi ofiarowali.
Bardzo źle jest zorganizowane zakończenie roku klas trzecich - zamiast pożegnania, które powinno przebiegać w jakiejś miłej, spokojnej atmosferze, jako emocjonalne zamknięcie pewnego ważnego (przynajmniej na tym etapie) rozdziału w życiu człowieka, był pośpiech, biurokracja, nerwowość. Nagle zdałem sobie sprawę z tego, że zostałem w sali sam - wszystkie zadania wykonane, wszyscy już poszli. Zamiast móc spokojnie porozmawiać na pożeganie ze swoimi wychowankami, musiałem skupić się na dystrybucji dokumentów i pilnowaniu zbierania pokwitowań - tylko to jest, okazuje się, ważne i liczące w naszej pracy. Jeden papier, drugi - tu pokwituj, trzeci i czwarty - pokwituj tu, i tutaj jeszcze, a tu masz to i to i tamto i sramto i pierdamto! Przerażająca jest dehumanizacja szkoły. Taśma produkcyjna zamiast wychowywania i kształtowania charakterów. Ludzie kierujący oświatą, o innych nie wspominając nie pojmują, że do wychowania drugiego człowieka przede wszystkim potrzeba: czasu, cierpliwości i czasu. Niczego z tego nie ma nauczyciel przytłoczony godzinami ponadwymiarowymi i innymi zadaniami. Zamiast wychowawcy mamy dozorcę. Bo taniej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)