Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

wtorek, 29 października 2013

246.Lektura relaksacyjna

Dla higieny psychicznej sięgnąłem parę tygodni temu po coś odmóżdżającego - w "taniej książce" zaopatruję się więc od czasu do czasu w sensacje Clive'a Cusslera (tanie książki są dobre bo są dobre i tanie). 
Przyjemne odprężenie po zwykłych ciężkich lekturach naukowych. Przyszło mi na myśl, że ktoś mógłby skrytykować kupowanie takiej literatury "wagonowej", że szkoda na to pieniędzy i lepiej byłoby pójść do biblioteki. Finansowo z pewnością miałby rację - mało prawdopodobne bym wiele razy wrócił do tej lektury. Ale z drugiej strony - bibliotek nie lubię. W księgarni mogę sobie książkę obejrzeć, przekartkować, wybrać, a w bibliotece w większym stopniu sięgam w ciemno. Poza tym trzeba pamiętać o zwrocie w terminie, a to bywa kłopotliwe przy moim obłożeniu pracą - dodatkowy absorbujący obowiązek. Wreszcie drogo, to kupowanie takich książek po cenie katalogowej. Musialbym upaść na głowę, żeby płacić za nie po prawie 40 złotych, ale po przecenie 14-16 złociszy mogę dać. To przecież tyle mniej więcej co tani bilet do kina, a przyjemność o ileż dłuższa niż dwugodzinny seans.

Aha, oprócz nich kupiłem sobie "Tragedie i kroniki" Shakespeare'a w tlumaczeniu Barańczaka i właśnie z przyjemnością zacząłem czytać "Juliusza Cezara". Miło.

niedziela, 27 października 2013

245.Określenie szczęścia

Garść refleksji po wizycie Emusia.

Skąd bierze się poczucie szczęścia w życiu? Jak dobierać jego składniki? Jak sprawić by poczuć się szczęśliwym? Albo przynajmniej zadowolonym ze swojego życia? Czy może choć generalnie zadowolonym?

Chory cierpiący na bolesne schorzenie powie, że do szczęścia wystarczy być zdrowym i żeby nic nie bolało.
Bezrobotny powie, że do szczęścia wystarczy mieć pracę za którą pensja na życie starczy.
Mieszkający w wynajętym mieszkaniu powie, że szczęście to mieć własny kąt.
Obciążony kredytem powie, że szczęście to nie mieć długów.
Samotny powie, że szczęście to mieć partnera i dzielić z nim radości i smutki.

Czy wobec tego można potępiać kogoś, kto ma pracę, własne fajne mieszkanie w Warszawie w świetnej lokalizacji, żadnych długów, dobrego chłopaka, jest młody i zdrowy, że ma przygnębiające poczucie, iż jego życie jest pozornie pełne, ale jak się przyjrzeć, to wszędzie (jego zdaniem) widać rysy i niedociągnięcia? Łatwo powiedzieć, że mu się w dupie z dobrobytu przewróciło a inni - jak wyżej wymienieni - mają gorzej od niego. Ale czy tak do końca mamy prawo tak powiedzieć? Czy poczucie szczęścia lub zadowolenia nie jest autonomiczną decyzją i prawem jednostki? Z boku patrząc świadkom może się to wydawać czasem śmieszne, ale dla danego człowieka jego sytuacja może wyglądać nie tak atrakcyjnie jak innym się zdaje. Osądzić jest łatwo, ale mądrze - trudniej.


244.Do biegu... gotowi...

Rano wstałem wyspany nawet, za oknem rozświetlała się pełnym słońcem piękna pogoda. Pomyślałem, że miło byłoby gdzieś wyskoczyć, może do IKEI jakieś drobiazgi pokupować, może z Emusiem się spotkać, w każdym razie zrobić coś innego niż na co dzień. Ale nim wróciłem z zakupów, nim się z Emusiem zgadałem (smsy nie są najszybszą formą komunikacji, zwłaszcza kiedy jeden śpi, a drugi ma niedoładowaną komórkę), jakoś nastrój klapnął. Jemu się zrazu nie chciało, a mnie potem, kiedy wypakowałem sprawunki i siadłem. Wytresowany organizm wyczuł że minęło południe, a więc nadeszło niedzielne popołudnie oznaczające przedsionek poniedziałkowego ranka i powrotu do pracy. Reakcja na to jest standardowa - napięcie psychiczne i fizyczne. Już niepokój, że powinienem coś posprawdzać, bo jak mogłem się tak lenić i prawie nic nie zrobić. Już niepokój, że powinienem coś przygotować do lekcji. Już niepokój, że znowu coś... nie wiem jeszcze jakie konkretnie coś, ale na pewno istotne. Już niepokój, że pewnie w ogóle nie dość. A w tym stanie nie ma miejsca na przyjemności, nie ma miejsca na luz spotkania towarzyskiego. Jest za to miejsce na poczucie winy, gdybym się zmusił i takowemu spotkaniu oddał - że się zajmowałem czymś nieważnym, kiedy tam PRACA czekała.
Tak, wiem - chomik jestem, a to moja zajebista maszyna obrotowa.

Ciekawe że w tym poczuciu oklapnięcia na plan pierwszy wyszła smutna myśl, że nikogo nie mam. Że poza pracą nie mam nic. Emuś ma przynajmniej swojego chłopaka i smutno mu się robi kiedy się rozstają, a ja cóż - mam smutno na okrągło. Wypracowane procedury ukrywania, czy też może przykrywania tego smutku, na ogół są skuteczne, ale czasami wyrywa się on z zamknięcia.

A właśnie teraz Emuś anonsuje się z wizytą. Skoro niedobry miś-przytulanka nie chce przyjechać do Krzysia, to musi się pofatygować Krzyś do misia - dobrze jest mieć komu się wysmarkać.