No i po egzaminach poprawkowych. Sporo oblanych. Zdane - wysiłkiem głównie komisji. Żeby uczeń zdał, musimy stawać na głowie niemal - zachęcać, dopytywać się czy aby na pewno zrozumiał polecenia, dla pewności tłumaczyć mu o co chodzi w tym i tym poleceniu, naprowadzać, dopytywać, sugerować itp. Jakby policzyć na stenogramie, to by zapewne się okazało, że komisja wypowiedziała więcej słów (i dłuższych...) niż zdający. A jak uczeń coś duka ćwierćzdaniami, jarzy piąte przez dziesiąte, ułamek tego co by należało oczekiwać, to własnemu szczęściu nie wierzymy i z radości się nie posiadamy.
Niektórzy w ogóle się nie przygotowali. Inni - bez najbardziej nawet podstawowej wiedzy, wyobraźni i najmarniejszej choćby wiedzy ogólnej. Takim nawet nie ma jak podpowiedzieć i na trop naprowadzić.
Stan wojenny wprowadził Piłsudski, albo Gomułka. Wynik podzielenia 54 przez 6 jest prawdziwą zagadką. Woda jest pierwiastkiem. Linia prosta narysowana w kształcie błyskawicy jak najbardziej pozostaje linią prostą. "Górki i dołki" to jedyna znana nazwa sinusoidy. [wszystko - LO]
Można by rzec, że mam uczucia ambiwalentne: z jednej strony uzyskałem dobitne potwierdzenie, że wystawione przeze mnie na koniec zajęć niedostateczne nie były aktem niesprawiedliwości i krzywdzenia niewinnych, bo osoby te zawaliły poprawkę totalnie i absolutnie bez cienia wątpliwości. Z drugiej zaś strony to frustrujące dla nauczyciela widzieć takie zwieńczenie swoich całorocznych wysiłków.
Nie mówiąc o niesmaku takiego, jak na wstępie przytoczono, egzaminowania. Ale co począć - system preferuje i premiuje, de facto wymuszając, przepychanie każdego ucznia przez kolejne etapy edukacyjne, bo "za uczniem idą pieniądze". Tak w praktyce wygląda sławiony przez wielu bon edukacyjny - jesli szkoła dostaje za ucznia pieniądze, to nie jest zainteresowana pozbywaniem się go, a jednocześnie pieniądze te są zbyt małe, by dało się skutecznie i znacząco podnieść poziom jego faktycznego (a nie nominalnego) wykształcenia. Pieniądz idzie za uczniem, więc bierze się każdego. Tylko najlepsze szkoły mogą sobie pozwolić na luksus selekcji i odrzucania nie dających sobie na tym poziomie rady. Reszta szkół musi obniżać poziom i przepychać uczniów przez system.