Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

wtorek, 30 kwietnia 2013

156.Rajbanki

Umysł jeszcze nie wie, że ma parę dni wolnego, za to ciało już się połapało i przyklapnięte sygnalizuje zmęczenie.

Policzyłem, że średnio wystawiam 300 ocen miesięcznie, 95% z nich - za prace pisemne.

Wypadałoby sprawić sobie kontrsłoneczne patrzałki. Dotychczasowe, nawet jeśli pominąć że fatalnie w nich wyglądam, to niewątpliwie dotarły do punktu zużycia moralno-technicznego. No i tu zaczynają się schody. Najlepiej pójść do optyka i przymierzyć, aby dobrać fason i rozmiar akuratne dla mojej nadobnej facjaty. Są jednakowoż dwa ale. 
Primo - wybór dyskusyjny. Okularów dużo, ale kiedy szuka się konkretnego wzoru i nie jakiejkolwiek kolorystyki, to nie ma co z półki zdjąć, nawet w hucznej krajowej sieciówce. Secundo - ceny z widoczną marżą za podłogę i witrynę. A że spodobały mi się ray-bany, to i same ceny są... hmmm... bardzo widoczne. W necie można znaleźć oryginalne, od przedstawiciela za sporo taniej (co nadal nie znaczy: tanio!), oszczędzając jakieś 20-25 %, ale nie ma jak przymierzyć. Nie jestem maniakiem marek, ale tandeta najdrożej kosztuje, a ja lubię rzeczy porządne. No i zagwozdkę mam. A ja nie lubię zagwozdek.

Pewnie, że lepiej by było zarabiać tyle, by wydanie kilkuset złotych na dobre okulary chroniące wzrok nie stanowiło takiego problemu, ale cóż... Pensja jest jaka jest - na bieżące wydatki starcza, ale już cokolwiek wykraczającego poza standard "świadczenia+spożywka+drogeria" stanowi problem. To tylko naiwnej publice wydaje się, że mamy po 5 tysięcy na miesiąc.


sobota, 27 kwietnia 2013

155.Tulipanik

Pogoda troszkę się popsuła. Słoneczko zniknęło. Może to maturzyści je ze sobą zabrali?

Bo poszli sobie.

Ostatni dzień był w stylu naszej szkółki - jakieś żałośnie dziadowskie, puste rytuały, z których nic nie wynika poza niesmakiem. Trzeba coś zrobić, to się to robi, tylko bez refleksji co to ma oznaczać i czemu ma to służyć. Bo w gruncie rzeczy chodzi przede wszystkim o to, by odfajkować. Bezmyślność, zabijająca pracę wychowawczą i (z małym opóźnieniem) dydaktyczną, u nas rozkwitła bujnie i szeroko. "Nie myśl - trwaj!" taki napotkany gdzieś napis mógłby być naszą dewizą.

Jeszcze kilka lat temu maturzyści pojedynczo i grupkami przychodzili do nas żegnać się. Było to miłe i ważne, bo dawało nam jakoś szczere potwierdzenie, że nasza praca i nasz wysiłek miały sens, że wnieśliśmy coś ważnego w życie tych młodych ludzi. W ogóle nie chodziło o czekoladki czy kwiatki (które zresztą dla niezmotoryzowanych były potężnym problemem logistycznym), ale właśnie o te słowa, wyrażające szczere emocje. 

A dziś?

Cóż zmieniły się i czasy i - szczególnie - młodzi ludzie do nas uczęszczający. Odruch, żeby się pożegnać, o podziękowaniu za wspólnie spędzone trzy lata nie wspominając, zanikł u niemal wszystkich. Niektóre klasy, przymuszone jeszcze działającym z rozpędu terrorem wychowawców, rozsyłają ekipy "W imieniu klasy 3coś chcieliśmy panu podziękować za blabla..." - dźwięk równie dobrze mógłby lecieć z odtwarzacza wbudowanego w kwiatek czy torebkę herbaty/kawy w charakterze załącznika do vocalu.

Podziękowań spontanicznych było jedno. Żadnych krępujących suwenirów, za to szczery uścisk dłoni i słowa, że było super. Sam nie wiem czy to przypadek, czy może właśnie powiązane, ale to uczeń z grupy tych, których żegna się zarazem radośnie - że idą z sukcesem w świat, i z żalem - bo postać barwna i sympatyczna.

Wracałem spacerkiem z przyjaciółką; przygnębiona gorzko komentowała naszą rzeczywistość i to czym się nasza szkółka stała. Mijaliśmy akurat ogólniak dużo lepszy od naszego, przed którym szykowali się do wejścia tamtejsi maturzyści. Jakoś trudno było nie zauważyć, że tamta młodzież jakoś inaczej od naszej prezentowała się - byli dużo bliżsi temu, co się określa mianem ludzi dobrze wychowanych i  kulturalnych. Nagle nasz wzrok równocześnie spoczął na okazałych wiązankach niesionych przez eleganckich chłopaków. Uniosłem swój samotny, chudziutki tulipanik i spytałem:

- Czy dostrzegasz pewną różnicę?

Oboje parsknęliśmy śmiechem. Czy muszę dodawać - jaki był ten śmiech?


czwartek, 25 kwietnia 2013

154.Jednooki

Home, sweet home!

Powrót po 12 godzinach pracy może być przyjemnością. Zwłaszcza kiedy pomyślę sobie o ciepłej kąpieli z bąbelkami. 

Jedną z niefajności w tej robocie jest sytuacja, kiedy mamy dziecko, które potrzebuje pomocy, i poznajemy jego rodzica. Królowa Lodu skrzyżowana z pługiem drogowym. Okropność.

Wróciłem jak wymłócony. W oku postrzelały mi naczynia krwionośne i wyglądam, jakbym dobę bez przerwy łupał w jakąś grę na kompie. Boli mnie szczęka z tej samej strony. Zdaje się, że moje zatoki znowu postanowiły o sobie przypomnieć.

I jeszcze szarlotka się skończyła. Co gorsza - skończyła we mnie.

Ku wielkiej uldze, przyszła paczka z lokomotywą - oliwkowa stonka wygląda pięknie.