Coraz bliżej koniec klas trzecich. Przebudzenia optymistów, odkrywających, że jednak ich bardziej radośnie niż trzeźwo optymistyczne scenariusze wyciągania się "na dopa" czemuś nie wypalają. Piszemy decydujący sprawdzian, nie sprawdzamy co z niego dostaliśmy i jedziemy beztrosko na wycieczkę w czasie, kiedy mija nam termin na skorzystanie z awaryjnej procedury "uzyskania oceny wyższej niż przewidywana"; a przewidywaną mieliśmy niedostateczną. I gwałtu-rety! zły nauczyciel - jak mógł?! To głębokie zdumienie, że nauczyciel, którego przedmiot olewaliśmy przez większość klasy maturalnej, nie chce nas wyciągać. Nie chce oceny naciągnąć z niczego. No jak on tak może?! Zwariował?! Rodzic nie pojawiający się od dawna na zebraniach i nie kontaktujący się z wychowawcą, nagle przypomina sobie o nim i wydzwania łzami się zalewając, bo pociecha pałę z maturalnego przedmiotu dostała i gwałtu-rety! ratuj!
Rodzic z rady rodziców wparowujący z pretensjami o niepłacenie na fundusz tejże rady w takim stylu, że moje wstrząśnięte mamy podzieliły się na dwa obozy: jedne uznały, że bezczelny, drugie, że cham.
A ja się przepiłowuję na pół tępą piłą sprawdzając na jutro klasówki.