Czekałem na to wolne, a kiedy nadeszło, nie ulega dla mnie wątpliwości że trzeba popracować, aby z robotą się ogarnąć. Prace same się nie sprawdzą, materiały do lekcji same się nie przygotują. Świnie.
Dzień mija zaskakująco szybko. Rankiem na dachach i balkonach śnieg - pierwszy leżący śnieg tego roku (wedle belferskiej rachuby czasu). Już tylko (Jeszcze aż...) sześć tygodni do świąt.
Emuś znów odkrył "że mnie zaniedbał". Ciekawa prawidłowość - dochodzi do tego za każdym razem dziewiczo nowego odkrycia kiedy mu się kolejny związek kończy. Przyszedł bidulek się wyżalić, a ja mu nie bardzo mogłem pomóc, bo i jak - musi żałość sobie wypłakać i zaleczyć upływem czasu.
Znowu się dowiedziałem, że nie powinienem się poddawać i że powinienem znaleźć sobie jakiegoś faceta po 40-tce, bo (w domyśle) jego zdaniem celuję (właśc. celowałem) za młodo i ogólnie za wysoko, a nie mam do tego warunków. Nie mam już siły polemizować z tym - Emuś bardzo przywiązuje się do swoich odkryć i nie odczuwa zbytniej potrzeby ich weryfikacji.