Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

poniedziałek, 6 października 2014

369.Rozmówki belferskie

W pracy ziąb jak cholera, wymarzłem jak pies.

Rozmówki w jaskini belferni.

-Wykończą mnie te bachory. Tak gadają i hałasują, że ledwie siebie samego słyszę.
-Naprawdę? No proszę - a u mnie siedzą cicho i grzecznie. I pracują ani pisną.
-Bo instynkt im podpowiada, że jesteś mściwą harpią o długich rękach i jeszcze dłuższej pamięci, a we mnie wyczuwają tylko ciepło, dobro i życzliwość, co nawet muchy nie skrzywdzi.

*******

-Posłuchaj kwiatka: "Walki w powstaniu śląskim toczyły się wokół Poznania."
-No, coś tam świta jednak.
-Ta! "świta". Szkoda tylko, że na ogół po tym świtaniu dzień nie nastaje.

*******
-Buahaha! Uwielbiam tego faceta! Aberuś! Jesteś wielki!
-Tia, głównie w pasie.

*******
Jeden z owocków grona od rana pieni się i wścieka na dyrekcję. Mr A. wskazując na jego koszulkę z napisem "Nie bój się - myślenie nie boli!", pyta:
-Nie masz wrażenia, że twoja koszulka ma dziś charakter wywrotowej demonstracji?

*******
-Dlaczego ty mi nie wierzysz?! Aberfeldy! Ona mówi, że ja ściemniam! No powiedz sam - jak można mi nie wierzyć?!
-Pani Zosiu, bądźmy szczerzy - niech pani zapomni o tym wszystkim co na jego temat ludzie plotą i niech pani popatrzy bez uprzedzeń na tę twarz. Czy te małe chytre oczka mogą kłamać?

sobota, 4 października 2014

368.Odwiedziny

Na tratwie Meduzy niepodzielnie króluje głupota i rozpaczliwy brak elementarnego profesjonalizmu. To wciąż zdumiewające, jak ludzie siedzący od lat w tym zawodzie nie potrafią pojąć co jest ważne, na co trzeba położyć nacisk i jaka powinna być sekwencja myślenia (i postępowania!!!) kierownika.

Czuję się jakby próbowało mnie napocząć przeziębienie. Niedobrze.

Od paru nocy nękają mnie dziwne, wyraziste sny (leitmotiv: idę, biegnę, uciekam), na pograniczu koszmaru. Fajnie że coś się śni (coś się w tym żałosnym życiu dzieje), ale mogłoby coś przyjemnego.

Na szczęście doktor Kredens przepisał odwiedziny cioci Soplicy i cioci Connemary. I już jakoś tak swobodniej  się człowiek czuje. Co nie znaczy - szczęśliwiej.

środa, 1 października 2014

367.Towarzysz wędrówki

Niezachęcająca jesienna szarówka. Poranny ziąb. Koc na kołdrze, ta zaś dzięki temu naciągnięta na głowę. Grunt to ciepło.

Od weekendu chodziło mi po głowie czy by nie wybrać się z Emusiem w środę do kina. Jeszcze wczoraj rankiem sprawdzałem repertuar, ale już po powrocie z pracy wstrzymałem się z telefonem, dziś zaś zrezygnowałem zupełnie. Spiętrzenie prac do sprawdzania i widok zasłanej nimi półki sprawiły, że myśl o stracie wieczoru obudziła zbyt silne wyrzuty sumienia. Nie do końca jestem pewien czy w istocie to sumienie czy raczej niedowartościowane emocje; nie mogę także wykluczyć, że po prostu głupota.

Praca to jedyna sfera moich osiągnięć jaką mam w życiu, która tworzy jakąś moją jakość. Odłożenie sprawdzenia prac i opóźnienie ich oddania naturalnie nie spowodowałoby, że zawaliłoby się niebo, ale poczułbym się źle - że pracuję nie dość, że za słabo się staram. I tak zresztą mam takie poczucie, że powinienem być lepszym nauczycielem, być starannie przygotowanym w różnych miejscach, w których teraz jadę na rutynie i intuicji, ale robienie zaległości w pracach to byłoby już zbyt wiele. Kłaniają się wdrukowane w dzieciństwie wzorce zachowań, których zmienić nie potrafiłem.

Kino z Emusiem zapewne sprawiłoby mi przyjemność, tym bardziej, że nie pamiętam kiedy ostatnio byłem w kinie (dla własnej przyjemności a nie służbowo) - chyba jakoś na początku roku, na "Hobbicie". Właściwie mam świadomość, że to głupie rezygnować z przyjemności w imię obowiązku, którego nikt poza mną nie dostrzeże, a tym bardziej - nie doceni. Jednak praca i obowiązek to grunt, a znajomości to ulotny miraż.  Cóż z tego, że ostatnio Emuś dokaloryzowany tortem zdrzemnął się przytulony do mnie, kiedy i tak jesteśmy tylko "kolegami"? Koledzy pojawiają się, koledzy i znikają - nierzadko bez słowa. A praca trwa, mój jedyny obok smutku towarzysz wędrówki. Nielubiany, lecz wierny. Ceniony - bo jedyny.