Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

środa, 9 kwietnia 2014

309.Rozpad i dupa w troki

Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem dzień takiego zapieprzu w pracy, co oznacza, że to najgorszy dzień od kilku lat. Biurokratyczna papierkowa robota. Napięcie, stres, bieg, wyścig z czasem, przerwy za krótkie, obrywanie lekcji (co mi się nigdy nie zdarza), ani chwili wytchnienia, choćby żeby coś zjeść, wypić cokolwiek ponad wodę z kranu.  Tłumaczenie że białe jest białe, a nie zielono-pomarańczowe na przykład.
Do tego znowu się czymś zatrułem i czuję się okropnie. 
A jutro ciąg dalszy.

* * *
A tu coś dla Matta, żeby się nie bał zasnąć...  


* * *
A teraz mamy czwartkowy ranek, więc zbieramy dupę w troki i dziarskim krokiem ruszamy w owocny marsz ku lepszej przyszłości!


niedziela, 6 kwietnia 2014

308.W obawie przed biedronką

Infekcja trochę zelżała, ale wciąż trzyma, czając się w oczekiwaniu na dogodny moment do ponownego ataku, by rozłożyć mnie na biedronkę (znaczy że ani rączką, ani nóżką). 

Codziennie odliczam dni, które zostały do odejścia klas trzecich. Ubędzie mi godzin i zmory, jakiej mi moje niesforne cholery przysparzają. Jest niedzielne południe, a mam przed sobą stos prac do sprawdzenia na jutro i pojutrze. Tyle wypoczynku (rano zrobiłem zakupy). 

Przez ten weekend nawet nie tknąłem pędzla, zresztą przez cały ubiegły tydzień także. 

Emuś chory, infekcję jakąś złapał, wpadł jednak z wizytą. Chyba go znienawidzę za jego przemianę materii - nie ćwiczy nic, 200 metrów podwozi się autobusem, 2 piętra windą zjeżdża, żywi się kebabami i pizzą, ciastko z kremem zagryza całą tabliczką czekolady i... chudnie! Psiakrew, chudnie! A mi się przez ostatnie lata przytyło parę kilo. :-( "Zabawne", że jak szukałem faceta, to bez żadnej diety i wyrzeczeń waga mi zjechała w dół, poniżej nawet poziomu z wojska. A jak przestałem, to się dźwignęła w górę - cóż, tak się kończy (?) zażeranie stresów. 

wtorek, 1 kwietnia 2014

307.Zakręceni

Zaszedłem do pedagożki pogadać o tym, że źle się dzieje w szkółce naszej i czy ma jakiś pomysł na przyczynę, że nam się cokolwiek klasy rozłażą. Trochęśmy sobie podywagowali, ale jedna z jej wypowiedzi szczególnie mnie poruszyła:

-Byłeś w naszym pokoju? Widziałeś ludzi - jak wyglądają? Wszyscy są zmęczeni, zakręceni i wyczerpani. Nie powinno więc dziwić, że uczniowie działają tak jak działają. Do jakiej inspiracji i jakiego uczenia jesteśmy w takim stanie zdolni? Jak patrzę ile niektórzy mają godzin, to nie wierzę, że tak się da pracować. Nie tyle czasu.

No niestety, ale dziewczyna ma rację. Wiem, że piewcy neoliberalizmu, oszczędności i produkcyjnej wydajności pienią się na 18-godzinne pensum, ale władze pruskie z kapelusza go nie wyciągnęły. Może i to byli półfeudalni dziewiętnastowieczni zacofańcy, ale rozumieli wagę jaką w nauczaniu musi odgrywać świeżość umysłu i kreatywność. O autorytecie nauczyciela nie wspominając. Tymczasem przy 27-30 godzinach dydaktycznych to już jest odwalanie chałtury, to już nie uczenie tylko "realizacja programu".

Tak à propos scenka szpitalna - autentyczna. Nauczycielka zbudziła się po (planowej) operacji z narkozy i pierwsze jej słowa do anestezjologa brzmiały:

-Panie doktorze, która godzina?! Bo ja muszę iść do pracy!

Uzupełnienie 3.04.2014.

Zbudziłem się dziś rano i zaraz zmartwiłem:
- Oj, jak późno! Nie zdążę zrobić sobie śniadania. Zaspałem i muszę lecieć!
Wylazłem z łóżka, lecz w trakcie przygotowań przedstartowych spojrzałem na zegarek - była 4.37...