Samotny w mej małej celi,

samotny jak ona sama,

samotny idę do świata,

samotny stamtąd powrócę.

wtorek, 15 października 2013

240.Raszpla

Zaniosłem do rodziców stołeczek.

Mama, jak to ona - nie chce się o tym pisać. Ojciec pocmokał, pocmokał, po czym zaczął nią dyrygować, żeby ustawiła mu odpowiednio stołeczek. Nie, nie chciał na niego wchodzić, tylko uważnie obejrzeć, by wypatrzeć czy gdzie nie krzywy, albo nierówny. Przecież nie byłby sobą, gdyby się nie dowartościował w ten sposób. 
Nie bardzo mu zrazu wyszło, ale kiedy wróciłem do domu, po paru godzinach zadzwonił niemal rozpromieniony z radą, że tam w jednym miejscu tak nierówno wykończyłem bo z pewnością nie miałem odpowiedniego narzędzia, a on w piwnicy ma raszplę taką dziadka, półokrągłą, którą może mi dać żebym zrobił to jak należy. Miałem ochotę powiedzieć mu gdzie może sobie tę raszplę... Niestety kindersztuba zadziałała. Ale on to oczywiście wyłącznie z dobrego serca i czystej życzliwości. Dwie lewe ręce, sam niczego podobnego nie zrobił, ale przysrać mi - pierwszy! I całe życie tak.

poniedziałek, 14 października 2013

239.Dzień Świętego Nauczyciela

Ponieważ nie wszyscy świętują DEN (odpracowaną) bumelką, musiałem udać się do pracy by piękną czynić postać na obchodach. Skojarzenie z obchodem wydaje się celne - runda strażnika np. wokół magazynu z instrukcjami spożywania zupy z menażki, ma podobny ładunek sensu i emocji co nasze szkolne uroczystości. Inne akuratne skojarzenie to obchód lekarski w kostnicy - podobnie wesoły nastrój i ożywienie wszystkich uczestników.

Zamiast obchodzić nasze święto na wesoło, a przynajmniej optymistycznie, z nerwem i humorem, funduje się ciężkostrawnego, posępnego gniota na zasadzie "Kto może coś pokazać?" I zagniatamy zakalca wedle przepisu: Zosia powie wierszyk, Franio zagra na instumencie, a Patrycja zrobi fikołka i gwiazdę. Jak mamy tzw. utalentowane dziecko to zaśpiewa piosenkę - obowiązkowo po angielsku (bo to tak światowo i mądrzej się wydaje - śpiewanie po polsku jest obciachowe). Składu, sensu, myśli jakiejkolwiek przewodniej w tym wszystkim nie ma za grosz. Groch z kapustą. Obserwując trend mam niemiłe wrażenie, że mogę się doczekać tańca na rurze jako uświetnienia szkolnej uroczystości ("Bo Nikola tańczy i występuje to może i u nas pokazać - czemu dziecku odmawiać?").

Popatrzyłem na młodzież krytycznym okiem i pomyślałem, że warto by niektórych uświadomić w kwestii stroju galowego / uroczystego, ale kiedy ujrzałem niektóre eksponaty z grona, to doszedłem do wniosku, że właściwie czego od młodzieży wymagać, kiedy niektórzy nauczyciele nie mają pojęcia jak się ubrać na własne święto. Ale skoro dyrektor na to pozwala, to czemu się dziwić...

Jak zwykle po części salowej była część pokojowa, czyli nasiadówka pracowników szkoły. W tym roku pierwszy raz odkąd pamiętam, z przyczyn nieznanych, administracja i obsługa nie pojawiła się. Jak dla mnie - zgrzyt. Nie było również sporej części grona.

Nagrody dyrektora za to jak zwykle podgrzały emocje. Czynnikiem podgrzewającym jest chyba nie tyle to "ile", lecz "kto". Niektórzy ciężko znoszą pominięcie, choć dyrekcja sypie nagrodami szeroko (co przekłada się zresztą na ich wysokość). Pan Aberfeldy wśród nagrodzonych się znalazł, jednakowoż jak bardzo jeszcze nie wie, bo papiórek że nagroda - to jest, ale floty na koncie nie ma. Sensu w swojej nagrodzie większego zresztą nie widzi.

Jedyne życzenia uczniowskie na jakie się załapałem, to te automatyczne od samorządu "w imieniu wszystkich", bo aniołki z moich klas nie czuły potrzeby fatygować się w tej mierze. Bo kto normalny składa jakieś życzenia ludziom od usług? Hydraulikowi, fryzjerowi, nauczycielowi?


niedziela, 13 października 2013

238.Stołeczek

Ponury niedzielny poranek ustępuje przejaśnieniom wczesnego popołudnia. Wczoraj zająłem się drobną stolarską robótką - stołeczkiem w formie, a stopniem do sięgania ku wyższym półkom w przeznaczeniu. Mama chciała ikeowski, ale uznałem, że będzie dla niej niebezpieczny i zrobiłem po swojemu. Dziś zdjąłem ściski i przetestowałem. Jeśli wytrzymuje moje podskoki, to powinien bez problemu wytrzymać mamine wchodzenie. Jeszcze "tylko" szlifowanie, bejcowanie i lakierowanie i będzie fertig. Lubię takie prace, bo w odróżnieniu od belferki - widać w nich efekty własnego wysiłku. Czasem sobie marzę jak by to było fajnie mieć mały przytulny domek, a obok niego szopę z warsztatem stolarskim, w którym mógłbym wygodnie i jak należy wykonywać różne prace, a nie na powierzchni 1,5 na 1,5 metra w pokoju.