Wyjść z pracy w piątek o piątej to... ulga? Nie wiem. Miałem pewne obawy, że momentami chyba idę niezbyt pewnie, a zatrzymuję się przed zebrą niezbyt stanowczo. Przeszło mi przez myśl, że znudzony a nadgorliwy patrol mógłby mnie wylegitymować za nietrzeźwość. Wprawdzie upojenia alkoholowego nie sposób byłoby stwierdzić, bo ostatnie procenty były na imieninach tydzień wcześniej, ale jak krawężusie normy patrolowej nie wyrobili, to mogą na takie niuanse nie zwracać uwagi.
Właściwie nie czułem zmęczenia fizycznego, ani psychicznego, miałem tylko wrażenie, jakby mi się delikatnie i niuansowo rozjeżdżała synchronizacja między myśleniem i działaniem a otoczeniem. Tak jakby oddzielała nas cieniutka jak muślin, nienamacalna warstewka mgielnej waty.
Teraz też nie czuję zmęczenia, ale na tyle już znam siebie, by wiedzieć że to pozory - po prostu organizm wciąż jest zmobilizowany i spięty. Silnik pracuje, tylko chwilowo na luzie bo wysprzęglony, ale wie że zaraz znowu zostanie wrzucony bieg. Weekend nie jest więc żadnym realnym odpoczynkiem. Rzeczywiste "odpuszczenie" nastąpiłoby dopiero po 2-3 tygodniach urlopu - dopiero wtedy mój organizm wierzy, że nie musi już być spięty w gotowości do pracy.
Przez głowę mimowolnie przelatują obrazki z minionego tygodnia, scenki, zdarzenia, przeżywane wciąż na nowo, z wątpliwościami i sugestiami czy reakcja była trafna, czy błędna, co można było zrobić lepiej a co tylko inaczej. Po głowie kołaczą się przykrości i frustracje z przypominanych zachowań uczniów. Wśród nich przemykają od czasu do czasu, niczym rybki w Bałtyku, refleksje na temat własnego życia, bilansu, perspektyw, sensu.
Mówi się, że dobrze jest mieć poza pracą jakieś hobby, jakąś pasję, która byłaby wytchnieniem i odskocznią od stresu. To jak najbardziej słuszna rada, ale co z tego, kiedy po 30 lekcjach w tygodniu jestem tak wypruty, że nie mam siły żeby sięgnąć po pilnik czy pędzel, nie mówiąc o wykrzesaniu z siebie jakiegokolwiek zainteresowania wieżą "Panthery" czy śmigłem "Spitfire'a".
Patrzę na pasek wypłaty i zastanawiam się czy te niecałe 400 złotych jest wartych o przeszło 1/3 większej pracy?
Niewątpliwy jednak plus takiego obłożenia pracą, to wyparcie myślenia o sobie i swoich uczuciach.